Paweł Habrat: Hurkacz przypomina mi Kubota. Ten sam profesjonalizm

Kiedy był w kadrach młodzieżowych trenerzy umieścili go na liście czterech potencjalnych zawodowych tenisistów, ale nie jako numer 1. Na zgrupowania seniorów przyjeżdża z własnym menu. W jaki sposób ten grzeczny chłopak przeobraził się w bezlitosnego na korcie tenisistę, który ogrywa najlepszych? O Hubercie Hurkaczu opowiada Interii psycholog sportowy Paweł Habrat.

Olgierd Kwiatkowski, Interia: Oglądał pan mecz Huberta Hurkacza z Dominikiem Thiemem?

Reklama

Paweł Habrat, psycholog sportowy, współpracujący z polską kadrą Davis Cup i Hubertem Hurkaczem: - Tak, od wielu lat staram się oglądać każdy mecz Huberta. Po spotkaniu przekazałem mu gratulacje.

Czuje pan pewnie osobistą satysfakcję, bo widać było, że to Polak, który zajmuje 54. miejsce w rankingu ATP, a nie Austriak sklasyfikowany na 4. pozycji, wygrał wojnę nerwów. Psychicznie był twardy jak skała.

- Na tym często polega tenis. To jest walka dwóch osób, które do pewnego momentu są opanowani, ale w jednej chwili jedna z nich ulega emocjom, zaczyna się frustrować, pada ofiarą przeciwnika, który pozostaje niewzruszony i gra jak z nut. W ten sposób jeden z zawodników, ten opanowany, buduje przewagę psychologiczną. Tak było w tym meczu.

Od kiedy współpracuje pan z Hubertem Hurkaczem?

- Znam go bardzo długo. Od wielu lat uczestniczę w zgrupowaniach kadry Polski w różnych kategoriach wiekowych 12-latków, 14-latków, 16-latków. Na tych konsultacjach poznałem Huberta, Kamila Majchrzaka i wielu innych zdolnych juniorów.

Wyróżniał się?

- W kadrach prowadzimy w sztabie rozmowy również na temat tego, kto będzie w przyszłości zawodowym tenisistą. Hubert był wymieniany w czwórce zawodników, którzy mogą odnieść sukces, ale - mówię to z ręką na sercu - nie był numerem 1. To świadczy tylko o tym, że nie zawsze da się łatwo przewidzieć karierę sportową, bo wielu ze zdolnych chłopców, których widzieliśmy na kadrze do lat 12 i 14, dziś albo nie gra albo nie wykorzystało swojego potencjału.

Co miał takiego w sobie Hubert Hurkacz, co spowodowało, że ten zawodnik jest dziś w światowej czołówce i pokonuje najlepszych?

- Zawsze widoczna była u niego dbałość o szczegóły, solidność pracowitość, miał swoją ambicję i plany na przyszłość zawsze związane z tenisem. Rzucała się w oczy konsekwencja w wyborach. Nawiązując do tych detali, to, już mówiąc o tej dorosłej reprezentacji, odkąd przyjeżdżał na zgrupowania i mecze w Davis Cup, miał zawsze ze sobą własny zestaw menu. Do dziś przywiązuje ogromną uwagę do diety.

Pamiętam Huberta z meczu szczecińskiego challengera z Pablo Carreno Bustą. Miał 18 lat i wygrywał z Hiszpanem w trzecim secie, ale pogubił się psychicznie, nie wierzył, że może pokonać Hiszpana. Potem takie spotkania, gdzie zwycięstwo było na wyciągnięcie ręki, zdarzały się Hurkaczowi wielokrotnie. Teraz jest zupełnie inaczej, on dobija swoją pewnością siebie przeciwników.

- W Pucharze Davisa zadebiutował w meczu z Argentyną, jeden mecz wygrał, jeden przegrał. Miał 19 lat. Z kapitanem naszej reprezentacji Radosławem Szymanikiem zawsze się cieszymy, kiedy wprowadzamy młodego zawodnika do kadry. Dokładnie mu się przyglądamy, staramy się pomóc. U Huberta widać było ciekawy arsenał tenisowy, ale też mocną mentalność - walczył do końca, stale utrzymywał się w grze. Zauważyliśmy z czasem momenty, w których mimo tych pozytywnych aspektów, przeszkadzała mu głowa. To oczywiście pewne uproszczenie, bo każda sfera i fizyczna i techniczna i taktyczna jest niezwykle ważna, ale w tym obszarze - mentalnym - rozwój następował wolniej. Cały czas z kapitanem zastanawialiśmy się jak pomóc Hubertowi w kwestii zbudowania pewności siebie, bo wiedzieliśmy, że na korcie dla niego jednym wrogiem będzie on sam. Dziś się bardzo pod  tym względem zmienił, może nie z turnieju na turniej, ale porównując z tym, gdzie był rok albo półtora roku temu, a gdzie jest teraz, to ogromna  różnica.

Spotkałem się z opiniami trenerów, patrzących nieco z boku na karierę tego zawodnika, że "jest za grzeczny". Niektórzy traktują to jako wadę.

- Hubert jest osobą bardzo kulturalną i taktowną. Często myli się dobre wychowanie z postawą na korcie, bo nawet tacy zawodnicy na korcie się zmieniają i są waleczni do bólu. Hubert taki właśnie jest. A przy tym cechuje go opanowanie i z wiekiem nabrał pewności siebie. Z drugiej strony, ktoś widzi w nim grzecznego chłopca, który boi się odezwać, ale przecież Hubert, potrafi dokonywać wyborów, które wiążą się z pewną stanowczością. On decyduje, kto będzie jego trenerem, kto pracuje w jego sztabie, kto zapewni mu rozwój, bo tenis jest dla niego celem i dąży stale do tego, żeby grać na najwyższym poziomie.

Do którego z polskich tenisistów by go pan porównał?

- Każdy zawodnik jest inny, ale jeśli miałbym się pokusić o porównanie, to do Łukasza Kubota. To jest ta sama konsekwencja w działaniu, ten sam profesjonalizm. Podobnie jak Łukasz, Hubert do wyniku dochodzi stopniowo, nie w sposób nagły, skokowo. W kadrze Polski od zawsze prowadzimy analizy i wprowadzamy do gry zawodników pewne elementy. Niektórzy, tych zmian nie dokonują, a Hubert powolutku, systematycznie je wprowadzał.

Na czym polega pana współpraca z Hubertem?

- Mamy kontakt poprzez kadrę Pucharu Davisa. Najbardziej intensywnie pracujemy na zgrupowaniach, ale są momenty w sezonie, kiedy zawodnik potrzebuje pomocy, to dzwoni i rozmawiamy. Praca psychologa polega na usamodzielnianiu zawodnika, a nie związywania go ze sobą. Muszę podkreślić, że to co zawodnik osiągnął jest jego zasługą, bo on korzysta z wiedzy, którą posiadają inni. Ważne, żeby dokonywał właściwych wyborów. W tenisie jest z tym trudno. Pojawia się, zwłaszcza jak jest sukces, dużo doradców. Jeden mówi - "idź tutaj, do tego trenera", kolejny "graj w ten sposób", trzeci - "nie jedz tego". Zawodnik musi wypracować mechanizmy obronne, mieć zaufanie do siebie, by nie wpaść w jakąś pułapkę. Hubert jest inteligentny, by sobie z takim problemem poradzić.

We francuskim dzienniku "L’Equipe", który pisał o Hubercie przy okazji meczu z Rogerem Federerem w Indian Wells, dziennikarz zaznaczył, że Hubert wiele czasu poświęca na samokształcenie, szczególnie sfery mentalnej?

- To kolejna ważna rzecz, która decyduje o sukcesie, że zawodnik chce się sam wzmocnić w pewnej dziedzinie. Hubert sam poszukuje książek psychologicznych, chcąc polepszyć sferę mentalną.

W kolejnej rundzie Hurkacz zagra z Feliksem Augustem-Alliasime. Który z zawodników ma przed tym mecze przewagę psychologiczną - Polak, który pokonał czołowego zawodnika na świecie, czy Kanadyjczyk, który mimo 18 lat tak efektownie pnie się w górę rankingu?

- Wygrywanie z najlepszymi buduje pewność siebie zawodnika, powodując solidność w grze. Nic tak nie napędza sportowca jak pokonanie cenionego rywala. Poza tym w tenisie Huberta widać stabilność i solidność. On zachowuje pewien poziom, poniżej którego nie schodzi. Ale wynik może być pochodną wielu czynników, także stylu przeciwnika. Najważniejsze, że Hubert znalazł się w tenisowej elicie, gra z najlepszymi. Ma rodzinę, trenerów i osoby, które pilnują, żeby został w tym świecie na dłużej. Nie zmieni się o 180 stopni. Jak to było do tej pory, będzie budować karierę małymi kroczkami.

Rozmawiał Olgierd Kwiatkowski

Dowiedz się więcej na temat: Hubert Hurkacz

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje