Reklama

Reklama

Pekao Szczecin Open. Prezenty od Richarda Gasqueta na 25-lecie

Gdy zaraz po odpadnięciu z US Open Richard Gasquet zapytał, czy może otrzymać „dziką kartę” do Pekao Szczecin Open (ATP Challenger Tour, pula nagród 127 tys. euro), organizatorzy ucieszyli się z prezentu na 25-lecie imprezy. Ale właściwy prezent Francuz sprawił w niedzielę, triumfując w jubileuszowej edycji.

Czy to było do przewidzenia? Na pewno krążyło z tyłu głowy u wiernych kibiców szczecińskiego challengera, osób zaangażowanych w jego organizację, ale obudziło nadzieje na "finał marzeń". Bo chyba każdy chciałby, żeby rywalem Gasqueta w niedzielnym finale był Jerzy Janowicz. Tym bardziej, że obydwu graczy łączyło to, iż przyjechali do Szczecina po kontuzjach, szukając ogrania i próbując odzyskać wysoką formę.

Nie udało się, bo Polak przegrał w piątkowym ćwierćfinale, pokonany przez rozstawionego z numerem drugim Niemca Floriana Mayera. Nie było w tym przypadku, bo rywal łodzianina dotarł do finału, dzięki czemu w decydującym pojedynku można było obejrzeć turniejową "jedynkę" i "dwójkę" oraz w ich wykonaniu tenis na najwyższym światowym poziomie.

Reklama

Wynik meczu Gasquet-Mayer 7:6 (7-3), 7:6 (7-4) sam mówi za siebie i można śmiało powiedzieć, że był to najlepszy finał w ciągu 25 lat Pekao Szczecin Open. A sukces 30. w rankingu ATP World Tour Francuza poszedł daleko w świat. W wielu zagranicznych mediach pisano o tym, że po raz pierwszy od triumfu w Bordeaux w 2010 roku wystąpił w imprezie zaliczanej do ATP Challenger Tour właśnie w Szczecinie, ale też jego słowa, że to jedyny start w challengerze jaki miał w planach.

- Tutaj wszystko jest dopięte na ostatni guzik i muszę przyznać, że nie mogę powiedzieć ani jednego złego słowa o moim pobycie w Szczecinie. Rozegrałem pięć spotkań i opuszczam miasto z tytułem, więc był to po prostu perfekcyjny tydzień dla mnie. Teraz zamierzam wrócić do gry w turniejach rangi ATP World Tour, ale nie wyznaczam sobie konkretnych celów rankingowych na najbliższe miesiące. Chcę po prostu być zdrowy i cieszyć się swoja grą i przychodzącymi wynikami. Jeśli chodzi o mój powrót do Szczecina, to nie wiem, czy uda się to już za rok, ale na pewno chętnie przyjadę w przyszłości i raz jeszcze wezmę udział w tej imprezie. Na razie opuszczam Polskę, ale zabieram ze sobą bardzo dużo wspaniałych wspomnień - mówił po zwycięskim finale.

Gasquet jest przykładem powrotów na szczecińskie korty, bo jeszcze jako junior wystąpił w Pekao Szczecin Open w 2004 roku i odpadł wtedy w pierwszej rundzie. Po trzynastu latach urzekł widownię pięknym stylowym tenisem - szczególnie klasycznym jednoręcznym bekhendem o mocno awansującej rotacji - i pewnie zwyciężył pięciu rywali w drabince.

Janowicz przyjechał do Szczecina z wielkimi nadziejami na końcowy sukces, ale w ćwierćfinale trafił na świetnie dysponowanego Mayera. Ale po tej porażce przyznał szczerze, że to jeden z jego ostatnich startów w tym roku, bo w październiku czeka go kolejna operacja kolana, którego nawracające kontuzje nękają go już od 2015 roku. Trzymamy kciuki za jego szybki powrót na korty.

Jednym z najważniejszych punktów obchodów 25-lecia Pekao Szczecin Open był sobotni benefis Mariusza Fyrstenberga, trzykrotnego zwycięzcy tej imprezy z lat 2001, 2003 i 2005 (w parze z Marcinem Matkowskim). Trudno było się nie uśmiechnąć i nie wzruszyć, gdy na telebimie pozdrowienia z US Open przesyłali naszemu debliście znani tenisiści: Chorwat Marin Cilić, Hiszpan Juan Carlos Ferrero (w przeszłości grał w Szczecinie) czy jego partnerzy z touru, wypominając w żartach jego bekhend.

Fyrstenberg właśnie na kortach przy Alei Wojska Polskiego 127 postanowił pożegnać się oficjalnie ze światowym tenisem.

- Ta decyzja dojrzała we mnie już wcześniej, prawie pół roku temu rozegrałem ostatni mecz w Tourze. Jednak postanowiłem poczekać kilka miesięcy z jej ogłoszeniem, bo nie wyobrażałem sobie innego miejsca i turnieju do zakończenia kariery, niż Pekao Szczecin Open. Przecież to tutaj 16 lat temu rozpoczęła się na dobre moja deblowa kariera - mówił ze wzruszeniem na korcie centralnym im. Bohdana Tomaszewskiego.

W benefisie wzięli udział m.in. jego były trener i kapitan reprezentacji Lech Bieńkowski, była partnerka w mikście Klaudia Jans-Ignacik, jego przyjaciele i zarazem rywale z kortów Michał Gawłowski i Benjamin Budziak, ale też byłe tenisistki Joanna Sakowicz, Katarzyna Teodorowicz i Katarzyna Nowak oraz Robert Piotr Radwański, ojciec utalentowanych sióstr Radwańskich.

Poprzednia edycja Pekao Szczecin Open została doceniona nagrodą dla najlepszego challengera roku - ATP Challenger Award 2016 (druga, po edycji z 2002 r.). Wówczas w słoneczną, wręcz upalna pogodę (temperatura przez cały czas wahała się między 27 a 30 stopniami Celsjusza), korty odwiedziło ponad 30 tysięcy osób, co jest rekordem frekwencji w historii turnieju.

W tym roku przez trybuny przewinęło się prawie 26 800 osób, co jest drugim najlepszym wynikiem. Ale tym razem kibice musieli walczyć z wietrzną, deszczową aurą i temperaturą nie przekraczającą 19-20 stopni.

Tomasz Dobiecki


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama