Pozbawiła Tomasza Wiktorowskiego szans na wymarzony debiut. Teraz znowu triumf
Tomasz Wiktorowski był bliski tego, by już na początku współpracy z Naomi Osaką wywalczyć triumf w prestiżowym turnieju WTA 1000 w Montrealu. Wówczas Japonkę powstrzymała Victoria Mboko, która później czekała niemal trzy miesiące na to, by ponownie zagrać w finale. Kolejna okazja na wywalczenie trofeum nadeszła w Hongkongu, gdzie reprezentantka Kanady zmierzyła się z Hiszpanką Cristiną Bucsą.

Naomi Osaka zaliczyła nieudany występ w tegorocznym Wimbledonie, kiedy to odpadła na etapie trzeciej rundy, nie zachwyciła także podczas turnieju w Waszyngtonie. Wówczas postanowiła pożegnać się z dotychczasowym trenerem Patrickiem Mouratoglou i poszukać nowego szkoleniowca. Wybór padł na Tomasza Wiktorowskiego, który dołączył do Japonki w Montrealu, już po jej pierwszym meczu na kanadyjskich kortach.
Były trener Igi Świątek debiut w roli trenera 27-latki zaliczył podczas meczu drugiej rundy z Ludmiłą Samsonową. A później jego nowa podopieczna ograła Jelenę Ostapenko, Anastasiję Sevastovą, Elinę Switolinę i Clarę Tauson, docierając do finału turnieju WTA 1000. Tam trafiła na rewelację imprezy, występującą z dziką kartą Victorię Mboko. Reprezentantka Kanady po 124 minutach gry pokonała utytułowaną rywalkę, pieczętując wywalczenie pierwszego w karierze singlowego tytułu w trzech setach (2:6, 6:4, 6:1). Towarzyszący Osace Wiktorowski musiał pogodzić się z tym, że jeszcze poczeka na premierowe trofeum z japońską zawodniczką.
Osaka od wspomnianego turnieju w Montrealu nie zagrała w żadnym finale, chociaż zdążyła jeszcze błysnąć podczas US Open, gdzie dotarła do półfinału. Mboko już tak nie zachwycała, z Nowym Jorkiem pożegnała się po pierwszej rundzie, w Azji pierwszy mecz wygrała dopiero podczas turnieju WTA 500 w Tokio, tam zdołała nawet dojść do ćwierćfinału, ale została wyeliminowana przez Jelenę Rybakinę. Na powtórkę szansy, jaką wypracowała sobie w Montrealu, musiała czekać do zmagań w Hongkongu.
WTA Hongkong. Wielkie emocje w meczu Victoria Mboko - Cristina Bucsa
Notowana na 21. miejscu w rankingu WTA Mboko do turnieju WTA 250 w Hongkongu przystąpiła rozstawiona z "3", a na start w trzech setach pokonała Talię Gibson. Również w stosunku 2:1 wygrała z Alexandrą Eala, w ćwierćfinale przeciwko Annie Kalinskiej prowadziła już 6:1, 3:1, gdy rywalka skreczowała. Rozpędzona Mboko w półfinale poradziła sobie ze swoją rodaczką, rozstawioną z "2" Leylah Fernandez, a w finale przyszło jej sprawdzić formę Cristiny Bucsy.
Hiszpanka (68. w rankingu WTA) po raz pierwszy i jak dotąd ostatni w finale singlowego turnieju WTA grała w grudniu 2023 roku, wówczas w Limoges pokonała Elsę Jacquemot. W starciu z 19-letnią Mboko liczyła na to, że uda jej się nawiązać do tamtego osiągnięcia i zapisać kolejny sukces w swoim tenisowym CV. Bucsa, która w Hongkongu wcześniej wyeliminowała m.in. Emilianę Arango i Mayę Joint, w finale jednak już na samym początku miała problemy.
Wprawdzie Hiszpanka w pierwszym gemie miała break pointa, ale go nie wykorzystała, podobnie zresztą jak przy stanie 1:1, Mboko wówczas ponownie wyszła z opresji. Przy kolejnym podaniu Kanadyjka musiała znowu bronić break pointa, ale zapisała gema na swoim koncie, sama po chwili przełamała serwis rywalki. Jej łupem padł także kolejny gem, przy stanie 5:2 serwowała po zwycięstwo w secie.
Wówczas Bucsa wybroniła dwie piłki setowe, a następnie odpowiedziała przełamaniem powrotnym. Zrobiło się 5:5 i wiele wskazywało na to, że czeka nas zacięta i emocjonująca końcówka. Ta należała jednak do Mboko, która wygrała 7:5.
Początek drugiego seta toczył się pod dyktando mistrzyni z Montrealu, która zapisywała na swoim koncie kolejne gemy i prowadziła już 3:0. W czwartym gemie wypracowała break pointa, ale go nie wykorzystała, co było punktem zwrotnym. Hiszpanka wygrała trzy gemy z rzędu, doprowadziła do stanu 3:3. Dalej gra toczyła się gem za gem, o losach partii zdecydował tie-break, w którym górą była Bucsa.
Emocji nie brakowało także w trzeciej odsłonie meczu. Mboko zaczęła seta od przełamania rywalki, z kolei po długim i granym na przewagi gemie serwisowym podwyższyła prowadzenie do 2:0. Kolejne gemy padały łupem serwujących, aż do stanu 4:2 dla Kanadyjki. Wówczas Mboko nie bez problemów, ale przełamała rywalkę, z kolei przy własnym podaniu wykorzystała trzecią piłkę meczową. I po meczu, który trwał 2 godziny 49 minut, przypieczętowała kolejny turniejowy triumf w karierze (7:5, (9)6:7, 6:2).

















