Niedługa przygoda Rybakiny z 2. rundą w Dubaju. Świątek czekała na wynik
Dawno nie było tak kuriozalnego turnieju rangi 1000, jak ten obecny w Dubaju. Do wczoraj mieliśmy aż 18 wycofań, jeden walkower i jeden krecz. A dziś doszły kolejne dwa walkowery i dwa krecze, zawodniczki są wyczerpane tak intensywnym kalendarzem. Tyle że w tej całej sytuacji, przy rezygnacji Igi Świątek, Jelena Rybakina dostała szansę pierwszego w karierze awansu na pozycję wiceliderki światowego rankingu. Jest warunek: musi dojść do finału zawodów w ZEA. We wtorek zagrała mecz w drugiej rundzie - starcie trwało równą godzinę.

Już w Dosze organizatorzy musieli pogodzić się z tym, że aż 15 zawodniczek zgłoszonych do rywalizacji podziękowało za udział przed wyjściem na kort. W Dubaju liczba ta wzrosła, a po raz pierwszy od 2018 roku w regularnym turnieju rangi 1000 zabrakło tak Igi Świątek, jak i Aryny Sabalenki.
Obie nie ukrywają, że mają dość tak napiętego kalendarza, a organizowanie dwóch turniejów z rzędu tej rangi, najwyższej po Szlemach, jest trochę nieodpowiedzialne. Zwłaszcza że między końcem zmagań w Melbourne a pierwszą rundą w Dosze było zaledwie osiem dni.
Stąd tak liczne wycofania, ale i kontuzje. Dziś do swoich spotkań nie wyszły Sara Bejlek oraz Daria Kasatkina, obie występowały jeszcze wczoraj. A Ella Seidel czy Paula Badosa podziękowały rywalkom po przegranych pierwszych setach.
Polskich kibiców może cieszyć bardzo dobra dyspozycja Magdy Linette, która wygrała już drugie trzysetowe spotkanie. A tym razem okazała się lepsza od rozstawionej z "8" Jekateriny Aleksandrowej - w nagrodę w środę o 8 rano polskiego czasu będzie rywalizować o ćwierćfinał z Clarą Tauson.
WTA 1000 w Dubaju. Jelena Rybakina ruszyła do ataku. Cel: miejsce numer 2 na świecie
Turniej w Dubaju jest niezwykle istotny dla Jeleny Rybakiny, która w przeszłości też miewała problemy zdrowotne z uwagi na złe ustawienie kalendarza, wybierała za dużo imprez. Sukces w Australian Open sprawił, że zrezygnowała z obrony punktów za zeszłoroczny półfinał w Abu Zabi. W Dosze już wystąpiła, przegrała z Victorią Mboko w 1/4. A w Dubaju stanęła przed szansą pierwszego w karierze awansu na pozycję światowej "2" - kosztem Igi Świątek.

W ostatniej aktualizacji rankingu Kazaszka traciła do Polki 280 punktów, więc w teorii powinno jej do tego wystarczyć miejsce w półfinale. Sytuacja wygląda jednak trochę inaczej - Świątek mniej ugrała od Kazaszki w Dubaju rok temu, a do tego w miejsce utraconej zdobyczy wskoczą jej punkty za trzecią rundę z Rzymu. W tej sytuacji Rybakina będzie wiceliderką, jeśli awansuje do finału.
Losowanie było dla niej dość niebezpieczne, ale wszystko zaczęło się kształtować po myśli Kazaszki wraz z decyzją Karoliny Muchovej, mistrzyni WTA 1000 w Dohy.
Czeszka się wycofała, a to ona mogła wpaść na Rybakinę już na etapie trzeciej rundy. W tej sytuacji zagrożeniem może być Belinda Bencic lub Elina Switolina w ćwierćfinale, raczej trudno takiego spodziewać się po Coco Gauff czy Jasmine Paolini rundę dalej, jeśli w ogóle tam awansują. Obie są w kiepskiej dyspozycji.
Nikt się też chyba nie spodziewał, że turniejową "1" może pod ścianą postawić Kimberly Birrell, która całkiem nieźle weszła w ten sezon i wróciła do TOP 100 rankingu. Australijka zagrała nawet w półfinale turnieju WTA 500 w Adelajdzie, co i tak jest sporym wyczynem.
Dziś na korcie centralnym jednak nie zaistniała, pierwszy set trwał 22,5 minuty. Po kwadransie było zaś 4:0, a Rybakina wygrała 12 z 13 pierwszych akcji w meczu.
Birrell nie miała nic do powiedzenia przy serwisie rywalki, ale też i jej podanie nie sprawiało żadnego problemu faworytce. Ugrała zaledwie dziewięć punktów, ani razu nie było choćby stanu równowagi. "Uratował" ją szósty gem, nie skończyło się na laniu do zera. Było 6:1.
I niewiele wskazywało, że drugi set może potoczyć się jakimś innym rytmem. Australijka wygrała co prawda gema otwarcia, ale już pięć kolejnych przegrała. Rybakina momentami sprawiała wrażenie, jakby przeprowadzała testy, zwłaszcza przy drugim podaniu.
Dość nieoczekiwanie, Birrell zaczęła grać na pograniczu maksymalnego ryzyka w... samej końcówce. Wygrała swojego gema, było więc 2:5. Za chwilę wywalczyła, piękną akcją, pierwszego break pointa w spotkaniu. A później drugiego i trzeciego. Tyle że przy wszystkich zawodziła, najpierw przegrała wymianę, później uderzyła za mocno, a na końcu - w siatkę. I za moment Jelena mecz zakończyła - wygrała 6:1, 6:2.
A jeśli wygra jeszcze trzy spotkania, to w piątek zostanie nową wiceliderką rankingu. I do zmagań w Indian Wells czy Miami przystąpi jako ta rozstawiona na samym dole drabinki.














