W poprzednim sezonie po raz pierwszy w karierze Maja Chwalińska wystąpiła we wszystkich czterech wielkoszlemowych zmaganiach. W kwalifikacjach, bo ranking wciąż nie pozwala jej na miejsce w głównych drabinkach. A to cel na ten sezon.
W Melbourne podopiecznej trenera Jaroslava Machovsky'ego udało się awansować do zasadniczej części Wielkiego Szlema, w Paryżu, Londynie i Nowym Jorku - nie. Miała jednak mniej problemów zdrowotnych niż w poprzednich sezonach, udało się ustabilizować formę. Choć uraz łokcia odniesiony jesienią w Rende we Włoszech trochę i tak pokrzyżował plany.
- Nie mogłam wtedy grać przez jakiś czas, skupiłam się głównie na rehabilitacji i treningu ogólnorozwojowym. Występy w Ameryce Południowej miały mi pomóc w odzyskaniu rytmu meczowego. Ciężko mówić o zrobieniu jakiegoś rozbudowanego preseasonu, ale uda się zrobić kilka mini bloków - mówiła w rozmowie z Szymonem Przybyszem z serwisu "Z Kortu". Tym ostatnim przed startem kwalifikacji AO może być właśnie występ w Auckland.
WTA 250 w Auckland. Maja Chwalińska zaczęła sezon. Chinka Hanyu Guo pierwszą rywalką
Chwalińska zgłosiła się bowiem do turnieju WTA 250 - tu pewne rozstawienie ma Magda Linette, ona zagra dopiero w poniedziałek lub wtorek. Miała też grać Linda Klimovicova, ale wybrała dłuższy odpoczynek w USA. W efekcie Maja zagrała w Australii jako pierwsza z Polek, jeszcze przed Magdaleną Fręch (prawdopodobnie w niedzielę) czy Igą Świątek (mecz w poniedziałek).
24-letka zmierzyła się z Hanyu Guo - zawodniczką bardzo niebezpieczną, co pokazała w kilku turniejach w drugiej części poprzedniego sezonu. W Montrealu ograła Julię Putincewą (później uległa 3:6, 1:6 Idze Świątek), a w Ningbo - Polinę Kudiermietową.

To Polka została w Nowej Zelandii rozstawiona w kwalifikacjach z siódemką, ale od Guo ma niewiele wyższy ranking - to raptem 21 pozycji.
Maja świetnie rozpoczęła to spotkania - zaliczyła breaka już w gemie otwarcia. I dał jej dużo pewności siebie, pewnie kontrolowała swoje rozdania serwisowe.
Dziwiło trochę to, że Polka stała bardzo daleko za linią końcową nawet przy drugim podaniu rywalki, a ta przecież nie ma siły Aryny Sabalenki czy Jeleny Rybakiny. Stąd i returny Chwalińskiej często były zachowawcze. Niemniej Polka potrafiła zamęczać rywalkę slajsami czy skrótami, a gdy tylko Hanyu Guo decydowała się na małe gierki przy siatce, szybko przekonywała się o błędnych decyzjach.
W końcówce seta Chwalińska jednak za mocno się spięła. Odskoczyła już na 5:2, miała piłkę setową, a została przełamana. Za moment trzy razy broniła się przy przełamaniem na 5:5. Udało się, wywalczyła tego seta.
A później poszło już znacznie lepiej. Dwa przełamania dały Polce 4:0 - i pełną kontrolę nad spotkaniem. Maja miała też imponujące statystyki celności pierwszego podania, dochodzące do 90 procent. A gdy przełamała Chinkę na 5:0, wszystko stało się jasne. Tego spotkania przegrać już nie mogła.
24-latka z Bielska-Białej wygrała 6:4, 6:0. Po 83 minutach awansowała do finału kwalifikacji. O miejsce w głównej drabince zagra z Czeszką Gabrielą Knutson.














