Popis Chwalińskiej w grze o tytuł WTA. Historyczna chwila po 75 minutach
Maja Chwalińska marzy o tym, by znaleźć się w gronie 100 najlepszych tenisistek świata. Rok temu była już 121. w rankingu WTA, później zdrowie trochę nie pozwoliło w zrobieniu kolejnego kroku. A teraz znów pojawia się okazja - w sobotę Polka zapewniła sobie grę w finale WTA 125 w Oeiras. A ewentualny sukces gwarantował jej najwyższą pozycję w karierze i realne perspektywy na to, by jeszcze przed kwalifikacjami French Open znaleźć się w TOP 100. Rywalką Polki była jej dobra koleżanka Sinja Kraus, nieco wyżej notowana. Mistrzynię poznaliśmy po 75 minutach walki na Campo Central.

Iga Świątek w żadnym tegorocznym - indywidualnym - turnieju WTA nie była jeszcze w półfinale, podobnie Magda Linette, choć na początku stycznia też zaliczyła dwa ćwierćfinały imprez rangi 250. Najbliższej osiągnięcia sukcesu znalazła się w lutym Magdalena Fręch - przegrała jednak finał rywalizacji w Meridzie (WTA 500) z Cristiną Bucsą.
Do połowy kwietnia trzeba więc było czekać na to, aż polska tenisistka sięgnie po triumf w zmaganiach WTA w singlu, choć jeszcze nie w głównym cyklu, a zawodach rangi 125 w Oeiras. W niedzielę przed taką szansą stanęła Maja Chwalińska, która nawet w tych zawodach nie była rozstawiona.
Tyle że na portugalskiej mączce grała rewelacyjnie, choć... od stanu 1:4 w trzecim secie meczu pierwszej rundy z Kaitlin Quevedo. Wygrała wtedy pięć kolejnych gemów, w 1/8, 1/4 i 1/2 finału straciła łącznie ich zaledwie... siedem. W każdym z tych pojedynków jednego seta wygrywała bajglem.
A dziś o tytuł i rekordową pozycję w swojej karierze w rankingu WTA zmierzyła się ze... swoją dobrą przyjaciółką Sinją Kraus. Czasem grały debla, 11 miesięcy temu triumfowały w grze podwójnej w ITF W75 w Brescii. A dziś Polka nie miała litości dla młodszej od siebie o pół roku Austriaczki.
Dość powiedzieć, że w pierwszej partii prowadziła już 5:0 i 40-15.
WTA 125. Maja Chwalińska kontra Sinja Kraus. Mecz o tytuł Oeiras Jamor Ladies Open
24-letnia zawodniczka z Bielska-Białej od początku pokazywała znakomity i widowiskowy tenis. Jest raczej zawodniczką defensywną, to też wynika z jej możliwości fizycznych i dość przeciętnej siły uderzeń. Tyle że tu aż wyrywała się do przodu, zaskoczyła Kraus tak samo, jak wcześniej uczyniła to w starciach Beatriz Haddad Maią czy Simoną Waltert. Momentalnie znalazło to odzwierciedlenie w wyniku, Polka dużo lepiej poruszała się po korcie od wyższej rywalki.

Wszystko układało się po myśli Mai aż do stanu 5:0 i 40-15. Austriaczka "zluzowała" już wtedy rękę, nie miała nic do stracenia. Grała na granicy ryzyka, dwie pierwsze akcje wygrała dzięki temu, że ruszyła do siatki. Później popisała się kapitalnym bekhendowym returnem. A na końcu - znów udanym zejściem do siatki i uderzeniem blisko narożnika.
Zdobyła więc pierwszego gema w secie, zarazem i... ostatniego. Przy swoim serwisie szybko znalazła się w tarapatach, Polka uzyskała dwa kolejne setbole. I tego drugiego wykorzystała.
Po 33 minutach mieliśmy więc 6:1 dla Chwalińskiej, ale Polka wciąż musiała być czujna. Kraus w drugiej rundzie też przegrała partię otwierającą mecz z Whitney Osuigwe 2:6, a jednak awansowała. A w półfinale drugiego seta z Petrą Marcinko aż 1:6, by jednak na tyle poprawić grę, że to ona znalazła się, kosztem turniejowej "3", w grze o tytuł.
Jedno było pewne - bez poprawienia drugiego serwisu Austriaczka nie miała o czym marzyć. W pierwszym secie jej skuteczność była zerowa - przy dziewięciu próbach. Gdy piłka leciała w stronę Polki, Maja przestawiała się już na forhend i momentalnie atakowała.
Na starcie drugiej partii Kraus wykorzystała break pointa - grała znacznie agresywniej niż na początku spotkania. Ale zaraz tę przewagę straciła, znów całkowicie nie funkcjonowało jej drugie podanie (0/3 w tym gemie).

Przewaga Mai nie była już tak wyraźna, ale jednak dała radę dokończyć dzieła. Austriaczka nie znalazła sposobu na swój serwis - w całym meczu triumfowała zaledwie w jednym gemie, gdy wprowadzała piłkę do gry. Wyrównała wówczas na 2:2 w drugiej partii. A kolejne dwa swoje gemy przegrała już do zera.
Polka była tu lepsza. I asem serwisowym zamknęła to spotkanie - po 75 minutach. Wygrała 6:1, 6:3, po raz trzeci w karierze wygrała zawody tej rangi. I znów na mączce: po Florianopolis (2024) i Montreux (2025).
W nagrodę w poniedziałek będzie 118. zawodniczką świata, ale dobry występ w kolejnej rywalizacji w Oeiras - w najbliższym tygodniu - może dać już o wiele większy skok. Zwłaszcza że obsada w nim będzie jednak słabsza, bo sporo zawodniczek wybrało kwalifikacje WTA 1000 w Madrycie.















