Na wynik czekała półfinalistka French Open. Pogoń Polki w trzecim secie
W piątek i sobotę polskie tenisistki rywalizowały w Gliwicach w BJK Cup. Na kortach ziemnych, ale pod dachem. Dwie z nich szybko przeniosły się nad Atlantyk - w portugalskim Oeiras zaczęły turniej WTA 125. Swoje pierwsze spotkanie gładko przegrała Katarzyna Kawa, Maja Chwalińska z kolei stoczyła trzysetowy bój z utalentowaną Hiszpanką Kaitlin Quevedo. Bój szalony, Polka prowadziła 3:0 w pierwszej partii, by ją przegrać 3:6. I przegrywała 1:4 w trzeciej, by zaatakować. A na wynik czekała już zawodniczka, która grała o finał French Open z Igą Świątek.

Portugalskie Oeiras, miasteczko położone niedaleko Lizbony, jest dość popularnym celem podróży zawodniczek z tzw. drugiego szeregu. To tu dość często odbywają się zmagania w zawodach o randze 125 tak pod dachem, jak i na powietrzu, ale też rywalizacja w grupie euro-afrykańskiej BJK Cup. W tych ostatnich rozgrywkach Polki występuję w Grupie Światowej, w piątek i sobotę grały więc w Gliwicach z Ukrainą. I tam były m.in. Katarzyna Kawa i Maja Chwalińska, które momentalnie przeniosły się do Portugalii. By też grać na mączce, ale nie pod dachem.
Turniejową "1" jest w Oeiras została Beatriz Haddad Maia - jeszcze niedawno zawodniczka z TOP 10 rankingu WTA. Próbuje się odbudować, a przecież mówimy o tenisistce, która zawsze była świetnie przygotowana fizycznie do każdej rywalizacji. W Paryżu stawiła opór samej Idze Świątek, a w 2023 roku walczyły przecież o finał Wielkiego Szlema. I Polka z dużym trudem tamto spotkanie.
Los chciał, że to właśnie Brazylijka mogła zostać drugą rywalką Mai Chwalińskiej. Wygrała swój mecz w pierwszej rundzie, później na plac gry wyszła Polka. Jej rywalką była 20-letnia Hiszpanka Kaitlin Quevedo - zawodniczka czyniąca duże postępy, absolwentka jednej z amerykańskich akademii. Mająca atuty zwłaszcza w ofensywie, co pokazała w spotkaniu z Chwalińską.
WTA 125 w Oeiras. Maja Chwalińska kontra Kaitlin Quevedo. Szalone zmiany w każdym secie
Maja zaczęła to spotkanie bardzo dobrze, żeby nie powiedzieć - wyśmienicie. Szybko zaliczyła dwa przełamania, odskoczyła na 3:0. Quevedo była zaskoczona stylem gry Polki, dopiero po chwili zaczęła pokazywać swoje atuty. Bardzo mocne uderzenia, spychające Chwalińską do defensywy. A 24-latka z Bielska-Białej sobie coraz gorzej radziła, przegrywała kolejne gemy. Quevedo w weekend była bohaterką reprezentacji Hiszpanii, wygrała dwa singlowe starcie w BJK ze Słowenią, dała drużynie awans do finału w Shenzhen.
Maja miała piłkę na 4:0, a przegrała seta 3:6.

W drugiej partii role się jednak odwróciły - Quevedo wywalczyła breaka na 2:1, by jednak seta przegrać 2:6. Decydował ten trzeci, znów iście szalony. Chwalińska nie potrafiła wygrać swojego gema serwisowego, trzykrotnie została przełamana, było już 4:1, patrząc z perspektywy jej rywalki. I uznała, że jednak trzeba spróbować czegoś innego, momentami odważniej atakować.
To dało efekt, Quevedo zaczęła się gubić. I grać nerwowo. Przy stanie 5:4 i 30-0 dla Chwalińskiej, wykrzyknięto auto Hiszpanki. Ta nie zgadzała się, brazylijska sędzia Aline da Rocha sprawdziła ślad piłki, przyznała jej rację. Niewiele to jednak zmieniło, bo Chwalińska dopięła swego - wygrała trwającą aż 160 minut batalię 3:6, 6:2, 6:4.
I to ona zagra z Beatriz Haddad Maią o ćwierćfinał.
Odpadła zaś Katarzyna Kawa - przegrała z rozstawioną z "5" Szwajcarką Simoną Waltert 1:6, 1:6.












