Nokaut na oczach Igi Świątek. Spektakularny debiut w polskiej kadrze. "Brawo Linda"
To był absolutnie wyjątkowy moment dla Lindy Klimovicovej, pochodzącej z Ołomuńca czeskiej tenisistki, która od tego roku reprezentuje biało-czerwone barwy. Już na otwierającej turniej Billie Jean King Cup konferencji, a także po świetnym występie w deblu przeciwko Nowej Zelandii 21-latka mówiła, że czuje wielki honor i dumę. "Linda, Linda. Brawo!" - niosło się dzisiaj po Arenie Gorzów, gdy naszej zawodniczce przyszło napisać jeszcze jedną, premierową historię. Otwierający mecz bój singlowy był dla niej kolejnym debiutem, który uniosła znakomicie, a publiczność raz po raz ją fetowała.

Wybór Dawida Celta nie był oczywisty, ale godzinę przed spotkaniem zdecydował się dokonać korekty, zmieniając obsadę jednego singla oraz debla. Iga Świątek oczywiście była nietykalna, lecz postanowił by deblistkę Katarzynę Kawę przesunąć właśnie do debla z Martyną Kubką. A to sprawiło, że Klimovicova dostąpiła zaszczytu otworzyć ostatni dzień z wielkim tenisem w tym roku na polskiej ziemi.
Linda Klimovicova dała absolutny popis. Świetny mecz 21-letniej Polki
"Kto wygra mecz? Polska" - kibice, którzy znów po brzegi wypełnili Arenę Gorzów, od początku dodawali animuszu naszej tenisistce, notowanej na 146. miejscu w rankingu WTA. Jednak jej przeciwniczka z Rumunii Elena Ruxandra Bertea (319. WTA) wysoko zawiesiła poprzeczkę i od rozpoczęcia oglądaliśmy bardzo zacięty pojedynek, początkowo nawet ze wskazaniem na rywalkę.
- Tu pewnie rozstrzygnie jedno przełamanie - powiedział jeden z wprawnych kibiców i dosłownie chwilę później, po trudnym piątym gemie, oglądaliśmy kluczowego dla przebiegu pierwszego seta. Klimovicova grała bardzo dobrze, wytrzymując tempo długich wymian i zmuszając Rumunkę do popełniania błędów, imponując zwłaszcza forhendem. Gdy wreszcie postawiła kropkę nad "i", uniosła wysoko w górę prawą pięść, okazując nieskrywaną radość.
Ta zaciśnięta dłoń jeszcze parokrotnie wyrażała zadowolenie, bo Linda poczuła wiatr w żagle i, mówiąc wprost, mocno docisnęła Berteę. Zaledwie 19-letniej Rumunce zapewne trudno było także poradzić sobie w tych warunkach, bo potrzeba pewnego doświadczenia, aby w trudnym położeniu wrócić do gry, gdy fani tak głośno zagrzewają do boju swoją zawodniczkę. Dodajmy od razu, że kibice wzorowo wsłuchali się w prośby, który spiker skierował, a w zasadzie przypomniał o regułach krótko przed pierwszą piłką. Gdy trwała wymiana, panowała cisza jak makiem zasiał. Do tego stopnia, że najgłośniejszy stał się płacz dziecka, które szybko udało się ukołysać.
Napędzona Klimovicova prawdziwy popis dała przy stanie 5:2 i podaniu Rumunki. Tak jakby poczuła, że może przejąć całą uwagę publiki, bo w tym momencie trybunę opuściła Świątek, jak na profesjonalistkę przystało, rozpoczynając przygotowania do swojej batalii z Gabrielą Lee.
Rywalce coraz bardziej drżała ręka, a Polka wykorzystała sytuację bezbłędnie, wygrywając "na sucho" i stemplując efektowne zwycięstwo 6:2. Dla Lindy był to trzeci z rzędu identyczny rezultat seta, dodając do tego wyniki obu deblowych partii z sobotniego spotkania.
- Jeśli ktoś jeszcze nie znał Lindy, to właśnie się przedstawia szerszej publiczności - to spostrzeżenie także było w pełni trafne. Przebieg drugiego seta pokazał, że wcześniej to była tylko namiastka możliwości Klimovicovej, bo wprost zaczęła tłamsić Rumunkę. Zdobyła kolejnych jedenaście punktów, po drodze oczywiście przełamując przeciwniczkę. Ta pierwszy punkt zdobyła dopiero przy stanie 2:0 i 40:0 w trzecim gemie.
Klimovicova znalazła złoty przepis, którym okazała się gra na bekhend Rumunce. To sprawiało, że przy stanie 5:0 dla Polki oponentka ciągle miała - aż trudno w to uwierzyć - tylko jedno "oczko" wywalczone w tym secie. Podrażniona Bertea zdołała wyszarpać tylko jednego gema przy swoim podaniu. Nie zmieniło to faktu, że dopełniony nokaut był bardzo bolesny, a Klimovicova stała się jedną z ulubienic tenisowych fanów.
Z Gorzowa - Artur Gac













