Największa rywalka Świątek wypada z gry. Sensacja na Bliskim Wschodzie
Rok temu Amanda Anisimova rozpoczęła swój wielki powrót do ścisłej czołówki właśnie w Dosze - tu zdobyła tytuł WTA 1000. A później były finały Wimbledonu i US Open, ale też i prestiżowa wygrana w Pekinie. Eksperci zapowiadali, że wkrótce może zagrozić Arynie Sabalence, powalczyć o światową "1". To musi jednak poczekać, Amerykanka nie obroni w Katarze tytułu, poległa już na pierwszej przeszkodzie. Mimo że prowadziła z byłą liderką WTA już 7:5 i 3:0. A to przecież ona miała być największą rywalką Igi w górnej części drabinki.

Takiego scenariusz nikt się chyba nie spodziewał. Amanda Anisimova była jedną z faworytek do tytułu w Dosze, na tych właśnie kortach odbudowała swoją formę rok temu wygrała tu tytuł, ogrywając w finale Jelenę Ostapenko.
W poniedziałek rozstawiona z "3" Amerykanka zaczynała zmagania od starcia z Karoliną Pliskovą. Czeszka niegdyś była zawodniczką niemal wybitną, bo tak można nazwać tenisistkę, która wskoczyła na pozycję numer 1 w rankingu WTA. Ale "niemal", bo jednak nigdy nie wygrała turnieju wielkoszlemowego, co ciąży jej do dziś.
Ma niespełna 34 lata, ponad roczną przerwę za sobą, bo musiała przejść operację stawu skokowego. Wróciła zeszłej jesieni, męczyła się w turniejach rangi 125, aż uznała, że lepiej jeszcze potrenować. Pierwsze przebłyski miała w Australian Open, ograła tam Janice Tjen i Sloane Stephens. Ale żeby w Dosze ograć Anisimovą, na dodatek mając już w nogach niedzielne starcie z Solaną SIerrą? Tego chyba nikt nie zakładał.
WTA Doha. Amanda Anisimova zaczęła walkę o obronę tytułu. Karolina Pliskova rywalką
Zdobyty rok temu przez Amerykanką tytuł w Dosze był sporą niespodzianką, zaczynała bowiem turniej jako 41. zawodniczka rankingu. I nie miała szczególnie wyboistej drogi, tylko w drugiej rundzie zmierzyła się z zawodniczką z TOP 10. I to z Paulą Badosą, dziesiątą na świecie, która miała już problemy z plecami.
A jednak pokonywała wszystkie kolejne przeszkody, w półfinale okazała się lepsza od Jekateriny Aleksandrowej, w finale zaś - od Ostapenko. I zgarnęła pierwszy w sezonie tytuł WTA 1000.

Teraz można było oczekiwać, że będzie najgroźniejszą rywalką Igi Świątek na drodze do finału tej imprezy, obie trafiły do tej samej części drabinki. Tyle że tak się nie stanie.
Już pierwszy set pokazał, że ten mecz nie będzie dla faworytki łatwą przeprawą. Owszem, Anisimova miałą sporo wygrywających zagrać, szybko przełamała Czeszkę na 3:1, ale jednocześnie też sama popełniała sporo błędów. Pliskova zaś kalkulowała, czy warto ruszać się do potężnych uderzeń Amandy, czy lepiej może odpuszczać i skupiać się na kolejnych akcjach.
A jednocześnie starsza z zawodniczek też potrafiła zaskakiwać w dłuższych wymianach, uderzała mocno, rozrzucała rywalkę. Zdołała wyrównać na 4:4, ale w końcówce partii to Anisimova nieco lepiej spisywała się na returnie. I to ona wygrała tego seta 7:5.
A gdy w drugim prowadziła 3:0, oddając Czeszce pięć punktów, wydawało się, że jest po meczu.
I wtedy doszło do zaskakującego zwrotu, Pliskova wygrała cztery kolejne gemy. Teraz to ona dyktowała warunki, a Amerykanka z każdą kolejną minutą była coraz bardziej zestresowana, wręcz sparaliżowana. Doszło do tie-breaka, w nim Czeszka grała rewelacyjnie. Pierwszy błąd popełniła przy stanie 6-2. Ale za moment, efektownym smeczem, wyrównała stan meczu.
Decydował więc trzeci set, Anisimova znacznie gorzej już się ruszała. Gdy go zaczynały, zegar pokazywał już dwie godziny gry. Ale to młodsza z zawodniczek odczuła trudy, zapewne połączone ze zdenerwowaniem. Przy stanie 1:2 poprosiła o przerwę medyczną, po niej zaś została przełamana.
A gdy przegrała gema na 1:4, poddała spotkanie.
I to Pliskova zagra w trzeciej rundzie z lepszą z pary: Karolina Muchova - Tereza Valentova.















