Jednak nie dojdzie do meczu Polki z Jasmine Paolini. Przykre sceny w Meridzie
Magdalena Fręch w półfinale turnieju WTA 500 pokonała Shuai Zhang i już w nocy z niedzieli na poniedziałek czasu polskiego zagra o prestiżowe trofeum. Wydawało się, że w finale zmierzy się z Jasmine Paolini, wszak Włoszka jest turniejową "1". Spotkanie faworytki z Cristiną Bucsą zakończyło się jednak sporą niespodzianką, kibice Paolini na początku drugiego seta byli świadkami przykrych scen na korcie.

Turniej WTA 500 w Meridzie wkroczył w decydującą fazę, a w sobotę czasu lokalnego (w Polsce w nocy z soboty na niedzielę) na korcie centralnym rozegrano dwa singlowe półfinały. Najpierw przed meksykańską publicznością zaprezentowała się Magdalena Fręch, która po drodze pokonała m.in. dwie rozstawione rywalki: Jessikę Bouzas Maneiro i Marie Bouzkovą.
Polce w półfinale przyszło się zmierzyć z Shuai Zhang, czyli doświadczoną 37-letnią Chinką, która wcześniej przedzierała się przez kwalifikacje. Fręch w mecz weszła świetnie, oddała rywalce zaledwie dwa gemy. W drugim secie to ona musiała uznać wyższość rywalki, konieczne było więc rozegranie trzeciej partii. W tej znowu błysnęła tenisistka z Łodzi, pieczętując awans do finału.
Mecz Fręch z Zhang trwał ponad 2,5 godziny, po tym spotkaniu na tym samym korcie rozegrano drugi półfinał. Cristina Bucsa, która od ubiegłorocznego Brisbane nie grała w finale singlowego turnieju WTA, zmierzyła się z rozstawioną z "1" Jasmine Paolini. Włoszka do Meridy przyjechała z zamiarem powetowania sobie ostatnich wpadek, szybko bowiem odpadała z Australian Open (trzecia runda) oraz turniejów w Dosze i Dubaju (po pierwszym meczu).
WTA Merida. Niespodzianka w meczu Paolini - Bucsa
Włoszka wprawdzie wcześniej zawodziła, ale w Meridzie radziła sobie dobrze, z racji rozstawienia turniej rozpoczęła od drugiej rundy i meczu z Priscillą Hon, którą wręcz zdeklasowała (6:0, 6:2), w ćwierćfinale z kolei mimo początkowych problemów poradziła sobie z Katie Boulter. Prawdziwa weryfikacja formy nadeszła jednak dopiero w starciu z Bucsą i ta weryfikacja wypadła na niekorzyść Paolini.
Początkowo gra toczyła się gem za gem, świadkami pierwszego przełamania byliśmy przy stanie 2:2, gdy Paolini straciła podanie. Bucsa, która obecnie jest 63. w rankingu WTA, poszła za ciosem, prowadziła już 5:2. Nie wykorzystała jednak pierwszej szansy na domknięcie seta, dała się przełamać. Paolini stać było jeszcze na kilka zrywów i doprowadzenie do stanu 5:5, jednak końcówka należała do Hiszpanki, która wygrała 7:5.
Przegrany set najwyraźniej zdekoncentrował siódmą rakietę świata, Paolini na początku drugiego seta wyraźnie odstawała poziomem od rywalki, doszło do przykrych scen, ponieważ ta przegrała pierwsze cztery gemy. Wprawdzie stać ją było na przełamanie Hiszpanki, ale pojedynczy zryw to za mało, by odwrócić losy rywalizacji. Bucsa wygrała 6:4, cały mecz 2:0 (7:5, 6:4) i to ona będzie rywalką Magdaleny Fręch w finale, który zostanie rozegrany w nocy z niedzieli na poniedziałek czasu polskiego.
Tym samym nie dojdzie do rewanżu za tegoroczny Australian Open - w drugiej rundzie turnieju w Melbourne to właśnie Jasmine Paolini wyeliminowała Magdalenę Fręch, pokonując ją pewnie w dwóch setach (6:2, 6:3).















