Nagły komunikat z Kazachstanu. Rywalka Świątek ogłasza koniec kariery
W piątek w siedmiu miasta na świecie rozpoczęła się batalia o miejsca w finałowych zmaganiach Billie Jean King Cup - te odbędą się we wrześniu w Shenzhen. W tym w Gliwicach, z udziałem Polski i Ukrainy, ale i w Astanie, gdzie Kazachstan podejmuje Kanadę. Bez największej gwiazdy gospodarzy, Jeleny Rybakiny, ale też i bez zawodniczki, która niespełna trzy tygodnie temu grała przeciwko Pauli Badosie w Australian Open. A wcześniej rywalizowała m.in. z Igą Świątek, Magdą Linette czy Magdaleną Fręch. Właśnie dziś poinformowała o końcu kariery.

Zmagania w BJK Cup odbywają się w siedmiu miejscach - wyłonią siedem drużyn, które wrześniu dołączą do Chin i w Shenzhen powalczą o drużynowe mistrzostwo świata. Takie nadzieje miały też Polski, choć zapewne nic z tego nie wyjdzie, skoro po pierwszy dniu nasz zespół, bez Igi Świątek i Magdaleny Fręch, przegrywa 0:2 z Ukrainą. A rywalki są w najmocniejszym składzie.
Większość tenisistek z czołówki światowego rankingu, te które mogły, odpuściło zresztą zmagania. Grają tylko Elina Switolina i Jasmine Paolini, zrezygnowały zaś: Jelena Rybakina, Iga Świątek, Coco Gauff, Amanda Anisimova, Jessica Pegula i Victoria Mboko. Polka mogłaby mierzyć się z Ukrainkami w Gliwicach, Kazaszka - z Kanadyjkami w Astanie. Co tu dużo kryć: ewentualne starcia Świątek - Switolina czy Rybakina - Mboko byłby wielką atrakcją.
Igę i Jelenę zobaczymy za to już w przyszłym tygodniu w Stuttgarcie.
O ile Polska nie ma większych szans w starciu z Ukrainą, to Kazachstan może sobie poradzić bez Rybakiny, bo Kanada też wysłała do Astany głębokie rezerwy. Po pierwszym dniu jest 1:1, punkt dla gospodarzy wywalczyła Julia Putincewa. A Kazachstan ma też atut w deblu - jest nim osoba Anny Daniliny, tegorocznej finalistki Australian Open i Indian Wells w grze podwójnej, ale też mistrzyni z Dohy.
Jest jednak wiadomość, która w tym właśnie dniu zasmuciła kazachskich kibiców. O zakończeniu kariery poinformowała tenisistka, która na kortach spędziła ponad połowę swojego życia. A w styczniu zagrała ostatni mecz w Australian Open.
"Niesamowita podróż dziewczyny z Ałmatów". Mistrzyni WTA Tokio zakończyła karierę
Tą zawodniczką jest Zarina Dijas, której losy często splatały się z polskim tenisem. Swój pierwszy mecz w zawodach ITF rozegrała w Bratysławie dwa dni po 14. urodzinach - przegrała z Andreą Hlavackovą. A pierwszy w WTA - pół roku później, w eliminacjach turnieju w Pradze. I przegrała go z Klaudią Jans, choć pierwszego seta wygrała 6:0.

Później z Polkami rywalizowała kilkanaście razy, czterokrotnie z Magdą Linette, w tym w finale turnieju w Manchesterze, raz z Igą Świątek w Miami, raz z Magdaleną Fręch. W 2017 roku wygrała turniej w Tokio, zaczynając grę w trzystopniowych kwalifikacjach. Wróciła do TOP 50 rankingu WTA, wcześniej była w nim nawet 31.
W 2022 roku przerwała karierę na dwa lata, próbowała jeszcze wrócić do touru. Latem 2024 wystąpiła w WTA 125 w Warszawie - po trzygodzinnym dreszczowcu pokonała Martynę Kubkę, później uległa gładko Mai Chwalińskiej. Ostatnie spotkanie rozegrała w styczniu w Melbourne - przegrała 2:6, 4:6 z Paulą Badosą.
Właśnie w dniu starcia Kazachstanu z Kanadą w BJK Cup poinformowała, że w wieku 32 lat zdecydowała się zakończyć karierę.
Dziś zamykam jeden z najważniejszych rozdziałów mojego życia kończę zawodową karierę tenisową.
- To była niesamowita podróż, droga dziewczyny z Ałmatów, która od dziecka marzyła o grze na światowych arenach, wygrywaniu turniejów i zostaniu jedną z najlepszych na świecie - napisała w mediach społecznościowych. I zaznaczyła, że to marzenie się spełniło, mogła reprezentować kraj w igrzyskach olimpijskich. "To zawsze będzie w moim sercu" - napisała.
A kto wie, być może była najlepszą kazachską tenisistką w XXI wieku, która... urodziła się w tym kraju. Rybakina, Putincewa, Danilina czy wcześniej Jarosława Szwiedowa bądź Galina Woskobojewa to bowiem zawodniczki naturalizowane, pochodzące z Rosji.











