Reklama

Reklama

Odmieniony Novak Djoković wraca do gry. Serbski mistrz przełamał kryzys!

Novak Djoković zostawił w końcu za sobą demony, które targały nim na początku roku. Wrócił do mentalnej równowagi, również dzięki temu, że na Wimbledonie po prostu tym razem dobrze się bawił. To wszystko pozwoliło mu sięgnąć po 21. wielkoszlemowy tytuł w karierze.

Novak Djoković powraca w świetnym stylu. Serbski mistrz ma za sobą wiele trudnych miesięcy, wielu mówiło już o poważnym kryzysie "Djoko". A jednak 35-letni Serb pokazał, że wciąż ma w sobie potężną siłę mentalną, która pozwoliła mu się odrodzić na ukochanym wielkoszlemowym turnieju - Wimbledonie.

Djoković zawsze powtarzał, że o wygrywaniu Wimbledonu marzył jeszcze jako dzieciak. Dla niego to już 7. tytuł zdobyty na słynnych londyńskich kortach. Ale ten smakuje wyjątkowo, bo Serb wywalczył go po wielu miesiącach turbulencji, w które wpadła jego kariera.

Reklama

Zaczęło się jeszcze w zeszłym roku, gdy Djokoviciowi nie udało się wywalczyć Złotego Szlema. Najpierw była porażka na igrzyskach w Tokio, a potem przegrana w finale US Open. To pogrzebało marzenia Serba o wygraniu czterech turniejów wielkoszlemowych w jednym roku i dołączeniu do elitarnego grona tenisowych legend.

Potem było tylko gorzej. Djoković wpakował się w swój australijski koszmar, związany z wylotem na Australian Open mimo odmowy przyjęcia szczepionki na COVID-19. Serb ostatecznie nie tylko nie mógł wystąpić w turnieju, ale - jak sam potem przyznał - mierzył się z bardzo trudnymi momentami, związanymi z przebywaniem w izolacji i burzą w australijskich i światowych mediach.

Kiedy w końcu Djoković wrócił do normalnych treningów i odbudował formę, okazało się, że to nie wystarczyło, by pokonać Rafę Nadala na kortach Rolanda Garrosa. "Djoko" musiał przełknąć w Paryżu bardzo gorzką pigułkę, bo odpadł już na etapie ćwierćfinału, co - jak przyznał jego trener Goran Ivanisević - bardzo mocno przeżył. Zresztą nawet sam Ivanisević wyznał, że przez przegraną z Nadalem "nie mógł spać po nocach".

Novak Djoković. Jednak tylko rysa, a nie złamanie

Kiedy Djoković przeżywał wewnętrzną walkę z samym sobą, jeden z jego największych rywali, czyli Rafa Nadal, śrubował rekord wygranych tytułów wielkoszlemowych. Dobił już do 22. Pojawiły się wątpliwości, czy Djoković znajdzie w sobie na tyle siły, by wznowić pogoń za Hiszpanem w tej historycznej statystyce.

Przed Wimbledonem ekspert tenisowy Artur Rolak na łamach Interii przyznawał: "Na pewno w Djokoviciu coś pękło, pytanie czy się "złamało"? Czy to jest tylko rysa na wierzchu, czy jednak wewnętrzne pęknięcie? Bo jeżeli to pierwsze, to Serb się odbuduje i na trawie może wygrać z każdym, o dowolnej porze dnia i na dowolnym korcie. Tylko właśnie: czy on jest do tego przygotowany pod względem psychicznym i mentalnym?"

A jednak Ivanisević cały czas wierzył, że jego podopieczny zrobi w tym roku to, co sam Chorwat w przeszłości - podniesie w geście triumfu trofeum na londyńskich kortach.

- Novak wygra Wimbledon. Mam dobre przeczucia w tej kwestii. Musi tylko dobrze wypocząć, przygotować się mentalnie i fizycznie - przekonywał odważnie Ivanisević.

Djoković kontra Nadal. Historyczna rywalizacja trwa

I miał rację Chorwat, że nie zwątpił. Djoković pokonał Nicka Kyrgiosa w londyńskim finale i wraca do gry: do rywalizacji o to, kto zapisze na swoim koncie więcej wielkoszlemowych tytułów. On czy Rafa Nadal? 

Trudno oprzeć się też wrażeniu, że Djokoviciowi w powrocie do topowej formy mentalnej szczególnie pomogła rodzina. Na Wimbledon zabrał nie tylko żonę Jelenę, ale też dzieciaki: Stefana i Tarę. Z małym Stefanem wspólnie trenowali, "Djoko" uczył go techniki serwowania, żartował, że to jego drugi trener, po Ivaniseviciu. Serb dzięki obecności dzieci mógł odciąć się nieco od towarzyszącej mu presji, doskonale bawił się np. polując z nimi na autografy tenisowych gwiazd. To wszystko pomogło mu w znalezieniu na powrót mentalnej równowagi, którą zgubił gdzieś na początku roku.

Novak Djoković sięgnął na kortach Wimbledonu po swój 21. wielkoszlemowy tytuł. Jeśli tylko znów sam nie stanie sobie na drodze, nie włoży kija w szprychy, to może jeszcze dołożyć niejeden kolejny. A jego wyścig z Nadalem przejdzie do historii.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL