Pokonana światowa "jedynka", jest tytuł WTA Finals. Pocałunki na korcie w Rijadzie
Od niedzieli tenisowy świat będzie już spoglądał na Turyn, tam rozpocznie się Nitto ATP Finals. A sobota należy jeszcze do pań - w Rijadzie kończy się WTA Finals, "Turniej Mistrzyń", bo tak się go nazywa. Zanim do boju ruszyły niepokonane w singlu Aryna Sabalenka i Jelena Rybakina, swoją rywalizację rozstrzygnęły deblistki. W piątek wieczorem doszło do sporej niespodzianki, z gry odpadły dwie najwyżej notowane na świecie deblistki. Zostały pokonane przez parę, która już kilkanaście godzin później znów cieszyła się ze zwycięstwa.

Katerina Siniakova i Taylor Townsend - to one miały wygrać rywalizację w Rijadzie. Tak obstawiali eksperci, tak typowali bukmacherzy. Para doskonała, świetnie uzupełniająca się, do półfinału dotarła w niezwykle przekonujący sposób.
W piątek wieczorem Czeszka i Amerykanka grały o finał z duetem Elise Mertens/Weronika Kudiermietowa. Zarazem dwoma świetnymi singlistkami, z TOP 30 rankingu singlowego. One wiedzą, jak smakuje taki tytuł, zdobyły go trzy lata temu. A w tym roku zgarnęły Wimbledon.
W piątkowym półfinale Siniakova i Townsend miały już piłkę meczową, były o punkt od finału. A jednak Kudiermietowa i Mertens odwróciły losy meczu, to one wygrały ostatnią piłkę o 1.23 w nocy już w sobotę lokalnego czasu. A nieco ponad 14,5 godz. później musiały ruszyć do walki o końcowy triumf.
Z parą, która miejsce w Rijadzie zapewniła sobie jako ostatnia. Timea Babos wygrała WTA Finals trzykrotnie, ale od tamtych chwil minęło już sporo lat. Luisa Stefani debiutowała na tym poziomie.
WTA Finals. Zwroty akcji w starciu o tytuł w grze podwójnej. Weronika Kudiermietowa i Elise Mertens jednak lepsze w pierwszym secie
Już dwa pierwsze gemy pokazały, że może to być bardzo ciasny finał. Dwa razy decydowały pojedyncze akcje przy stanie równowagi, dwa razy serwujące się wybroniły w niemal identyczny sposób - po świetnych serwisach jednej ta druga kończyła wolejem przy siatce. A później doszło do przełamania, które mogło mieć już istotne znaczenie. Przy serwisie Stefani, jednak tej trochę słabszej w węgiersko-brazylijskim duecie.

Zanim jednak drugie koło serwisowe dobiegło końca, już straty przez tę parę zostały odrobione. Podawała Mertens, także i doświadczoną Belgijkę dopadły nerwy. Popełniła podwójny błąd, za moment było już 4:4. Mało tego, Babos dorzuciła kolejne cztery akcje z rzędu przy swoim podaniu, teraz to Kudiermietowa serwowała pod presją. A było już 30-30, Brazylijce i Węgierce brakowało tylko dwóch punktów do wygrania seta.
Ta partia miała jednak dalszą dramaturgię. Było 5:5 i po 40 - znów decydowała ta jedna jedyna akcja. Bardzo dynamiczna, w której i Stefani, i Kudiermietowa mogły ją skończyć. Cieszyła się Rosjanka, jej rywalka nie trafiła w kort przy próbie lobowania. Nastąpiło przełamanie na 6:5, a już za moment Mertens serwowała, doszła do 40-15. Co oznaczało trzy piłki setowe dla jej pary. I... nie dały rady tego zrobić, Stefani smeczem doprowadziła do tie-breaka.

A w nim było już 5-2 dla Rosjanki i Belgijki, znów wszystko miały podane na tacy. Rywalki zdobyły dwa kolejne punkty, do serwisu ruszyła wtedy Kudiermietowa. Tym razem Rosjanka wytrzymała, skończyło się po 66 minutach na 7:6 (4) dla tego duetu.
Mecz nie tylko był emocjonujący, ale też na bardzo wysokim poziomie. A to w Rijadzie wcale często się w grze podwójnej nie zdarzało.
Jednostronny drugi gem w drugim secie deblowego finału w Rijadzie. To mógł być punkt zwrotny w walce o tytuł
W trzecim meczu w fazie grupowej, tym, który decydował o awansie do półfinału, Węgierka i Brazylijka też przegrały pierwszego seta w starciu z broniącymi tytułu Gabrielą Dabrowski i Erin Routliff, później wyszły z opresji w drugiej partii, by wygrać też trzecią, do 10 punktów.
Dziś scenariusz mógł być podobny, zwłaszcza po drugim gemie, w którym Babos została przełamana do zera. Za moment ta strata mogła być odrobiona, były dwa break pointy. I w pierwszym z nich dość trudna sytuacja rywalek, gdy Mertens musiała szukać loba. A wyszedł z tego winner, tak piękne, niespodziewane i efektywne okazało się to zagranie. Za moment Rosjanka podwyższyła na 3:0, to już oznaczało autostradę do ich drugiego tytułu w WTA Finals. Bo najlepsze były już przecież trzy lata temu w Fort Worth.
Babos i Stefani nie były już w stanie tego odwrócić, mimo że przecież dzieliło te pary zaledwie jedno przełamanie. Później doszło i drugie, poziom gry obu par jednak trochę się rozjechał. Skończyło się na 6:1.

A później na radości Rosjanki i Belgijki. Za swoje zwycięstwo zarobiły 1,067 mln dolarów - do podziału.














