Niespodzianka w meczu Majchrzaka o ćwierćfinał ATP. Turniejowa "5" odpada
Kwiecień to czas, gdy rywalizacja w głównym cyklu przenosi się na mączkę. Trwa obecnie m.in. turniej ATP 250 w Marrakeszu. Nie brakuje w nim polskich akcentów. Dziś o ćwierćfinał w singlu walczył Kamil Majchrzak. Nasz reprezentant zmierzył się z Argentyńczykiem - Marco Trungellitim. Panowie stoczyli ze sobą pojedynek, w którym doszło do tylko jednego przełamania. Ostatecznie skończyło się niespodziewaną eliminacją zawodnika rozstawionego z "5".

W najnowszym notowaniu rankingu, które ukazało się 30 marca, Kamil Majchrzak awansował na 53. miejsce - najwyższe w dotychczasowej karierze. Przed naszym reprezentantem widniał jednak wymagający czas, bowiem czekała go obrona punktów za ubiegłoroczny półfinał imprezy rangi "250" w Marrakeszu oraz tytuł ATP Challenger 100 w Madrycie. Najpierw przyszedł czas na ponowną wizytę w Maroku.
Rozpoczęła się ona od trzysetowego starcia z Juanem Manuelem Cerundolo. Ostatecznie mecz zakończył się zwycięstwem zawodnika rozstawionego z "5" - 7:6(3), 3:6, 6:3. Majchrzak nie dostał zbyt wiele czasu na odpoczynek, podobnie jak jego kolejny rywal - Marco Trungelliti. Panowie już dzisiaj przystąpili do rywalizacji o ćwierćfinał. Obaj stoczyli ze sobą cztery pojedynki na przestrzeni ostatnich dwóch lat - trzykrotnie zwyciężył Polak, a raz tenisista z Argentyny. Tak się składa, że poprzednie bezpośrednie spotkanie stoczyli... rok temu, podczas pierwszej rundy eliminacji w Marrakeszu. Wtedy Majchrzak wygrał 6:4, 6:3.
Obecnie panowie znajdują się na nieco innych etapach, czego najlepszym dowodem jest pozycja w męskim zestawieniu. Zawodnik z Ameryki Południowej plasuje się o 64 lokaty niżej, jest dopiero 117. Na mączce zawsze stanowi jednak zagrożenie. Do rywalizacji z Kamilem przystępował z serią ośmiu zwycięstw z rzędu. Kapitalną passę zainaugurował podczas Challengera w Rwandzie i kontynuował ją w turnieju ATP na terenie Maroka. Nasz reprezentant chciał przerwać triumfalny marsz rywala. To właśnie 30-latek pochodzący z Piotrkowa Trybunalskiego przystępował do pojedynku w roli faworyta.
ATP Marrakesz: Kamil Majchrzak kontra Marco Trungelliti w drugiej rundzie
Mecz rozpoczął się od serwisu Majchrzaka. Nasz reprezentant od pierwszego gema musiał solidnie pracować na utrzymywanie własnych podań. Trungelliti już na "dzień dobry" wypracował sobie break pointa. Kolejne okazje dla Marco pojawiały się w trakcie trzeciego i piątego rozdania. Wtedy zawodnik z Argentyny posiadał nawet po dwie szanse, ale za każdym razem Kamil wychodził z opresji i dokładał kolejne "oczka" na swoje konto. Przy stanie 5:4 dla Polaka, nadszedł premierowy sprawdzian dla przeciwnika. Po błędzie 117. rakiety świata, Majchrzak doczekał się pierwszego break pointa, który był jednocześnie setbolem.
Ostatecznie Trungelliti wyszedł jednak z opresji i wyrównał na 5:5. Po chwili Marco znów próbował przełamać serwis naszego tenisisty, ale Kamil wrócił ze stanu 15-30 i zapisał na swoim koncie "oczko" po walce na przewagi. Finalnie o losach partii decydował dopiero tie-break. Już w pierwszej akcji reprezentant Argentyny uzyskał mini przełamanie, po błędzie Polaka. W następnych akcjach to potwierdził, wychodząc na prowadzenie 3-0. Majchrzak próbował gonić przeciwnika - łapał z nim kontakt, dochodząc na jeden punkt. Niestety, break z początku rozgrywki okazał sie kluczowy dla losów premierowej odsłony. Dzięki temu to 117. tenisista rankingu ATP wygrał seta 7:6(4).
Z każdą kolejną minutą sytuacja Majchrzaka stawała się coraz trudniejsza. W drugim gemie następnej partii obejrzeliśmy przełamanie na korzyść Trungellitiego. Potem Argentyńczyk wyszedł ze stanu 15-30 i potwierdził breaka swoim serwisiem. W trakcie czwartego rozdania pojawiły się dwie szanse z rzędu dla Marco na 4:0. Kamil uniknął podwójnej utraty podania na starcie seta, ale wciąż znajdował się w poważnych opałach. Marco bardzo pewnie dorzucał kolejne "oczka" i przerzucał ciężar gry na serwis naszego reprezentanta.
W szóstym gemie Majchrzak wrócił jeszcze z 0-30, a w ósmym - obronił trzy meczbole z rzędu. Presja zamykania spotkania przeszła w ten sposób na podanie Trungellitiego. Tenisista z drugiej setki nie miał jednak żadnych problemów. Wykonał swoje zadanie perfekcyjnie, nie tracąc choćby jednego punktu. Ostatecznie reprezentant Argentyny zwyciężył 7:6(4), 6:3. Tym samym Kamil nie obroni swojej zdobyczy sprzed roku i spadnie o kilka miejsc w rankingu. Dziś powalczy jeszcze o ćwierćfinał w deblu, w duecie z Karolem Drzewieckim. Polacy zmierzą się z duetem Ignacio Buse/Inigo Cervantes.















