Nieziemski finał w Rijadzie. Sabalenka na deskach, za chwilę jej setbole. 7-0 na sam koniec
Aryna Sabalenka po raz drugi z rzędu została najlepszą tenisistką świata, ale nawet w tak wspaniałym sezonie czegoś jej zabrakło, by po raz pierwszy wygrać French Open i Wimbledon. W Rijadzie wydawało się, że w końcu tej sztuki dokona w WTA Finals, nazywanym czasem "piątym szlemem". Grała niesamowicie, ale w tym decydującym spotkaniu trafiła na zawodniczkę, która do turnieju dostała się w ostatniej chwili. Jelena Rybakina wskoczyła na kosmiczny poziom, wygrała pięć spotkań, w tym i to z Sabalenkę - 6:3, 7:6 (0). I zgarnęła rekordową w historii nagrodę - ponad 5,2 mln dolarów.

Gdy Aryna Sabalenka i Jelena Rybakina były już gotowe do wyjścia na kort, w hali w Rijadzie wygaszono światła, za linią końcową stał okazały puchar. I zaczęło się odliczanie, najpierw na kort wyszła Kazaszka, po niej zaś Białorusinka. Oprawa tego wydarzenia była genialna, dwie znakomicie dysponowane zawodniczki ruszyły do walki o ostatnie trofeum w tym roku.
Dotarły do tego finału niepokonane, jedna z nich miała dołożyć do zdobytego już tysiąca punktów aż 500 kolejnych. Ale też 2,54 mln dolarów, bo tyle było warte to spotkanie. Jedna z nich miała po tym meczu dostać czek na 5,235 mln dolarów - absolutnie rekordowy w całej historii kobiecego tenisa.
Gdyby to spotkanie miało się odbyć na początku zmagań w Rijadzie, nie byłoby pewnie wątpliwości, że faworytką jest obecna liderka rankingu WTA. Zmagania grupowe, ale i wczorajszy półfinał z Jessicą Pegulą pokazał jednak, że Kazaszka wszelkie zawirowania ma za sobą. A gdy ona jest w formie, gdy jej potężne bomby z serwisu czy forhendu lądują w korcie, każda zawodniczka znajduje się w opałach. Przekonała się o tym Sabalenka w Cincinnati, przekonała się o tym Świątek tu w Rijadzie.
Czasem jednak Rybakina pokazuje tę drugą twarz, gdy niewiele jej wychodzi, a jeszcze "nakręca się" coraz gorszymi decyzjami. I staje się bezradna w starciach nawet ze znacznie niżej notowanymi rywalkami.
WTA Finals. Aryna Sabalenka kontra Jelena Rybakina w finale. Rekordowa nagroda i historyczne trofeum tylko dla jednej
Sabalenka kwalifikację do turnieju w Rijadzie zapewniła sobie już w lipcu, Rybakina dopiero dwa tygodnie temu, w ostatniej chwili.

Jedno je łączyło przed tym meczem: tytułu zdobytego w "Turnieju Mistrzyń" nie miały w swojej kolekcji. Białorusinka próbuje je zdobyć po raz piąty, tylko w Fort Worth trzy lata temu dostała się do finału. I przegrała z własnymi emocjami, uległa Caroline Garcii, popełniając masę błędów. Tak było kiedyś, gdy walczyła o "jedynkę" na świecie z Igą Świątek. Dziś jest bezapelacyjnie najlepsza, skupia się na tych najważniejszych turniejach, nie zawodzi w nich. W każdym Wielkim Szlemie była w półfinale, wygrała "tysięczniki" w Miami i Indian Wells. Owszem, wciąż potrafi "eksplodować" w trakcie meczu, pokazała to w spotkaniu z Pegulą w Wuhanie, ale też skupia się w kluczowych momentach. I to właśnie miał być jej atut w tym finale.
Sędziująca to spotkanie Marija Čičak poprosiła Rybakinę o wybranie na specjalnym żetonie pucharu lub napisu WTA Finals - przed losowaniem. Kazaszka wybrała puchar, trafiła. I poprosiła o serwis.
To był, jest i pewnie zawsze będzie jej największy atut. Gdy trafia w karo pierwszym podaniem, nawet najlepiej returnujące zawodniczki niewiele mogą zrobić. W dwóch swoich pierwszych gemach potrafiła go wykorzystać, w trzecim pojawił się jednak problem. Sabalenka wywalczyła pierwszego break pointa, miała piłkę w grze, ale jednak ją wyrzuciła. Za chwilę okazja przepadła, Kazaszka prowadziła 3:2.

