Aryna Sabalenka broni tytułu sprzed roku w turnieju WTA 1000 w Cincinnati. Ma już za sobą pierwsze przetarcie. W nocy z soboty na niedzielę polskiego czasu pokonała Marketę Vondrousovą 7:5, 6:1 i zameldowała się w 1/16 finału.
Był to jej pierwszy występ po miesięcznej przerwie. Po porażce w półfinale Wimbledonu uznała, że potrzebuje dłuższej pauzy. Zrezygnowała z udziału w turnieju WTA 1000 w Montrealu.
WTA 1000 w Cincinnati. Sabelanka - Raducanu w starciu o 1/8 finału
Na miejsce wypoczynku tenisistka z Mińska ponownie wybrała Grecję, gdzie wraca często i chętnie. Dlaczego akurat tam?
- Skoki do wody, bardzo głośna muzyka, świetne jedzenie, imprezy w klubie plażowym. Świetnie się bawiłam, ale w Grecji nigdy nie jest tego dość. Za każdym razem chcę tam zostać na dłużej - mówi Sabalenka w rozmowie z Tennis Channel.
Okazuje się jednak, że to niejedyny powód cyklicznych wypraw do Hellady. Główna przyczyna jest inna. Białorusinka mówi o tym otwarcie.
- Strasznie boję się rekinów - wyznaje. - Grecja to jedyne miejsce, gdzie mogę bezpiecznie wyskoczyć z łódki i nie myśleć o ugryzieniu przez rekina.
Jako liderka światowego rankingu w I rundzie trwającej imprezy mogła liczyć na wolny los. W kolejnym meczu zmierzy się z Emmą Raducanu. Do konfrontacji dojdzie w poniedziałek (17:00).














