Nagłe sceny w meczu Polki z Ukrainką. Jak to się mogło stać? Jest komentarz
Gdyby Katarzyna Kawa była w stanie utrzymać poziom z początku meczu z siódmą tenisistką świata Eliną Switoliną... Polka, choć sama nie trzymała swojego podania, dwukrotnie tym samym odpłaciła się w gemach pierwszym i trzecim liderce reprezentacji Ukrainy w meczu Billie Jean King Cup. Później jednak mogliśmy dobitnie przekonać się, dlaczego nasza zawodniczka zajmuje dopiero 160. miejsce w rankingu WTA. Sama wskazała kluczowy moment, gdy mecz w jednej chwili wymknął jej się spod kontroli.

Start pojedynku Kawy ze Switoliną, drugi w kolejności po przegranym przez Magdę Linette starciu z Martą Kostiuk, był naprawdę obiecujący. Niby każdy wiedział, że w pewnym momencie może zacząć zaznaczać się różnica, ale w sporcie zawsze jest miejsce na "grube" niespodzianki, a nawet sensacje.
Katarzyna Kawa: Mecz kompletnie wymknął się spod kontroli
Podopieczna trenera Macieja Domki w reprezentacji ma już bardzo długi staż, debiutowała w 2016 roku. Od tego czasu otrzymała osiem powołań, a bilans jej występów przed potyczką z Eliną Switoliną w grze pojedynczej wynosił 2-3, z kolei w grze podwójnej 45-4.
Po zaledwie 53 minutach na korcie, na nawierzchni ziemnej, stosunek wygranych do przegranych uległ pogorszeniu. Zanim to jednak nastąpiło, początek w wykonaniu Kawy, co podkreśliła sama zawodniczka, był bardzo dobry. Weszła na wysokie tempo i zaczęła budować w sobie poczucie, że może zawalczyć, ale...
- W pewnym momencie odrobinę zwolniłam i ten mecz nagle kompletnie wymknął się spod kontroli. Tutaj przeciwniczka pokazała swoją klasę, dlaczego jest tam gdzie jest. I zapewne różnicę robi to, że umie utrzymywać jakość na przestrzeni całego meczu, a ja tego jeszcze nie potrafię - powiedziała 33-letnia tenisistka.
Naturalnie nasunęło się pytanie, dlatego zwolniła, skoro podyktowane tempo gry wyraźnie było jej sprzymierzeńcem.
- Zrobiłam kilka błędów i myślałam, że jeżeli wejdę w wymianę, to będzie dla mnie lepiej. A to pozwoliło przeciwniczce wzbić się na jeszcze wyższy poziom. Niestety nie mam jeszcze takiego doświadczenia w grze na tym poziomie, żeby podjąć odpowiednie decyzje. Miałam pomoc trenera z ławki, ale też przy dużej ilości błędów siłowanie się nie ma sensu. Zapewne jest to dla mnie lekcja - odparła Kawa, która w singlu najwyżej w karierze notowana była na 112. miejscu (2020 rok), a w deblu na 64. pozycji (2022 rok).
Jaka nauka płynie z tej lekcji, która dotkliwa była zwłaszcza w drugim secie? Całe spotkanie rozstrzygnęło się w dwóch setach wynikiem 2:6, 1:6.
- Potrzebuję wykonać pewną pracę i wyciągnąć wnioski. Nie jest to coś, co jestem w stanie zmienić z dnia na dzień, ale widzę, do czego muszę dążyć. Może kolejnego dnia Elina nie trafiłaby tylu piłek przy linii, co nie jest proste, a widać było w pewnym momencie, że czego się nie dotknie, po prostu gra świetnie. To też nie jest codzienna sytuacja. Jest bardzo dobrą zawodniczką, ale to nie znaczy, że musi trafiać wszystko przy liniach - oceniła reprezentantka Polski.
Wskazując na największą różnicę między sobą i Switoliną raz jeszcze wytypowała umiejętność utrzymywania gry na tym samym tempie, ale ze znacznie większą dokładnością. - I to jest ta różnica. Ja takiej dokładności nie byłam w stanie utrzymać - spuentowała.
Z Gliwic - Artur Gac













