6:0 Polki z półfinalistką French Open. Sensacja na Campo Central
Polscy kibice z zainteresowaniem obserwuję przede wszystkim turniej w Stuttgarcie, bo tam przecież gwiazdą jest Iga Świątek. W tle tej rywalizacji odbywa się turniej rangi 250 w Rouen, a jeszcze trochę dalej - WTA 125 w Oeiras. Z dwóch reprezentantek Polski tylko jedna dotarła do 1/8 finału - dziś na głównym obiekcie Campo Central walczyła o najlepszą ósemkę. Z gwiazdą tych zawodów - tenisistką, która w zeszłym sezonie była w TOP 10 rankingu WTA, a niespełna trzy lata temu walczyła o finał w Paryżu z Igą Świątek. Tymczasem pierwszego seta Polka wygrała 6:0.

Jeszcze kilka dni temu Katarzyna Kawa i Maja Chwalińska walczyły dla Polski w meczu Billie Jean King Cup z Ukrainą - prosto z Gliwic przeniosły się do Portugalii. By już na własne konto walczyć o punkty do rankingu, a przecież obie są w drugiej jego setce. Tymczasem aspiracje zawodniczek z Advantage Bielsko-Biała są nieco większe.
We wtorek Maja pokonała po szalonym meczu 20-letnią Hiszpankę Kaitlin Quevedo. W pierwszym secie prowadziła 3:0, a przegrała go 3:6. Zaś w trzecim przegrywała 1:4, a wygrała 6:4.
Dziś wpadła na największą gwiazdę turnieju - Beatriz Haddad Maię. Tenisistkę, którą bardziej kojarzymy z Wielkich Szlemów czy WTA 1000 niż z tych mniejszych imprez. Brazylijka miała jednak trudniejszy okres, próbuje jeszcze wrócić tam, gdzie kiedyś była.
WTA 125 w Oeiras. Maja Chwalińska kontra Beatriz Haddad Maia. Szok i demolka w pierwszym secie
W czwartek na Campo Central zmierzyły się dwie tenisistki leworęczne - co jest przecież rzadkością. Zarazem z zupełnie innego sportowego świata. Brazylijka długimi miesiącami była w ścisłej czołówce rankingu WTA, grała z Igą Świątek o finał French Open, tocząc zacięty bój z Polką. A w jednym starciu, w Toronto, nawet ją ograła.
A z drugiej strony Chwalińska, rówieśniczka i przyjaciółka Igi, która marzy o awansie do najlepszej setki. I wciąż jest od tego dość daleko. A szkoda, bo przecież właśnie setne miejsce niemal zawsze gwarantuje miejsce w głównej drabince Wielkich Szlemów.
Jest jednak szansa, że to się zmieni.

Haddad Maia miała za sobą trudne miesiące, seryjnie przegrywała kolejne spotkania, od niedawna pracuje jednak z Hiszpanem Carlosem Martinezem. Zeszła z grą poziom niżej, do turnieju rangi 125, choć przecież spokojnie mogła rywalizować w Rouen. Po to by się ograć, by znów złapać właściwy rytm. Tak w przeszłości robiły inne czołowe zawodniczki, choćby rok temu Naomi Osaka.
Tymczasem trafiła na świetnie dysponowaną Chwalińską, która rozgrywała niemal mecz życia. Była odważna, nie próbowała grać "baloników", a przejmowała inicjatywę. I chyba zaskoczyła tą brawurą utytułowaną rywalkę, która nie za bardzo wiedziała, co się dzieje. I nie wiedzieli też kibice, wspierający swoim dopingiem turniejową "1".
Po 28 minutach sędzia Aline da Rocha podała informację, że pierwszy set zakończył się wygraną Polki 6:0. Tylko w jednym gemie gra toczyła się na przewagi, Haddad Maia nie miała żadnej piłki na jego skończenie. To była deklasacja i być może najlepszy set w tym roku w wykonaniu 24-latki z Bielska-Białej.
W całej karierze tylko raz Maja ograła zawodniczkę wyżej notowaną niż Haddad Maia teraz - Brazylijka jest obecnie 69. W grudniu 2024 roku ograła, też na mączce i też w turnieju WTA 125, Egipcjankę Mayar Sherif, wtedy 68. A później zdobyła tytuł - i puchar przedstawiający kota.
Teraz znalazła się już w połowie drogi, została jej druga część.

Haddad Maia nieco poprawiła swoją grę, przynajmniej we własnych gemach. Choć Polka nadal na korcie wyglądała pewniej. Tyle że po piątym gemie, gdy prowadziła 3:2, Maja poprosiła o pomoc medyczną. Fizjoterapeutka kazała jej zrobić kilka przysiadów, opuściła kort. Na szczęście zdołała wrócić do gry - z potężnym opatrunkiem na lewym udzie.
Po wznowieniu Polka wywalczyła breaka, odskoczyła na 4:2. A później poprawiła na 5:2. Kibice głośno wspierali jej rywalkę, a Haddad Maia złapała gema, później wygrała dwie pierwsze akcje przy podaniu Chwalińskiej. W kluczowym momencie Polka trafiła w linię, za chwilę było już 30-30. Zawodniczka z Brazylii postawiła wszystko na jedną kartę, zagrała agresywnie, zbiegła do siatki, skończyła akcję drajwem. Miała break pointa na 4:5, mogła złapać kontakt. I złapała - tym razem uderzając z pełną mocą nie popełniała błędów.
Nie zdołała jednak wyrównać, Maja wygrała trzy pierwsze piłki w 10. gemie, dostała trzy meczbole. Wykorzystała drugiego, a właściwie sprezentowała jej radość rywalka, podwójnym błędem. Skończyło się na 6:0, 6:4.
Rywalką Polki w grze o półfinał będzie w piątek rozstawiona z "5" Simona Waltert ze Szwajcarii, która we wtorek łatwo pokonała 6:1, 6:1 Katarzynę Kawę.














