Nocna zmiana scenariusza w Charleston. Fręch jednak w półfinale WTA 500
W środę w Charleston wyłoniono już wszystkie uczestniczki 1/8 finału turnieju rangi WTA 500 - o możliwość starcia z Madison Keys walczyła m.in. Magdalena Fręch. Los skojarzył Łodziankę w jednej parze z Anną Bondar, po trwającym 115 minut pojedynku to Węgierka dość nieoczekiwanie okazała się lepsza. Po krótkiej przerwie obie wróciły jednak na kort, na "dogrywkę". I tym razem Fręch mogła też jednak unieść ręce w górę w geście triumfu. Po sukcesie, którego chyba nikt się nie spodziewał. I po wysoko przegranym pierwszym secie.

Turniej Credit One Charleston Open na dobrą sprawę otwiera sezon gry na kortach ziemnych, choć tamtejsza nawierzchnia - zielona glina - jest trochę inna niż te spotykane później w Europie. Niemniej to impreza o powiększonej drabince, zarazem i wysokim budżetem, o co zadbał Ben Navarro, ojciec Emmy, amerykański miliarder. Jest właścicielem praw do zmagań w Charleston i Cincinnati, w tym roku na imprezę w Karolinie Południowej przeznaczył 2,3 mln dolarów. To niemal dwa razy więcej niż w Stuttgarcie, do którego zawodniczki z czołówki pchają się drzwiami i oknami.
W Charleston pojawiła się zaledwie jedna zawodniczka z TOP 10 rankingu WTA - Jessica Pegula. Miała grać też Amanda Anisimova, ale w ostatniej chwili się wycofała. Podobnie jak nasza Magda Linette, którą zmogła infekcja wirusowa.
Pozostała więc Magdalena Fręch - rozstawiona z "11", zwolniona z gry w pierwszej rundzie. Przystąpiła do gry od 1/16 finału - zmierzyła się z Węgierką Anną Bondar. I było to o tyle ciekawe, że już wcześniej zdecydowały o wspólnej rywalizacji w deblu, co Łodziance zdarza się bardzo rzadko. Można wręcz powiedzieć, że był to... dobry krok. Tu odniosła bowiem w pewnym sensie życiowy sukces.
WTA Charleston. Magdalena Fręch zagra o finał turnieju rangi 500. Trzysetów bój w Karolinie Południowej
W środę obie - Bondar i Fręch - były mocno zapracowane. Najpierw stoczyły pojedynek w singlu - na korcie nr 3 lepsza okazała się Węgierka - triumfowała 7:5, 6:3. To niżej notowana zawodniczka zagra więc w czwartkowy wieczór o ćwierćfinał z Madison Keys.
Po czterech godzinach obie wróciły jednak na ten sam kort - Fręch i Bondar czekało jeszcze starcie deblowe. Już w ćwierćfinale, ale trudno tu było optymizm. Rywalkami Polki i Węgierki była bowiem para rozstawiona z numerem 2 - Nicole Melichar-Martinez i Aleksandra Panowa.

Już sam występ w grze podwójnej był w przypadku Fręch sporym zaskoczeniem. Łodzianka rzadko decyduje się na taki ruch, w poprzednim sezonie postawiła na debel wyłącznie podczas US Open. Tymczasem tu już w 1/8 finału, wspólnie z Bondar, sprawiły małą niespodziankę - ograły parę Leylah Fernandez/Kristina Mladenovic.
Teraz Fręch walczyła tak naprawdę o... największy sukces deblowy w karierze. Grała już raz w półfinale imprezy w głównym cyklu WTA, ale był to turniej rangi 250. Jesienią 2023 roku, wspólnie z Katarzyną Kawą, zmierzyły się w Monastyrze ze słynnym włoskim duetem Sara Errani/Jasmine Paolini. Mimo że miały piłkę meczową przy stanie 9-8 w trzecim secie. Włoszki zdobyły jednak trzy ostatnie punkty.
Z drugiej strony, to właśnie w Charleston Fręch decydowała się na taki krok w przeszłości. Trzy lata temu, także z Bondar, doszła tu do ćwierćfinału debla - wtedy pokonały duet Desirae Krawczyk/Demi Schuurs, by później ulec parze Belinda Bencic/Anhelina Kalinina. A w 2020 roku, wspólnie z Kawą, Łodzianka zdobyła tu tytuł, ale w zmaganiach ITF.
W Charleston był już wieczór, w Polsce zaś po godz. 1 w nocy, gdy ćwierćfinał debla w końcu się rozpoczął. I toczył się zgodnie z przewidywaniami - Amerykanka z Rosjanką miały kilka szansa na przełamania, a w końcu dopięły swego. Najpierw przy podaniu jednej, a później drugiej. A to oznaczało 6:2 dla faworytek.
Później jednak Fręch i Bondar nie dawały już tylu szans rywalkom, same miały nawet break pointy w piątym gemie drugiego seta. Do stanu 3:3 punkty zapisywały sobie strony serwujące, wtedy doszło do pierwszego przełamania: na korzyść Polki i Węgierki. Nie oznaczało to końca emocji, bo turniejowe "2" odrobiły stratę, wyrównały na 5:5. Kolejny break był jednak już ostatnim w tej partii - Fręch i Bondar wygrały 7:5.
Decydowała więc ponownie trzecia partia, grana do 10 punktów. A ta od początku toczyła się pod dyktando polsko-węgierskiego duetu. Zrobiło się 6-1, później 10-2. Fręch i Bondar nie przegrały ani jednego punktu przy swoim serwisie. Triumfowały więc 2:6, 7:5, 10-2.
W piątek o finał turnieju w Karolinie Południowej zagrają więc z parą rozstawioną z nr "4" - Miyu Kato (Japonia)/Giuliana Olmos (Meksyk).















![LM: Atletico Madryt - FC Barcelona. O której i gdzie obejrzeć? [TRANSMISJA]](https://i.iplsc.com/000MMUVNXK0AFCF5-C401.webp)