Reklama

Reklama

Na kortach Rolanda Garrosa sceny z Wimbledonu

Trzeci dzień wielkoszlemowego turnieju na kortach ziemnych Rolanda Garrosa bardziej przypomina sceny z Wimbledonu. Wszystko za sprawą "grand de pluie", czyli wielkiego deszczu, który paraliżuje plan gier. W końcu w snobistycznym Paryżu wszystko jest wielkie.

Patrząc na przewodniki turystyczne zachęcające do odwiedzenia metropolii majestatycznie rozkładającej się na brzegach zakola Sekwany trudno nie zauważyć swoistej manii wielkości. Jest ona wszechobecna zarówno wśród "tubylców" z dziada pradziada, ale także wszystkich napływowych paryżan.

Reklama

Obowiązkowo należy bowiem zrobić zakupy w domach towarowych na Grands Boulevards, czyli Wielkich Bulwarach, a najlepiej w słynnej Galerii Lafayette. Nie wypada nie zwiedzić jakiejś wystawy w słynnym Grand Palais, czy też nie wstąpić do Grane Mosquee, czyli Wielkiego Meczetu na południowym skraju Piątej Dzielnicy. Trudno nie wspomnieć o kilkudziesięciu Grand Hotelach rozsianych głównie w centralnych dystryktach stolicy Francji.

We wtorek nawet na wtopionym w obrzeża Lasku Bulońskiego obiekcie im. Rolanda Garrosa można się było przekonać, że "wielki" w Paryżu jest nawet deszcz. Niemal każda relacja telewizyjna z Roland Garros od wczesnych godzin przedpołudniowych była opatrzona napisami "grand de pluie". W tle widać było korty przykryte zielonymi plandekami, tłumy kibiców snujące się alejkami pod parasolami. Podniosły nastrój stwarzali też specjaliści od pogody, którzy z trwogą prezentowali najnowsze informacje o każdym przesunięciu niżowego frontu - sprawcy całego zamieszania.

Mimo samych wybitnie pesymistycznych wieści, po godzinie 13 udało się rozpocząć gry, z ponad dwugodzinnym opóźnieniem. Kilka meczów udało się skończyć, po czym znów się rozpadało. Po godz. 16 (po półtoragodzinnej przerwie) ponownie służby techniczne zaczęły odsłaniać korty, a na nich pojawili się tenisiści i tenisistki.

Jednocześnie organizatorzy ogłosili, że anulowano czwarte mecze wyznaczone we wtorkowym planie gier. Wciąż więc widnieją w nim spotkania z udziałem Polaków. W pierwszej rundzie singla Łukasz Kubot ma się spotkać z Francuzem Maxime'em Teixeirą. Występy deblowe mają też rozpocząć Jerzy Janowicz w parze z Tomaszem Bednarkiem oraz Mariusz Fyrstenberg z Marcinem Matkowskim.

Jednak chociaż gry wznowiono, to nad Paryżem wciąż gęstnieją czarne chmury, więc bardzo realne są kolejne przestoje. Niemal pewne jest też, że nie uda się zrealizować już i tak okrojonego grafika meczów, bowiem w związku z warunkami widoczność ulegnie pogorszeniu wcześniej niż zwykle, czyli pewnie już przed godz. 21.

Prawdopodobnie więc Kubot wyjdzie do gry dopiero w środę, a jeśli nawet rozpocznie swoje spotkanie przed wieczorem, to jego dokończenie może zostać przełożone. To oznaczałoby prawdziwą "polską kumulację", bowiem - zgodnie z planem całego turnieju - właśnie w środę ma ruszyć druga runda.

Tego dnia swoje mecze w drugiej rundzie powinny rozegrać siostry Agnieszka i Urszula Radwańskie oraz Jerzy Janowicz i Michał Przysiężny. W związku z opóźnieniami, supervisora i dyrektora paryskiego turnieju czeka stworzenie trudnej układanki gier umożliwiającej odrabianie zaległości.

Z Paryża Tomasz Dobiecki

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama