Polka pierwszy raz zagrała z Osaką. 0:5 i kompletny zwrot. Nagle zapadła decyzja
Rozpoczął się turniej Bad Homburg Open. W niedzielne popołudnie w pierwszej rundzie Magdalena Fręch zagrała z Naomi Osaką. Panie pierwszy raz spotkały się kortach WTA. W pewnym momencie Polka przegrywała już 0:5, jednak nagle "wróciła z zaświatów" i zbliżyła się do rywalki na jednego gema. Niestety zawodniczkom nie było dane dokończyć meczu. Wszystko przez nieustający deszcz.

Dla Naomi Osaki turniej WTA 500 w Bad Homburg to pierwsze zawody na trawie w tym sezonie. W przeciwieństwie do Magdaleny Fręch, która zagrała już w Berlinie. Tam odpadła w meczu pierwszej rundy po porażce z 6:7 (7), 3:6 z Evą Lys. Potem nasza reprezentantka udała się do kolejnego niemieckiego miasta.
Jej starcie z czterokrotną mistrzynią wielkoszlemową na etapie 1/16 finału (czyli w I rundzie) rozpoczęło się około godz. 17:00 od podania Japonki. Już na samym starcie walka była niezwykle zacięta. Pierwszy gem trwał siedem minut. Polka nie wykorzystała dwóch break-pointów. To Osaka nadawała rytm gry, dużo atakowała, ale jednocześnie często popełniała błędy. Mimo to wyszła na prowadzenie.
Magdalena Fręch walczyła z Naomi Osaką. Oto wynik
Przy własnym serwisie Fręch nie potrafiła "postawić kropki nad i". Rywalka skorzystała z pierwszej okazji do przełamania, dzięki czemu grała już z dużym komfortem psychicznym. Chwilę później zrobiło się 3:0, a potem 4:0. Naomi Osaka grała coraz pewniej i przede wszystkim agresywniej.
Nie od dziś wiadomo, że styl Polki często opiera się na defensywie, slajsach i solidnym trzymaniu wymiany. Jednak Japonka w wielu fragmentach meczu grała po prostu za mocno i za szybko. - Zaryzykuj, uderz - apelował do swojej zawodniczki trener Andrzej Kobierski. W boksie Osaki zasiadał natomiast Tomasz Wiktorowski.
Po niektórych zagraniach Magdalena Fręch była wyraźnie sfrustrowana, co nie zdarza jej się zbyt często. Po pięciu gemach nasza tenisistka nie zdołała jeszcze wygrać żadnego. Przy stanie 0:5, 40:40, Polka sprytnym zagraniem w linię ominęła stojącą przy siatce przeciwniczkę. Japonka aż przyklasnęła. Wtedy "coś drgnęło", Fręch zgarnęła pierwszego gema. Kilka minut później to ona przełamała zdobywczynię czterech Wielkich Szlemów. Szybko zrobiło się 2:5 i 3:5. Choć Osaka wróciła ze stanu 0:40, to nie potrafiła domknąć seta. Popełniała mnóstwo niewymuszonych błędów, spieszyła się do uderzeń.
Z jednostronnego meczu nagle zrobiło nam się niesłychanie wyrównane widowisko, z 0:5 na 4:5. I kiedy 28-latka z Łodzi złapała formę, nad Bad Homburg pojawił się deszcz. Tenisistki błyskawicznie opuściły kort główny. Wróciły dopiero około godz. 19:20. I od razu apelowały do organizatorów, że nawierzchnia w niektórych miejscach za morka, zbyt śliska. Wkrótce pojawili się panowie z dmuchawami, którzy próbowali osuszyć wilgotną trawę. Problem w tym, że nad obiektem znów zebrały się chmury i zawodniczki ponowie zeszły z kortu.
Ostatecznie zdecydowano, że spotkanie zostanie dokończone dopiero w poniedziałek. Polka przegrywa 4:5.














