Na ten wynik czekała Sabalenka. Radość w Londynie po meczu Rybakiny
Turniej WTA 500 w Queens nie ma szczęścia do pogody - w czwartek anulowano wszystkie spotkania, w piątek gwiazdy musiały wyjść na kort po dwa razy. A Jelena Rybakina była o włos od porażki już w pierwszym starciu, z Tatjaną Marią. Wtedy po 130 minutach gry triumfowała. I gdyby w wieczornej sesji zdołała ograć Katie Boulter, w rankingu WTA Race znów byłaby druga, przed Aryną Sabalenką. Tymczasem Kazaszkę czekało jeszcze bardziej intensywne starcie, trwające aż 159 minut. I fizycznie go nie wytrzymała - przy olbrzymiej radości angielskich kibiców. Doszło do sporej sensacji.

Turniej WTA 500 w Queens jest pierwszą z trzech imprez rangi 500 przygotowujących czołówkę do Wimbledonu. Właśnie czołówkę, bo bardzo trudno jest się w nich dostać do głównych drabinek, zwłaszcza w Berlinie. Anglicy nie chcieli przyznać dzikiej karty Tatjanie Marii, która rok temu sensacyjnie wygrała tu tytuł. A ona znów przeszła eliminacje - i w piątek była, po 12 miesiącach, o włos od pokonania Jeleny Rybakiny. Wygrała pierwszego seta, w drugim prowadziła 5:4 i 30-0. I od tej pory nie triumfowała już w żadnym gemie.
Kazaszka przetrwała - i to dosłownie. A tym samym światowa "dwójka" dostała okazję wskoczenia także na drugą pozycję w rankingu WTA Race - obejmującym tylko ten sezon. Prowadzi w nim Mirra Andriejewa, choć nie ma dużej przewagi nad Aryną Sabalenką i Jeleną Rybakiną. A ta ostatnia mogła właśnie wyprzedzić Białorusinkę.
Potrzebowała jednak triumfu w wieczornym spotkaniu z Katie Boulter.
WTA Queens. Jelena Rybakina kontra Katie Boulter. Stawką półfinał. I awans w WTA Race
Niespełna 30-letnia zawodniczka z Wysp jeszcze dwa, trzy lata temu była groźna dla tych najlepszych tenisistek na świecie, nigdy jednak - w pięciu próbach - nie pokonała którejś z TOP 3. Choć była tego dość blisko w zeszłorocznym United Cup, poważnie zagroziła Idze Świątek.
Ona też w piątek zagrała już swoje spotkanie w 1/8 finału, ale - w przeciwieństwie do Rybakiny - niespecjalnie zmęczyła się w starciu z Jaqueline Cristian. I być może to właśnie zdecydowało w końcówce starcia z Kazaszką.

Tegoroczna mistrzyni Australian Open mogła sobie pluć w brodę po tym, co stało się w pierwszym secie. W kilku gemach miała break pointy, łącznie zebrała ich aż osiem. I co z tego, skoro Katie za każdym razem imponująco się broniła. A ona dostała tylko dwie takie szanse, obie przy stanie 5:5. I postawiła turniejową "1" w bardzo trudnej sytuacji, wywalczyła jednak breaka. Wytrzymała ciśnienie, zdołała domknąć seta - było 7:5.
Obie popełniały dotąd całą masę błędów, zdecydowanie mniej było tu winnerów. A później te proporcje się odwróciły - widać już było, która z tenisistek jest najwyżej rozstawioną, a która gra dzięki dzikiej karcie. U Boulter nie nastąpił jakiś wielki spadek jakości w grze, wciąż potrafiła "kąsać" faworytkę returnami, niemniej to Rybakina dyktowała warunki. Wygrywała te dłuższe gemy, na przewagi. A ostatecznie, mając 6:2, wyrównała stan spotkania.
Decydował więc trzeci set, Rybakina sprawiała już wrażenie mocno zmęczonej. Miała w nogach już równe cztery godziny spędzone w piątek na korcie, a została jeszcze decydująca rozgrywka. I powtórzyła się sytuacja z pierwszego seta - dwa break pointy dla Kazaszki w dwóch różnych gemach nie zakończyły się powodzeniem. Boulter zaś w dziewiątym gemie też uzyskała dwie szanse. A później tę drugą wykorzystała.
I wkrótce cieszyła się z awansu, ku olbrzymiej radości kibiców w Queens. Jeśli mieli spodziewać się półfinału dla swojej zawodniczki, to raczej po starciu Emmy Raducanu z Kamillą Rachimową, ostatecznie przełożonym na sobotę. A tu dostali miłą nagrodę.

Katie wygrała bowiem 7:5, 2:6, 6:4. O finał zagra z Donną Vekić.
Ten wynik oznacza, że Rybakina pozostanie trzecią zawodniczką w WTA Race. Niemniej w Berlinie wszystko może się zmienić - z gry zrezygnowała prowadząca Mirra Andriejewa, a to oznacza szansę dla Aryny lub Jeleny.












