Maja Chwalińska to obecnie 23. rakieta świata. Skok w rankingu nie byłby możliwy, gdyby nie wyśmienity występ na Rolandzie Garrosie. W stolicy Francji Polka jako pierwsza kwalifikantka w historii dotarła do finału. Przegrała tylko z Mirrą Andriejewą.
W czasie trwania zawodów w Paryżu cała Polska śledziła jej zmagania. Liczba obserwujących w mediach społecznościowych rosła z meczu na mecz. Urodzona w Miechowie tenisistka błyskawicznie zdobyła olbrzymią popularność i sportową nieśmiertelność.
Chwalińska wprost o gwałtownym wzroście popularności
Obecnie 24-latka rywalizuje na WTA 1000 Cincinnati. W drugiej rundzie pokonała Hiszpankę Cristinę Bucsę 6:2, 6:2. Po zakończeniu spotkania udała się na wywiad do Tennis Channel.
W trakcie rozmowy prowadzący zapytał, jak zmieniło się jej życie po sukcesie na Wielkim Szlemie rozgrywanym na ziemnych kortach. - Zmieniło się bardzo wiele. Zdecydowanie było wiele rzeczy, do których musiałam się przystosować i do których wciąż się przyzwyczajam - zaczęła Polka.
- Jest już lepiej. Zwraca się na mnie dużo uwagi. Wcześniej nikogo za bardzo to nie obchodziło. Więc tak, życie jest inne, ale w dobrym tego słowa znaczeniu. Naprawdę doceniam wsparcie i miłość kibiców. Jestem za to bardzo wdzięczna - podsumowała cały wątek.
Nie zabrakło również czysto tenisowych tematów. - Myślę, że muszę być na korcie nieco bardziej precyzyjna. Dziewczyny grają naprawdę szybko, muszę przyzwyczaić się do tego rytmu, znaleźć go. Wierzę w to. Moimi celami na ten sezon są precyzyjne uderzenia, serwis i return. Trzeba walczyć w każdym meczu - podkreślała.
Zgodnie z układem drabinki w trzeciej rundzie "tysięcznika" w Cincinnati Maja Chwalińska zmierzy się z Dianą Sznajder, którą pokonała w półfinale Rolanda Garrosa 7:6 (4), 6:4. Rosjanka będzie miała okazję do rewanżu.














