Powołanie od Celta, a teraz reakcja Polki. 63 minuty, dziewięć asów. Demolka we Francji
Kibice kobiecego tenisa spoglądają już na Rijad, tam w sobotę rozpocznie się rywalizacja w WTA Finals, przedostatniej w tym sezonie imprezie dla Igi Świątek. Nasza wiceliderka rankingu WTA przyleci jeszcze do Polski, w Gorzowie ma być liderką kadry w turnieju BJK Cup, już za 16 dni. Dawid Celt powołał też m.in. Martynę Kubkę, która teraz szuka punktów rankingowych w Villeneuve-d'Ascq, na przedmieściach Lille. I tam dość brutalnie rozprawiła się w środę z rodaczką - Anną Hertel.

Na listopadowy turniej w Gorzowie, w którym Polki zmierzą się z Rumunią i Nową Zelandią, Dawid Celt powołał cztery zawodniczki: Igę Świątek, Katarzynę Kawę, Lindę Klimovicovą oraz Martynę Kubkę. Magda Linette i Magdalena Fręch zakończyły już sezon, z kolei Maja Chwalińska już wtedy powinna być w Ameryce Południowej, tam ma w planach trzy turnieje rangi WTA 125. Chce jeszcze powalczyć o miejsce w głównej drabince Australian Open.
Niepodważalna jest pozycja Świątek jako liderki zespołu, Kawa z Klimovicovą, dla której będzie to debiut w polskich barwach, powinny grać w drugim spotkaniu singlowym. Zaś Kubka dobrze radzi sobie też w deblu, ma miejsce w połowie drugiej setki światowego rankingu.
W tym tygodniu we Francji łączy jednak specjalności - w Villeneuve-d'Ascq szuka punktów tak w singlu, jak i w deblu. W obu tych specjalizacjach jest rozstawiona, w środę zagrała dwa spotkania. Oba zajęły jej łącznie... zaledwie 122 minuty.
Sukcesy reprezentantki Polski we Francji. Martyna Kubka wkrótce przyjedzie na Billie Jean King Cup
W singlu Kubka została rozstawiona z "trójką" - w imprezie rangi W35. Przed tygodniem była blisko awansu do półfinału znacznie większego turnieju w Hamburgu - ten zaś wygrała Erika Andriejewa, starsza siostra Mirry. Polka też triumfowała, ale w deblu, wspólnie z Greczynką Sapfo Sakellaridi. Teraz znów połączyły siły.

W pierwszej rundzie zawodniczka Mery Warszawa trafiła na... Annę Hertel, która do Lille przeniosła się z Poitiers. Tam w weekend też grała w finale, ale debla. W singlu przegrała już pierwsze spotkanie.
W Villeneuve-d'Ascq historia się powtórzyła - młodsza o kilka miesięcy rodaczka nie dała jej żadnych szans. Może gdyby czwarty gem potoczył się inaczej... Kończył się zaś na przewagi, Kubka serwowała i nie dała się przełamać odskoczyła na 3:1. A seta wygrała gemem do zera, w którym ustrzeliła aż trzy asy.
Po pierwszej partii miała ich w dorobku sześć, w drugiej dołożyła kolejne trzy. Znów tylko jeden gem był zacięty, pozostałe kończyły się dość wyraźnie na korzyść wyżej z notowanych Polek. Kubka triumfowała 6:2, 6:0 - całość zabrała jej 63 minuty.
Po krótkiej przerwie znów pojawiła się w hali, tym razem wspólnie z Sakellaridi. Razem z Greczynką pokonały belgijską parę Kaat Coppez/Amélie Van Impe 6:1, 6:3. To zajęło im 59 minut.