A później nastąpiłą kluczowa chwila w tym secie - to jednak Rybakina "złamała" liderkę rankingu, to ona wywalczyła breaka. I obroniła tę przewagę w kolejnym gemie, mimo że było już 15-40. Przy drugim break poincie decydowały milimetry, gdy huknęła w linię po przekątnej. Sabalenka zaś wyglądała na coraz bardziej strapioną, nie spodziewała się chyba aż takiej formy rywalki. Tej samej, którą łatwo ograła w Wuhanie.
To była ostatnia porażka Rybakiny, później już tylko wygrywała, co zaprowadziło ją do tego finału.
Po trzech kwadransach Jelena mogła zapisać partię na swoje konto, wygrała 6:3.
Nerwy Sabalenki, historyczny tytuł wymykał się z rąk. Jelena Rybakina na tropie rekordu świata
Rzadko się zdarza, by Sabalenka między setami udawała się do szatni. A tu ta chwila nastąpiła, co też pokazywało jej obawy i emocje. 16 winnerów Rybakiny w pierwszej partii -to był dorobek znakomity, błędów miała aż o sześć mniej. Raczej żadna zawodniczka na świecie nie poradziłaby sobie w starciu z tak dysponowaną Kazaszką.
Sabalenka próbowała różnych sztuczek, ale nie grała równo. W trzecim gemie broniła dwóch break pointów, w drugiej akcji miała do dyspozycji już tylko drugie podanie. Rybakina zepsuła tę akcję, posłała return w siatkę. Miała czego żałować.
Kazaszka bowiem swoje gemy wygrywała łatwo, do zera. Potrzebowała jednak przełamania, by mieć już autostradę do tego wspaniałego pucharu, który stał z boku kortu na specjalnej konstrukcji. Aryna była słabsza w tym spotkaniu, ale przecież wielokrotnie potrafiła wychodzić z takich opresji. W siódmym gemie Rybakina doprowadziła ze stanu 40-15 dla rywalki do równowagi, na jej twarzy nie było widać żadnych emocji. Liderka rankingu zaś buzowała, ale znów jednak zdołała się obronić.
W dziewiątym gemie było już 0-30, Sabalenka serwowała. Za moment Aryna wyrzuciła bekhend tuż za linię, na 15-40. Faworytka była już praktycznie na deskach, jeden punkt pewnie zabrałby emocje. I nagle zawodniczka z Mińska posłała kilka takich serwisów, do których nie zdążyła nawet Rybakina. A na tablicy pojawiały się prędkości ponad 190 km/godz.

Rybakina musiała kolejnego gema wygrać, w pierwszych czterech swoich serwisowych oddała rywalce zaledwie dwa punkty. Teraz zaczęła od podwójnej pomyłki, za chwilę Sabalenka miała dwa setbole. Przy pierwszym piłka, po taśmie, trafiła w linię, tuż przed Arynę. Drugą szansę liderka rankingu sama zepsuła, returnem.
Ostatecznie decydował tie-break, chyba najbardziej sprawiedliwy w tym kosmicznym, galaktycznym secie. A w nim już w pierwszej akcji Kazaszka wywalczyła małe przełamanie, za moment prowadziła 3-0. A później 4-0. I 7-0 na koniec. Niemal przez cały sezon Sabalenka nie przegrywała tie-breaków, była w nich najlepsza na świecie. Dziś nie zdobyła nawet punktu.
W 2022 roku w Fort Worth w Teksasie WTA Finals wygrał duet Elise Mertens/Weronika Kudiermietowa. Aryna Sabalenka przegrała wtedy fiinał. Trzy lata później w Rijadzie historia się powtórzyła
Rekordowa wypłata w historii wpłynie na konto Kazaszki.
Szczegółowy zapis relacji z finału Aryny Sabalenki z Jeleną Rybakiną jest dostępny TUTAJ.
















