Nagła decyzja mistrzyni z Paryża, Fręch dostała drugie życie. Na 87 minut
Formalnie dla Magdaleny Fręch turniej WTA 1000 w Dubaju powinen się zakończyć w sobotę - wraz z porażką w finale kwalifikacji z Warwarą Graczową. Łodzianka nie załapała się w pierwszym rzucie na dwa wolne miejsca jako "szczęśliwa przegrana", ale farta miała dzisiaj. Wycofanie z powodu choroby Qinwen Zheng sprawiło, że losowano kolejną "lucky loser". I trafiło na Fręch, która w tej sytuacji zmierzyła się z Peyton Stearns. Szanse Łodzianki wyglądały nieźle - i to z dwóch powodów.

Tydzień temu w Dosze Magdalena Fręch przegrała finał kwalifikacji z Wierą Zwonariową, ale liczne wycofania zawodniczek z głównej drabinki, także już po jej wylosowaniu, sprawiły, że Łodzianka dość szybko wróciła do gry - zastąpiła Paulę Badosę. Trafiła na rozstawioną Ludmiłę Samsonową, sprawiła sporą niespodziankę. Mimo trzech piłek meczowych dla Rosjanki. Odpadła jednak na kolejnym etapie, uległa Ann Li, trochę punktów do rankingu zdołała jednak zyskać.
Podobny plan był na turniej w Dosze, w którym Magdalenie znów do miejsca w głównej drabince zabrakło kilku pozycji. W eliminacjach została rozstawiona z "szóstką", pewnie awansowała do ich finału. A tu przegrała z Warwarą Graczową, formalnie była czwartą oczekującą na pozycję "szczęśliwej przegranej". W pierwszym rzucie miejsce w zasadniczej części zmagań zajęły: Peyton Stearns i Hailey Baptiste. A dziś rano okazało się, że niedysponowana mistrzyni olimpijska z Paryża Qinwen Zheng też jednak nie wystąpi w Dubaju. I to jej miejsce zajęła w drabince Polka.
A żeby było ciekawiej, Łodzianka wpadła na... Stearns, która też przecież dostała się do głównej drabinki po przegranym finale eliminacji, w sobotę uległa Gabrieli Ruse. Na korzyść Magdaleny przemawiało też ich ostatnie starcie, z drugiej rundy US Open. Kilka miesięcy temu w Nowym Jorku Polka odwróciła losy spotkania, wyeliminowała Amerykankę.
Teraz jednak losy meczu potoczyły się zupełnie inaczej.
WTA 1000 w Dubaju. Magdalena Fręch kontra Peyton Stearns. Stawką druga runda turnieju
Fręch całkiem nieźle zaczęła ten sezon, miała kilka dobrych spotkań, ale nieudane starcie w Melbourne z Jasmine Paolini, przerywane deszczem, jakby coś zachwiało jej pewnością własnych umiejętności. A zwłaszcza drugim serwisem.

To właśnie tu była największa różnica w starciu ze Stearns. Może zrozumieć to, że Amerykanka potrafi bardzo mocno wprowadzać piłkę do gry - dziś posyłała asy z prędkością przekraczającą 180 km/godz., a momentami nawet dochodzącą do 190. Tyle ze drugie były już lżejsze, a i tak skuteczne. Polka zaś jeszcze pierwszym podaniem się broniła, ale drugie było już słabe - rywalka momentalnie przejmowała inicjatywę.
Fręch została przełamana już w trzecim gemie - tym razem zabrakło odwagi, by przejmować inicjatywę w tych ważnych momentach. Stearns dwa razy z rzędu zaatakowała piłki grana w okolicę linii serwisowej, w sam środek kortu. I zdobyła breaka. Sama zaś nie dawała Polce żadnych okazji we własnych gemach. To spowodowało, że pierwsza partia zakończyła się jej sukcesem - 6:4.
Na starcie drugiej Magdalena znów została przełamana, ale za moment dostała - jak się później okazało - jedyną szansę powrotu. Miała trzy break pointy, potrafiła wyjść z trudnej sytuacji, od 15-40 do przewagi. I nie wykorzystała szansy, że rywalce zostawał drugi serwis. Dwa razy wyrzucona piłka, raz siatka, a za moment 0:2. Później zaś - 0:4.
Jasne się stało, że Polka będzie potrzebowała już jakiegoś cudu. Ten nie nastąpił, choć w końcówce meczu Fręch jeszcze walczyła. Przegrała 4:6, 2:6 - dla niej turniej się skończył.
Kolejny występ może nastąpić już za tydzień - podopieczna trenera Andrzeja Kobierskiego jest na liście zgłoszeń do WTA 500 w meksykańskiej Meridzie. Choć na razie też nie ma miejsca w głównej drabince, musi czekać na wycofania rywalek.














