Reklama

Reklama

Muzyk, poliglota i ekswegetarianin. Nieznane oblicza Rogera Federera

Roger Federer schodzi z wielkiej, tenisowej sceny. Szwajcarski geniusz pożegna się z kortem w ten weekend, podczas turnieju w Londynie. Profesjonalny sport to jednak tylko jedna z wielu twarzy 41-latka.

Federer to człowiek o szerokich horyzontach. Nigdy nie zamykał się wyłącznie na swoją branżę, lecz szukał ciekawych kwestii również poza nią. Jednym z jego zainteresowań są języki. Federer zna ich aż sześć, z czego cztery płynnie. Swobodnie dogaduje się po angielsku, niemiecku, francusku i w szwajcarskiej odmianie niemieckiego. Nieco gorzej radzi sobie z włoskim i szwedzkim. 

Kilka lat temu tenisista przyznał, że jego śmiech różni się w zależności od tego, w jakim języku usłyszy dowcip. - To nie przyszło bez trudu, ale było warto. Staram się czerpać radość z nauki. Poznawanie siebie poprzez różne języki jest całkiem interesujące - powiedział Federer. Co ciekawe, Szwajcar nigdy nie wziął się za naukę hiszpańskiego - rodzimej mowy swojego największego tenisowego rywala, Rafaela Nadala. 

Reklama

Roger Federer ma wiele talentów. Nie tylko sportowych

Języki to nie wszystko. Federer znakomicie odnajduje się także przy... fortepianie. - Kiedy byłem młodszy, rodzice zachęcali mnie do gry na fortepianie. Moją głowę zajmował tenis, więc gra na instrumencie była zawsze nieco bardziej skomplikowana, ale daje mi to ogromną frajdę. Czuję, że wciąż to mam. Potrzebuję trochę treningu i czasu, ponieważ chciałbym zaskoczyć pewnego dnia moją żonę i zagrać dla niej piosenkę - tłumaczył sportowiec podczas kręcenia reklamy dla firmy UNIQLO, w czasie której zasiadł właśnie przy fortepianie. Kiedy się skupi, zagra Bacha. Lubi muzykę klasyczną, choć na co dzień słucha zupełnie innych brzmień - uwielbia AC/DC. 

XVII-wieczny mistrz i XX-wieczny hardrock - brzmi jak mieszanka wybuchowa. Ale Federer lubi łączyć sprzeczności i testować nowe rozwiązania. I tak na przykład do 16. roku życia był wegetarianinem. Powód był dość prozaiczny. - Kiedy jesteś juniorem, nie zawsze znajdujesz na talerzu najlepsze mięso. Wolałem więc grzecznie odmawiać - tłumaczył po latach tenisista. Wszystko zmieniło się, kiedy Federer pojechał z reprezentacją na Puchar Davisa. - Siedzieliśmy w restauracji i zamówiłem ryż z sałatką. Marc Rosset myślał, że sobie żartuję. Powiedział mi: "to steakhouse, nie możesz jeść tu zieleniny!"  Zamówił dziesięć małych porcji różnego rodzaju mięsa. Pięć z nich bardzo mi zasmakowało i od tego momentu postanowiłem nie być wegetarianinem. Kilka lat później moja żona Mirka nauczyła mnie natomiast jeść ryby - opowiadał Szwajcar. 

Federer lubi także zjeść mniej zdrowe rzeczy. - Uwielbiam lody, czekoladę. To moja dieta. Lubię takie frykasy i wcale nie czuję się z tym źle. Mogę je jeść, a jednocześnie dobrze grać w tenisa - przekonywał w jednym z wywiadów. Supergwiazdor w Genewy zejdzie za chwilę ze sceny. Ma już wstępne plany na życie po życiu, ale każdy wie, że będą się one zmieniać. Federer nie lubi nudy i nie będzie chciał robić tego samego przez kilkadziesiąt lat. Na razie zamierza cieszyć się czasem z żoną i czworgiem dzieci. A później pomagać krajowej federacji tenisa. A co będzie dalej? Sky is the limit...

Jakub Żelepień, Interia 


Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL