Nadeszły wieści ws. meczu Świątek. Ekspert był w szoku. "Nie wyobrażałem sobie"
Iga Świątek zakończyła rywalizację w Stuttgarcie na etapie ćwierćfinału. Po pokonaniu Laury Siegemund nasza reprezentantka przegrała z Mirrą Andriejewą, choć w starciu z Rosjanką udało jej się triumfować w pierwszym secie. - W tamtym momencie nie wyobrażałem sobie, że Świątek może to spotkanie w jakikolwiek sposób wypuścić z rąk - mówi Karol Stopa w programie "Trzeci Serwis".

Iga Świątek wróciła do gry po niemal miesięcznej przerwie. Porażka z Magdą Linette sprawiła, że mistrzyni sześciu Wielkich Szlemów rozstała się z Wimem Fissette'm i zatrudniła Francisco Roiga, z którym trenowała na Majorce w akademii Rafaela Nadala.
Pierwszy raz pod wodzą nowego trenera Polka zagrała na Porsche Tennis Grand Prix. Na start rywalizacji w Stuttgarcie bez większych problemów pokonała Laurę Siegemund. - Początek tego pojedynku był taki, że powiedziałem swojej małżonce: Jeśli tu nie będzie 6:1, 6:1 albo 6:1, 6:0, to ja jestem chiński dobosz. No i jestem, bo Niemka zdobyła więcej gemów, ale tam ani przez chwilę nie było jakiegoś znaku zapytania - komentuje Karol Stopa w programie "Trzeci Serwis".
Widział, co Świątek zrobiła w meczu z Rosjanką. Nie mógł uwierzyć. Oto werdykt
Świątek wygrała z reprezentantką gospodarzy 6:2, 6:3. Popularny komentator i tenisowy fachowiec przyznał, że w kontekście tego meczu rezultat nie mógł być inny. - Iga dosyć swobodnie posyłała piłki tam, gdzie chciała (...) Nie grała przesadnie ostro, raczej stawiała na kierunki zagrań. To jest bardzo mądra taktyka. Siegemund nie jest zawodniczką, która może w jakikolwiek sposób ją skarcić. Grała na zasadzie: A, pójdę do siatki na wariata, może coś się uda. I coś tam się udało, ale to wszystko, co w tym spotkaniu utargowała Niemka - dodawał.
Wygrana sprawiła, że w ćwierćfinale zawodów WTA 500 w Stuttgarcie 24-latka zmierzyła się zMirrą Andriejewą. W pierwszym secie pokonała Rosjankę 6:3 po bardzo dobrej końcówce.
- Świątek źle zaczęła spotkanie w pierwszym secie. Ale potem końcówkę seta grała fenomenalnie. To był poziom zbliżony do tego, który oglądaliśmy w Indian Wells w spotkaniach z Muchovą czy Sakkari. W tamtym momencie nie wyobrażałem sobie, że Świątek może to spotkanie w jakikolwiek sposób wypuścić z rąk. Tym bardziej, że zaczęły się dąsy Andriejewej, zachowywała się jak obrażona - analizował Stopa.
Wcześniej ekspert wraz z Lechem Sidorem dyskutowali nt. formy 18-latki, która w ostatnich tygodniach jest bardzo przyzwoita. Jednocześnie nie ominęli tematu jej kontrowersyjnego zachowania na korcie. Andriejewa niejednokrotnie krzyczała do swojej trenerki Conchity Martínez czy rozbijała rakiety.
- Jakim cudem Świątek wypuściła drugiego seta przy stanie 4:4? - pyta ekspert. To jest kolejny temat do rozważań. Ale uważam, że do tego momentu naprawdę ciężko było do czegokolwiek się przyczepić. Pomyślałem sobie: Rewelacja. Jeśli tylko tak ma to wyglądać, to brawo (...) Dziwnym trafem wypuściła drugiego seta. W trzecim prowadziła 2:0. Wydawało się, że nie ma siły, która mogła by ją zniszczyć, odepchnąć. No i przyszła wywrotka w trzecim gemie, wyrównało się i poszło w drugą stronę (...) Można było sobie przypomnieć sytuacje ze spotkania z Linette, ze Switoliną, coś tam z tego wróciło (problemy z emocjami w kluczowych momentach - red.). Ale powtarzam - jest różnica, widać ją - dodawał pełen nadziei Karol Stopa.
Obecnie Iga Świątek przebywa w Madrycie, gdzie lada moment rozpocznie rywalizację w tamtejszym "tysięczniku".














