Reklama

Reklama

Nishikori wyeliminował Djokovicia w półfinale US Open

Rozstawiony z dziesiątką Japończyk Kei Nishikori zagra w finale wielkoszlemowego US Open, po tym jak sensacyjnie pokonał 6:4, 1:6, 7:6 (7-4), 6:3 Serba Novaka Djokovicia, rozstawionego z numerem 1. W finale Nishikori spotka się z Chorwatem Marinem Ciliciem, który w nocy wygrał 6:3, 6:4, 6:4 ze Szwajcarem Rogerem Federerem.

Djoković wystąpił w decydującym spotkaniu w czterech poprzednich edycjach nowojorskiej imprezy.

Reklama

Kibice Djokovicia mieli nadzieję, że liderowi rankingu ATP w pierwszym secie przytrafił się tylko chwilowy przestój. Zwłaszcza, że w kolejnej partii Serb szybko wypunktował niedoświadczonego w grze o taką stawę Nishikoriego. W dalszej części spotkania Japończyk jednak nie spuszczał z tonu, prezentując spokojną i skuteczną grę.

Tie-break trzeciej partii zaczął od prowadzenia 4-0. Co prawda Djoković zmniejszył straty (4-5), ale własnymi błędami (m.in. często posyłał piłkę w siatkę) przyczynił się do objęcia prowadzenia w meczu przez rywala. W ostatnim secie tenisista w Belgradu wciąż nie był w stanie wrócić na właściwe tory. Zajmujący 11. miejsce w rankingu ATP Nishikori wykorzystał drugą piłkę meczową i został sprawcą wielkiej niespodzianki.

Po 24-letnim Japończyku, który podstaw tenisa uczył się na Florydzie w słynnej akademii trenerskiego guru Nicka Bollettierego, nie widać było zmęczenia. W dwóch poprzednich rundach stoczył jednak pięciosetowe pojedynki, z których każdy trwał ponad cztery godziny. Djoković w drodze do półfinału stracił tylko seta.

- Pokonać zawodnika, który jest numerem jeden na świecie, to niesamowite uczucie. Podczas meczu starałem się jednak zapomnieć o tym, że prowadzę i skoncentrować się na grze - powiedział szczęśliwy triumfator.

Był to trzeci mecz tych zawodników, a drugi wygrany przez Nishikoriego. W sobotę kibice mogli obejrzeć również ciekawą konfrontację trenerów. W boksie Djokovicia zasiada Niemiec Boris Becker, a Japończyk trenuje pod okiem Amerykanina Michaela Changa.

24-letni Niskikori został nie tylko pierwszym Japończykiem, ale także pierwszym Azjatą w finale turnieju wielkoszlemowego. W "czwórce" US Open jego rodak poprzednio zagrał w 1918 roku. Z kolei na japońskiego półfinalistę w jakiejkolwiek imprezie wielkoszlemowej czekano 81 lat. W 1933 roku w Wimbledonie był nim Jiro Satoh.

Najlepszym wynikiem w Wielkim Szlemie Nishikoriego był dotychczas ćwierćfinał Australian Open w 2012 roku.

Djoković od 2007 roku nieprzerwanie występuje w US Open co najmniej w półfinale. W tym czasie raz imprezę wygrał (2011), a do tego czterokrotnie wystąpił w finale (2007, 2010, 2012-13).

W tym sezonie Serb wygrał Wimbledon, a w decydującym spotkaniu French Open musiał uznać wyższość Hiszpana Rafaela Nadala.

Po meczu powiedzieli:

Novak Djoković (Serbia): "Myślę, że ten turniej US Open będzie przełomy dla rozwoju dalszej kariery mojego rywala. Gratuluję Keiowi. Był szybszy i grał bardziej agresywnie ode mnie. Po tym pojedynku mogę powiedzieć, że jest graczem kompletnym i ma jeden z najlepszych oburęcznych returnów na świecie. Warunki były trudne, szczególnie we znaki dawała się wilgotność powietrza, ale obydwaj musieliśmy sobie z tym radzić. Kei spędził na kortach, we wcześniejszych meczach, więcej czasu niż ja, więc pogoda nie może być żadnym moim usprawiedliwieniem.

- Po prostu to nie był mój tenis, oprócz drugiego seta w pozostałych nie grałem na odpowiednim poziomie. Popełniłem zbyt wiele niewymuszonych błędów. Kei wykorzystał je, a ja nie potrafiłem zrobić tego samego z jego złymi zagraniami. Jestem rozczarowany porażką, ale to jeszcze nie koniec sezonu. Chcę tegoroczną rywalizację zakończyć tak jak przed rokiem (wygrał wówczas turniej Masters kończący sezon - red.).

Kei Nishikori (Japonia): "Czuję się niesamowicie, to zdumiewające uczucie. Pokonałem zawodnika rozstawionego z "jedynką" i grałem zdecydowanie lepiej niż w poprzednich meczach w Nowym Jorku. Jestem szczęśliwy. Pogoda nie była sprzyjająca, czułem się trochę ciężko, ale kocham długą rywalizację. Mam nadzieję, że zregeneruję siły przed finałem. Pomoc moich trenerów Michaela Changa i Dante Bottiniego jest nieoceniona.

- Mam nadzieję, że zwycięstwo będzie komentowane w mojej ojczyźnie. Czuję wsparcie rodaków w każdym momencie. Myślę, że wielu Japończyków oglądało pojedynek, mimo że ich zegary wskazywały czwartą nad ranem".

Cilić w finale

Rozstawiony z numerem 14. Marin Cilić pokonał Szwajcara Rogera Federera 6:3, 6:4, 6:4 w półfinale US Open. Chorwat pierwszy raz w karierze zagra w decydującym spotkaniu wielkoszlemowej imprezy.

Spotkanie zajmującego 16. miejsce w rankingu ATP Cilica z będącym trzecią rakietą świata Federerem zaczęło się z kilkudziesięciominutowym opóźnieniem z powodu ulewy, która przeszła nad Nowym Jorkiem.

Niespełna 26-letni Chorwat szybko wypracował dużą przewagę (4:1, 5:2) i po wkrótce zapisał na swoim koncie zwycięstwo w inauguracyjnym secie. Szwajcar już na samym początku drugiej odsłony dał się przełamać i później nie był w stanie nawiązać z młodszym o siedem lat rywalem wyrównanej walki.

Sympatycy byłego lidera światowej listy liczyli, że przełamie się, tak jak w ćwierćfinale z Francuzem Gaelem Monfilsem. Wówczas przegrywał 0:2, a w trzeciej partii obronił dwie piłki meczowe i wygrał w pięciu setach. Tym razem jednak było inaczej. Cilic grał niemal bezbłędnie, a Federerowi brakowało błysku i energii, którą zachwycał we wcześniejszych rundach. Chorwat zanotował dwa "breaki", samemu przegrywając jednego gema przy własnym podaniu i zakończył tę odsłonę zwycięstwem 6:4.

- To niesamowity dzień. Nigdy nawet nie marzyłem, że będę w stanie tak grać. Myślę, że to był mój najlepszy mecz w karierze - podsumował szczęśliwy triumfator.

Była to szósta konfrontacja tych zawodników, ale dopiero pierwszy raz wygrał tenisista pochodzący z Medziugorie. W poprzednim meczu - w sierpniu w Toronto - sygnalizował już jednak, że jest coraz bliższy tego, by pokonać bardziej utytułowanego rywala.

Ubiegłoroczną edycję US Open Cilic opuścił ze względu na dyskwalifikację (karę z dziewięciu miesięcy zmniejszono na cztery). Nałożono ją na niego za stosowanie niedozwolonego niketamidu, substancji psychoaktywnej o działaniu stymulującym.

Dotychczas największym sukcesem niespełna 26-letniego Chorwata w turniejach zaliczanych do Wielkiego Szlema był półfinał Australian Open sprzed dwóch lat.

Jest pierwszym od 13 lat zawodnikiem z tego kraju, który zagra w decydującym spotkaniu imprezy tej rangi. Poprzednim był...jego trener Goran Ivanisevic, który w 2001 roku triumfował w Wimbledonie.

Federer może pochwalić się znacznie większą listą osiągnięć. W dorobku ma 17 tytułów wielkoszlemowych (jest pod tym względem absolutnym rekordzistą), z czego pięć zdobył właśnie w Nowym Jorku (2004-08).

- Myślę, że to zaskakujący dzień dla nas obydwóch. Zamierzam się cieszyć tym sukcesem, być szczęśliwym i spróbować wygrać - zapewnił Chorwat.

Statystki przemawiają jednak na korzyść jego rywala. Zawodnicy ci zmierzyli się dotychczas siedmiokrotnie i pięć razy lepszy był Azjata (w tym dwa razy w tym sezonie).

Eksperci tenisowi podkreślają zaskakujący skład finału singla mężczyzn. Zwracają uwagę, że po raz ostatni w decydującym spotkaniu Wielkiego Szlema nie było żadnego tenisisty z "Wielkiej Czwórki" (Federer, Djokovic, Brytyjczyk Andy Murray i Hiszpan Rafael Nadal) dziewięć lat temu.

Wyniki półfinałów singla mężczyzn w wielkoszlemowym turnieju tenisowym US Open:

Kei Nishikori (Japonia, 10) - Novak Djoković (Serbia, 1)    6:4, 1:6, 7:6 (7-4), 6:3

Marin Cilic (Chorwacja, 14) - Roger Federer (Szwajcaria, 2) 6:3, 6:4, 6:4

finał (poniedziałek)

Kei Nishikori (Japonia, 10) - Marin Cilic (Chorwacja, 14)

Dowiedz się więcej na temat: Kei Nishikori | Novak Djoković | tenis | us open

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje