Polsko-grecka "dogrywka" sześć godzin po boju Świątek z Sakkari. Meczbol po 59 minutach
W Polsce dochodził kwadrans po drugiej w nocy, gdy Iga Świątek wygrała w Indian Wells ostatnią piłkę w pojedynku trzeciej rundy z Marią Sakkari. Nieco ponad sześć godzin później zaczęło się starcie koleżanki Greczynki z reprezentacji BJK Cup z... koleżanką Igi z reprezentacji Polski. Mowa o Katarzynie Kawie i Despinie Papamichail. One zmierzyły się w pierwszej rundzie turnieju WTA 125 w Antalyi. Po 59 minutach Kawa uzyskała meczbola. To nie był jeszcze koniec meczu.

Tenisowy świat spogląda od niemal tygodnia na Indian Wells - tam jednocześnie odbywają się wielkie łączone turnieje WTA i ATP rangi 1000. Z udziałem największych gwiazd, stawka jest równie mocna jak podczas Wielkich Szlemów. Z licznego, siedmioosobowego grona reprezentantów Polski, została już tylko Iga Świątek. W poniedziałek swój mecz w deblu przegrał bowiem Jan Zieliński.
Iga zaś musiała bardzo długo czekać na swoje spotkanie, bo na Stadium 1 najpierw zwycięstwo po trzech setach wymęczył Novak Djoković, a później, po podobnym spotkaniu, odpadła sensacyjnie Mirra Andriejewa.
Iga zaś nie zawiodła - zrewanżowała się Marii Sakkari za niedawną porażkę w ćwierćfinale w Dosze. Choć źle zaczęła, przegrała dwa gemy, to później już wyraźnie dominowała nad starszą od siebie rywalką. I triumfowała 6:3, 6:2. O ćwierćfinał zagra w środę z Karoliną Muchovą.
Sześć godzin po zakończeniu tamtego spotkania, gdy w Indian Wells było już pół godziny po północy, w innej części świata na kort wyszły... reprezentantki Polski i Grecji. Nie pierwsze rakiety tych krajów, ale ważne punkty w kadrach, bo Katarzyna Kawa jest podstawową deblistką, ale od czasu do czasu gra też singla, jak rok temu z Ukrainą czy niedawno z Nową Zelandią. A Despina Papamichail ostatnie singlowe spotkania dla Grecji w tych rozgrywkach zaliczyła dwa lata temu, ale obecnie jest drugą rakietą kraju w rankingu WTA. Właśnie po Sakkari.
WTA Antalya. Katarzyna Kawa grała z Despiną Papamichail. Stawką 1/8 finału
Obie zmierzyły się na korcie w Belek koło Antalyi - dziś rozpoczął się trzeci, zarazem ostatni, z turniejów rangi 125 Megasaray Hotels Open. W pierwszym Kawa przegrała otwierające zmagania spotkanie z Moyuką Uchijimą, ale Japonka później zgarnęła trofeum. W drugim zaś Polka doszła do półfinału, tam też przegrała z... późniejszą triumfatorką, czyli Anheliną Kalininą. 33-latka z Krynicy Zdroju zaliczyła jednak spory skok rankingowy.
Teraz na starcie wpadła na Despinę Papamichail, która w pierwszych zawodach zameldowała się w ćwierćfinale (przegrała tam z... Uchijimą), a w drugich dostała lanie od Mai Chwalińskiej.
I dziś też zapowiadało się na takie mocne lanie. Po pięciu gemach Kawa prowadziła 5:0, rywalka miała w tym momencie w dorobku zaledwie pięć wygranych akcji. Później wywalczyła w końcu honorowego gema w secie, ale w kolejnym Polka znów była zdecydowanie lepsza. Skończyło się na 6:1 - ten set nie miał żadnej historii.

Drugi zaś był już zupełnie inny. Z ośmiu gemów siedem kończyło się przełamaniami, ten jeden zaś padł łupem Polki. Na 3:2 dla niej, choć Papamichail miała też trzy break pointy. Po 59 minutach gry było 5:3 i 40-30, gdy Kawa serwowała po mecz. Powstało zamieszanie, Polka reklamowała piłki, przerwa trwała ponad dwie minuty. I chyba trochę zdekoncentrowała naszą tenisistkę, bo za moment to Greczynka wywalczyła dwa break pointy. Skończyło się jednak triumfem Kawy 6:1, 6:3.
W czwartek Katarzyna zagra o ćwierćfinał z lepszą z pary: Panna Udvardy (Węgry, nr 4 w turnieju) - Leyre Romero Gormaz (Hiszpania).














