Reklama

Reklama

Niezwykłe słowa pogromczyni Świątek. „Iga jest nie z tego świata”

Nie mogę uwierzyć, że to ja jestem tą, która przerwała passę Igi Świątek. Pokonanie Igi wydaje się być marzeniem. Przed meczem powtarzałam sobie: „Cóż, ta passa… Ale ktoś w końcu będzie musiał ją przerwać, a dlaczego nie ja?” Pomyślałam, że tutaj, na trawie, jest dla mnie najlepsza okazja – mówi Francuzka Alize Cornet, która w 3. rundzie Wimbledonu wyeliminowała numer 1 na świecie i niepokonaną od 37 spotkań Igę Świątek 6:4, 6:2.

Na konferencji prasowej Alize Cornet była bardzo rozluźniona, szczęśliwa i tryskała humorem. 32-letnia Francuzka sprawia wrażenie takiej także na co dzień, ale wczoraj miała ku temu szczególne powody. Oto wybrane fragmenty z konferencji prasowej z jej udziałem po meczu z Igą Świątek.

Alize, podziel się z nami swoimi przemyśleniami na temat meczu z Igą.

- Cóż, jestem bardzo szczęśliwa. Chyba jeszcze nie dociera to do mnie wszystko... Jestem bardzo dumna, że wygrałem ten mecz. Chodzi mi o to, że to, co Iga zrobiła w tym roku jest nie z tego świata i nie mogę uwierzyć, że to ja jestem tą, która naprawdę przerwała tę passę. To jest niesamowite. Bardzo się cieszę, że znów jestem w drugim tygodniu Wimbledonu po raz drugi w karierze.

Reklama

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Magdalena Fręch bez złudzeń po porażce. "Już nie chcę jej losować!"

Mówisz, że nie możesz uwierzyć, że to ty pokonałaś Igę. Jak trudno było przekonać siebie, że możesz wyjść na kort i ją pokonać?

- Tak, miałam takie przekonanie już od kilku dni. Tak, wiara istniała od samego początku. Myślę, że bardzo ważne jest, aby to mieć, w przeciwnym razie nie masz szans z tego rodzaju zawodniczką. Po tym, jak wygrałem w drugiej rundzie, wiedziałam, że prawdopodobnie zagram przeciwko Idze. Powtarzałam sobie: "Cóż, ta passa..." Ale ktoś w końcu będzie musiał ją przerwać, a dlaczego nie ja? To wszystko. Pomyślałam, że tutaj jest dla mnie najlepsza szansa, aby to zrobić. Iga jest tak dobra na kortach ziemnych i twardych, ale trawa to jej mniej ulubiona nawierzchnia. Wiedziałam, że mam małą szansę, że muszę zagrać bardzo solidny mecz. Myślę, że to właśnie zrobiłam.

To nie pierwszy raz, kiedy wywołałaś wielkie zamieszanie na Wimbledonie (w 2014 roku na tym samym korcie nr 1 Cornet pokonała Serenę Williams - przyp. red.). Co sprawia, że powodujesz zdenerwowanie u rywalek?

- To dobre pytanie (uśmiech). Cóż, to szalone, ponieważ to prawie taki sam scenariusz jak osiem lat temu przeciwko Serenie. Trzecia runda na korcie 1 przeciwko światowemu nr 1. Zrobiłam to ponownie! To miłe uczucie widzieć, że w wieku 32 lat wciąż jestem tak silna. Nie wiem, co czyni mnie takim graczem. Może jestem trochę bardziej zrelaksowana, gdy nie jestem faworytką. Nie mam nic do stracenia i jestem wtedy najbardziej niebezpieczna. Gram swoje, uderzam lepiej z linii końcowej. Ale, by wygrać z taką rywalką, trzeba grać swój najlepszy tenis. Nie można pozwolić sobie na utratę energii na cokolwiek innego. Myślę, że właśnie wtedy jestem najlepsza.

Co dla ciebie znaczy, że odniosłaś tak ogromne zwycięstwo w turnieju, w którym wyrównałaś rekord Ai Sugiyamy w kolejnych występach w Wielkim Szlemie (od stycznia 2007 roku Cornet wystąpiła w 61 kolejnych szlemach, Japonka startowała w latach 1994-2009)?

- Tak, jestem bardzo zaskoczona, nigdy nie grałam tak dobrze w szlemie jak w tym roku (w styczniu doszła do ćwierćfinału Australian Open - przyp. red.). Nie spodziewałam się tego. Może to oznaczać, że jestem bardziej dojrzała, po prostu lepiej mentalnie radzę sobie z tego rodzaju wyzwaniami. Myślę też, że w tym roku świetnie się bawię w szlemach, jestem po prostu bardzo zmotywowana za każdym razem, gdy wychodzę na kort. To działa. Myślę też, że trochę bardziej dystansuję się od wszystkiego. To bardzo pomaga mi być najlepszą wersją siebie i wciąż mam niesamowite rzeczy do zaoferowania na korcie. A pokonanie Igi wydaje się być marzeniem, naprawdę.

Podczas Australian Open zapowiadałaś, że to prawdopodobnie twój ostatni rok w tourze. Czy takie dni jak ten sprawiają, że ponownie rozważasz decyzję?

- Nie, nie rozważam (uśmiech). Myślę, że dlatego gram tak dobrze, bo wiem, że to już prawie koniec. Daję z siebie wszystko i nie wybiegam w przyszłość. Kiedy wchodziłam na kort nr 1, uśmiechałam się do siebie: "okej, to może być ostatni raz, kiedy idiesz na kort nr 1, więc proszę, po prostu baw się dobrze, weź stąd całą dobrą energię!". Myślę, że również dlatego gram tak dobrze, bo podjęłam tę decyzję. Być może w przyszłym roku zagram do Rolanda Garrosa. Taki jest plan. Porozmawiamy o tym za rok, zobaczymy, jak będę czuła się mentalnie.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Alize Cornet, specjalistka od "polskich" sensacji

Jakie są twoje przemyślenia na temat następnego przeciwnika?

- Nie wiem. Nie chcę wiedzieć, kto jest moim przeciwnikiem! Naprawdę, proszę! Właśnie pokonałam światowy nr 1... Chcę cieszyć się przez kilka godzin, nie wiedząc, co dalej, nie wyobrażając sobie jak zamierzam zagrać, bla, bla, bla... Nie chcę wiedzieć. Do jutra nie będę używać mediów społecznościowych, bo na pewno się dowiem. Okej, wkręcam was trochę, ale chcę po prostu pozostać przy tym super miłym uczuciu, które mam teraz. (Cornet w poniedziałek o ćwierćfinał zagra z Australijką Ajlą Tomljanović, 44. WTA).

Podczas wywiadu na korcie powiedziałaś, że starzejesz się jak dobre wino. Jak zamierzasz świętować?

- Chyba na zabiegach z moim fizjoterapeutą i dobrym obiedzie w restauracji dla graczy lub w Southfields (dzielnica niedaleko Wimbledonu - przyp. red.). Myślę, że samo bycie z moim zespołem jest najlepszą nagrodą, jaką mogę dostać, po prostu ciesząc się. Naprawdę lubię dzielić się tymi chwilami i cieszyć się uczuciem wspólnej pracy dobrze wykonanej. Nic szalonego. Myślę, że musimy pozostać skoncentrowani i nadal wierzyć, że mogę awansować dalej, nie tracąc zbyt wiele energii na świętowanie. Jeszcze nie teraz. Pod koniec turnieju mogę mieć kilka rzeczy do świętowania, może nawet bardziej.

Z Londynu - Tomasz Mucha, Interia

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL