Reklama

Reklama

Najbardziej wyszło jej spaghetti

Maria Szarapowa na Warsaw Open to obok ogłoszenia miast Euro 2012 z pewnością sportowe wydarzenie miesiąca w naszym kraju.

Nie codziennie imprezy organizowane w naszym kraju odwiedzają gwiazdy największego formatu. Nie do wszystkich to chyba dociera, bo w przeciwnym razie na meczu Szarapowej z Tathianą Garbin na kortach Legii nie byłoby wolnego miejsca, a tymczasem przyszło tylko dwa tysiące kibiców.

Szarapowa z meczu na mecz będzie się rozkręcać. Nie inaczej będzie pewnie z polskimi fanami tenisa.

Maria jest czarująca i nie daje po sobie poczuć, że jest gwiazdą największego formatu, za którą krocie płacą koncerny reklamujące się poprzez sport. Właśnie im, sponsorom poświęciła sporo czasu z dziewięciomiesięcznego okresu leczenia kontuzji.

Reklama

- Odnowiłam kontakty, pozawierałam nowe - opowiadała w Warszawie Szarapowa. - Ale przez te dziewięć miesięcy miałam też czas na rozmyślanie. Nigdy nie zapomnę tego, co osiągnęłam, ani tego skąd się wywodzę. Doszłam jednak do wniosku, że choć wygrałam wiele jak na 22-latkę, czującą się jednak jak trzydziestolatka (śmiech), nie osiągnęłam wszystkiego. Przede mną jest jeszcze wiele do wygrania - mobilizuje się Maria.

Tak poważne wyznanie przeplotła z żartobliwym: - Jedno jest pewne: przez te dziewięć miesięcy najbardziej mi wyszła pasta carbonara - uśmiechała się Szarapowa.

Zobacz zapis konferencji prasowej z Marią Szarapową

- Uwierzcie, można trenować tygodniami i miesiącami, ale nic nie zastąpi turniejowego ogrania, meczów z sędzią, walczącą na serio rywalką i żywiołowo reagującą publicznością. Dlatego cieszę się, że tu jestem i wreszcie wróciłam do gry - nie kryła Rosjanka. - Gdy wróciłam do reżimu treningowego i związanej z nim diety - suchego makaronu, nieraz bez sosu, zapytałam sama siebie: "Czy to jest to, o czym marzyłaś, co chciałaś robić?", ale po wyjściu na kort nie miałam już żadnych wątpliwości - ja tenis, mecze po prostu kocham. Przez ostatnie dziewięć miesięcy byłam tylko kibicem zawodniczek z czołówki. Teraz wracam do gry!

Jak przystało na wizytę w Polsce, nie mogło się obyć bez - kurtuazyjnego, ale chyba szczerego - pochwalenia Agnieszki Radwańskiej. Maria ceni krakowiankę szczególnie za umiejętność obrony i spory potencjał. - Grając z nią trzeba się sporo namęczyć, pamiętam to dobrze - wspominała porażkę z Polką na US Open 2007.

- Kiedy wrócę do wielkiej formy? Tego naprawdę nie wiem. To zależy od wielu czynników: mojego ramienia, czy będzie mi dokuczać, czy nie, od psychiki, formy - wyliczała.

Poproszona o wrażenia z pobytu w Warszawie Szarapowa wyznała, że zdążyła zobaczyć tylko Starówkę. - Ogólnie, z tego, co widzę jeżdżąc samochodem, dochodzę do wniosku, że miasto jest podobne do naszych rosyjskich. Kuchnię też macie zbliżoną do naszej, staram się ją właśnie poznawać - dodawała.

Maria Szarapowa przyjaźni się z wieloma rosyjskimi gwiazdami hokeja, występującymi w NHL i nie tylko. Gdy osiem dni temu "sborna" zdobyła mistrzostwo świata, tenisistka była jeszcze w USA. - Ale wszystko dokładnie wiem o tym, jak nasi grali z rozmów z dziadkiem, który jest zwariowany na punkcie hokeja. W Stanach jedni mnie ciągnęli na koszykówkę, inni na NHL - opowiadała.

Michał Białoński, Warszawa

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje