Reklama

Reklama

Novak Djoković: Wygrałem wytrzymałością psychiczną

Po finale wielkoszlemowego turnieju tenisowego na kortach trawiastych Wimbledonu, w którym Serb Novak Djoković pokonał Szwajcara Rogera Federera 6:7 (7-9), 6:4, 7:6 (7-4), 5:7, 6:4, powiedzieli:

Djoković: "To dla mnie najcenniejsze zwycięstwo wielkoszlemowe. Wyjątkowy finał. Ten sukces przyszedł do mnie w ważnym momencie. Przegrałem ostatnio trzy z czterech finałów tej rangi z rzędu i zaczęły mnie już trochę nachodzić wątpliwości. To był też najlepszy pod względem poziomu finał Wielkiego Szlema z moim udziałem. Świetna jakość tenisa była tu od pierwszej do ostatniej akcji.

Reklama

- Kluczowa była dziś wytrzymałość psychiczna. Byłem bardzo rozczarowany tym, że przegrałem czwarty set, choć byłem tak blisko zwycięstwa i miałem piłkę meczową. Jedyne, co mogłem wtedy zrobić, to wciąż wierzyć, że dam sobie radę do samego końca. Tak też zrobiłem. Nie pozwoliłem temu przekonaniu uciec, jak to prawdopodobnie stało się w majowym finale Roland Garros. Na końcu przytłoczyły mnie trochę emocje, pozytywne emocje. Nie byłem zaskoczony własnym zwycięstwem, ale starałem się cieszyć tą chwilę, pomyśleć ponownie o tym, co się wydarzyło podczas spotkania.

- Jak smak trawy na korcie centralnym zmienił się w porównaniu z tą sprzed trzech lat (wtedy Djoković wygrał Wimbledon po raz pierwszy)? Nie za bardzo. Mam tylko wrażenie, że było jej mniej niż kilka lat temu. Ale mniejsza z tym. Smakowała jak najlepsze danie, jakie w życiu jadłem. Jutro z samego rana ruszam na trening. To oczywiście żart. Wezmę teraz trochę wolnego. Mam kilka ważnych spraw do załatwienia - np. ślub. Za kilka miesięcy zostanę ojcem. Wydaje mi się, że mogę odłożyć na kilka tygodni moją tenisową karierę na bok, odpocząć i nacieszyć się bliskimi.

- To normalne, że jak ktoś - tak jak Roger - wygrywał dany turniej tak wiele razy, to publiczność mocno go wspiera. Nie byłem tym zawiedziony. Mnie też dopingowano. Kilka razy zachęcałem kibiców do głośniejszego wspierania mnie w ważnych momentach, jak np. przy piłce meczowej. Miałem nadzieję, że Federer popełni błąd przy pierwszym serwisie (przy piłce meczowej - PAP), ale tak się nie stało. Dlatego właśnie ma on na koncie 17 tytułów wielkoszlemowych i jest najbardziej utytułowanym zawodnikiem w historii. W ważnych momentach pokazywał najlepszy tenis. To wspaniały mistrz, świetny przykład wielkiego sportowca i wzór dla dzieci. Szanuję jego karierę i wszystkie osiągnięcia."

Federer: "Uważam, że ten mecz miał wszystko, by się podobać kibicom. Zwroty akcji, powroty do gry, dramatyzm w piątej odsłonie. Z tego punktu widzenia było to ciekawe spotkanie, na dobrym poziomie. Nie czuję jednak, bym zagrał najlepiej jak tylko potrafię, ponieważ nie byłem w stanie go przełamać przez pierwsze trzy sety. Jestem z tego powodu rozczarowany. Nie wiedziałem, czemu mam z tym aż taki problem. Widać tak się zdarza, gdy rywal gra dobrze w kluczowych momentach.

- Dopiero w czwartym secie zanotowałem breaka i zacząłem rozumieć, jak grać returny w meczu z Novakiem. To o tyle dziwne, że stawaliśmy przeciwko sobie wielokrotnie. W spotkaniu z Djokovicem o zdobywanie punktów zawsze jest bardzo trudno, gra jest siłowa. Starałem się wciąż grać ofensywnie i cieszę się, że opłaciło się to, choć jestem zawiedziony, że nie przyniosło zwycięstwa. Rywal zasłużył na wygraną, ale mecz była naprawdę bardzo wyrównany.

- Zagrać ponownie w finale Wimbledonu to coś bardzo miłego, bo to impreza numer jeden w tenisie. Czy wygrasz, czy przegrasz, to coś specjalnego i pozostaje w pamięci na zawsze. Zwłaszcza, gdy mecz jest tak zacięty jak dziś. Bardzo ważne dla mnie było to, że widziałem na trybunach moje dzieci, żonę i znajomych. Szczerze mówiąc, to mnie najbardziej poruszyło. Rozczarowanie wynikiem szybko minie.

- Widziałem się po finale przez chwilę z brytyjską parą książęcą. To nie był łatwy moment, bo schodziłem bardzo smutny z kortu po porażce. Oni byli bardzo mili - pocieszali mnie i życzyli mi wszystkiego dobrego. Widziałem ich też na moim ćwierćfinale - bardzo cieszy, że wspierają mnie podczas pojedynków.

- Czy to mój ostatni finał Wimbledonu? Dokładnie to samo pytanie mogliście mi zadać w 2003 roku (Federer odniósł wtedy pierwszy z siedmiu triumfów w tym turnieju - PAP). Nikt tego nie wie. Trzeba zaczekać i się przekonać. Nikt nie ma żadnej gwarancji, że pojawi się tu za rok. Jestem zadowolony, bo byłem w stanie zaprezentować równy i solidny tenis z paroma ciekawymi elementami. Cieszy, że mogę tak grać tydzień w tydzień, mecz za meczem i punkt za punktem".

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama