Nowa światowa "1" rzuca wyzwanie Andriejewej. Znany jest już termin meczu
Większa część światowej elity tenisistek jest już w Rzymie - tam w poniedziałek zostanie przeprowadzona ceremonia losowania głównej drabinki Internazionali BNL d'Italia 2026, a niedługo później ruszą mecze szóstego już w tym roku turnieju rangi 1000. Tyle że najpierw trzeba jeszcze dokończyć zmagania w Madrycie. Już w sobotę po godz. 17 zacznie się finał singla: Mirra Andriejewa zagra w nim z Martą Kostiuk. I nie będzie to wcale koniec emocji z udziałem 19-letniej Rosjanki. Następnego dnia dojdzie jednak do jej potyczki z tenisistką, która w poniedziałek zostanie liderką jednego z rankingów WTA.

Tenisowy turniej Mutua Madrid Open jest w kobiecym tenisie pierwszym poważnym sprawdzianem na mączce, panowie mają wcześniej imprezę rangi 1000 w Monte Carlo. Do stolicy Hiszpanii przyjechała niemal cała elita, wycofała się jedynie tuż przed losowaniem drabinki Karolina Muchova, a już po losowaniu: jedyna zawodniczka z TOP 10, czyli Amanda Anisimova. Na Caja Magica doszło do wielu niespodzianek i sensacji, dość powiedzieć, że na etapie ćwierćfinałów była zaledwie jedna zawodniczka rozstawiona w przedziale 1-8. Mowa o Arynie Sabalence, która zresztą w boju o półfinał uległa sensacyjnie Hailey Baptiste, mimo sześciu własnych meczboli.
W czwartkowych półfinałach najpierw Baptiste przegrała jednak z Mirrą Andriejewą, a później w dziwnym meczu Marta Kostiuk ograła Anastazję Potapową, która zaczynała tu zmagania od kwalifikacji i... przegrała w ich finale. Weszła jednak do drabinki jako "szczęśliwa przegrana", w miejsce wycofanej w ostatniej chwili Madison Keys. I sprawiła jedną sensację, pokonała Jelenę Rybakinę.
Finał singla kobiet zaplanowano na Manolo Santana Stadium w sobotę - zacznie się tuż po godz. 17. Faworytką jest 19-letnia Rosjanka, ale z drugiej strony: Kostiuk pozostaje niepokonana na mączce. Trenowana przez Sandrę Zaniewską Ukrainka wygrała na tej nawierzchni już 11 kolejnych spotkań. Dla niej to pierwszy finał zawodów tej rangi, dla Andriejewej - trzeci. Dwa poprzednie wygrała, rok temu w Dubaju i Indian Wells.
O ile Kostiuk w niedzielę będzie mogła już ruszyć do Rzymu, to Andriejewą czeka w Madrycie jeszcze jedno zadanie.
WTA Madryt. Znany skład ostatniego finału kobiecego. Andriejewa i Sznajder poznały swoje rywalki
Mirra Andriejewa po raz pierwszy bowiem od zeszłorocznego WTA Finals połączyła siły z Dianą Sznajder w grze podwójnej. Błysnęły po raz pierwszy podczas igrzysk w Paryżu, stanęły na podium po przegranym finale z włoską parą Errani/Paolini, dostały odznaczenie od Władimira Putina. I zaczęły coraz częściej wspólnie grać w dużych turniejach, ze sporymi sukcesami. Tyle że zeszłej jesieni nastąpił już poważny kryzys, choć był powiązany z obniżką dyspozycji tak Andriejewej, jak i Sznajder w występach indywidualnych. W Rijadzie przegrały wszystkie spotkania w grupie, na kilka miesięcy zrezygnowały ze wspólnej gry.

Połączyły siły dopiero teraz, w Madrycie. Efekt chyba zaskoczył wszystkich: cztery spotkania, cztery wygrane, 8:0 w setach, zaledwie 23 przegrane gemy. W piątek pokonały parę Laura Siegemund/Wiera Zwonariowa 6:3, 6:2.
Finałowe rywalki pary Andriejewa/Sznajder wyłoniły się tuż przed północą. W drugim półfinale Katerina SIniakova i Taylor Townsend grały bowiem z duetem Aleksandra Krunić/Kristina Mladenovic.
Czeszka już po ćwierćfinale zapewniła sobie powrót na pozycję liderki światowego rankingu deblistek - w najbliższej aktualizacji wyprzedzi Elise Mertens. Może tego dokonać także i Townsend, ale tu warunkiem jest wygranie całego turnieju na Caja Magica.
A do tego został jeszcze jeden warunek, bo czesko-amerykańska para w świetnym stylu awansowała do finału. W pierwszej partii decydowało tylko jedno przełamanie - w siódmym gemie zaskoczona została Mladenovic, ta partia zakończyła się wynikiem 6:4 dla turniejowych "2".

W drugim secie najpierw zapisany został break przy ponownym podaniu Mladenovic, ale później zawodniczka z Francji miała duży wpływ na wyrównanie (3:3), serwowała Townsend.
Końcówka spotkania była bardzo atrakcyjna - w większości gemów rozstrzygała akcja przy równowadze, tzw. decydujący punkt. Krunić i Mladenovic miały nawet dwa setbole, świetnie zagrała wówczas Amerykanka. I zrobiło się 5:5. Za chwilę ponownie piłkę wprowadzała do gry Mladenovic, zaczęła od podwójnego błędu, za chwilę popełniła kolejny błąd. Doszło do stanu 0-40. I tak decydował punkt przy równowadze, padł łupem Siniakovej i Townsend. A później Czeszka świetnymi serwisami zamknęła to spotkanie. Skończyło się na 6:4, 7:5.
Finał odbędzie się w niedzielę - po godz. 14. Do tej pory Andriejewa i Sznajder grały z parą Siniakova/Townsend dwukrotnie: w półfinale Australian Open 2025 i w fazie grupowej WTA Finals kilka miesięcy temu. W obu przypadkach lepsza była para z Czeszką. Tyle że w drodze do medalu w Paryżu Rosjanki pokonały Siniakovą, która wtedy grała z Barborą Krejcikovą. I obie nie obroniły olimpijskiego złota z Tokio.














