Mniej niż godzina, turniejowa "6" za burtą. Polka walczy o French Open
Tenisowy świat spogląda na USA - tam dobiega powoli końca turniej rangi 1000 w Miami, za moment zacznie się pierwsza większa impreza na kortach ziemnych: WTA 500 w Charleston. Informacje o występach Polek dobiegają jednak z różnych stron świata. W Argentynie z sukcesów cieszy się Gina Feistel, do Chin wybrał się zaś inny duet: Martyna Kubka i Zuzanna Pawlikowska. Ta pierwsza nad ranem polskiego czasu odniosła jedno z bardziej prestiżowych zwycięstw w karierze. I powolutku może już spoglądać w kierunku kwalifikacji wielkoszlemowych turniejów.

Kapitan reprezentacji Polski Dawid Celt tym razem nie powołał Martyny Kubki na kwietniowe starcie z Ukrainą w Gliwicach, choć nie jest wcale wykluczone, że Zielonogórzanka zajmie jednak ostatnie wolne miejsce. Zwłaszcza w razie wielce prawdopodobnej rezygnacji z gry w kadrze Igi Świątek.
Celt wielokrotnie ciepło wypowiadał się o niespełna 25-letniej zawodniczce - dysponującej świetnym serwisem, znakomicie radzącej sobie w grze podwójnej. Ale mówił też, że ambicje Martyny sięgają występów singlowych, także w reprezentacji kraju.
W tym wszystkim była jednak istotne przeszkoda - ranking zawodniczki z Zielonej Góry, córki polskich olimpijczyków. I nie chodziło już tylko o to, że była w cieniu Igi Świątek, Magdy Linette czy Magdaleny Fręch. Także i kolejny tercet - Maja Chwalińska, Katarzyna Kawa, Lina Klimovicova - gra w innej lidze. To właśnie ranking WTA oddaje mniej więcej różnicę, którą później widać na korcie. A w nim Kubka jeszcze pod koniec listopada była pod koniec czwartej setki.
Dziś jest o sto miejsc wyżej, zbliża się dużymi krokami do miejsc, które pozwalają myśleć o grze w kwalifikacjach Wielkich Szlemów. A to tam można zarobić tyle, że później nie trzeba się aż tak bardzo martwić o środki na kolejne wyjazdy.
Martyna Kubka w zawodach w Ma'anshan udowadnia właśnie, że ta bariera wcale nie jest dla niej do przekroczenia.
Tenis. Martyna Kubka grała o ćwierćfinał turnieju w Chinach. Rywalką Mananchaya Sawangkaew
Zielonogórzanka miała już bardzo udaną końcówkę poprzedniego roku. Sporo zyskała, także mentalnie, w meczach BJK Cup w Gorzowie - z Nową Zelandią i Rumunią. Niby zagrała tylko w deblach, zwycięskich, ale jednak mogła spotkać się z Igą Świątek czy innymi wyżej notowanymi rodaczkami. Celt zaś mówi, że ona się w tej atmosferze świetnie odnajduje.

Później przyszedł triumf w imprezie rangi ITF W50 w Selva Val di Gardena, w lutym były dwa półfinały większych turniejów W75 - najpierw na dywanie w Altenkirchen, później na twardych kortach w Porto. To one pozwoliły Kubce pierwszy raz w karierze wskoczyć do TOP 300 rankingu WTA, na rekordowe 277. miejsce. Do gry w kwalifikacjach French Open brakuje jeszcze około 50 pozycji, został na to niecały miesiąc. Nie jest to więc zadanie nierealne, aczkolwiek Martyna potrzebuje jakiegoś sporego sukcesu.
Taki może mieć miejsce w Chinach, tam zawodniczka Mery Warszawa wybrała się na trzy turnieje. W pierwszym dość nieoczekiwanie przegrała bój o ćwierćfinał, w drugim też dotarła do 1/8 finału. I miała znacznie trudniejsze zadanie - dziś stanęła naprzeciw Mananchayi Sawangkaew.
23-letnia tenisistka z Tajlandii niespełna rok temu byłą setna w rankingu WTA - miała za sobą sporo udanych turniejów, odnosiła wartościowe zwycięstwa. Poprzedniej jesieni w Pekinie zagrała świetne spotkanie z Aryną Sabalenką, później ograła m.in. Yue Yuan, Alexandrę Ealę czy Cristinę Bucsę. Po eliminacjach French Open, zakończonych porażką z Lindą Klimovicovą, na pół roku wypadła jednak z gry. Wróciła z przytupem - na początku tego sezonu triumfowała w turnieju W75 w Nonthaburi, później wygrała WTA 125 w Bombaju. Próbowała wrócić do wielkiego tenisa, nie zdołała jednak wygrać finałowego starcia w kwalifikacjach Indian Wells. Stąd poszukiwania kolejnych punktów już w Azji, konkretnie - w dobrze obsadzonym, turnieju w Chinach.
I tu właśnie na przeszkodzie stanęła Kubka, choć bukmacherzy nie dawali Polce większych szans.
Sam mecz miał jednak zaskakujący scenariusz - po trzech gemach było 3:0 dla Kubki, triumfowała w 10 akcjach z rzędu. A seta wygrała 6:1, zakończyła go asem.

Tenisistka z Tajlandii musiała być mocno zaskoczona takim obrotem spraw, a po trzecim gemie w drugiej partii znów znalazła się w bardzo trudnej sytuacji. Została przełamana, a widoków na odrobienie takiej straty po prostu nie było. Polka świetnie serwowała, z 19 punktów rozegranych przy jej serwisie, 16 padło jej łupem. Jeden podarowała Azjatce podwójnym błędem, dwa wygrała zaś Sawangkaew. Skończyło się na 6:1, 6:2 - zaledwie po 57 minutach gry.
O półfinał Kubka zagra z Raluką Serban - niegdyś Rumunką, dziś reprezentującą Cypr. To ta zawodniczka w zeszłorocznym Wimbledonie ograła Maję Chwalińską. Teraz, jeśli Kubka wykorzysta swój atut w postaci serwisu, może być dobrej myśli.
Jeśli Polce udałoby się wygrać cały turniej, awansuje już w okolice 250. miejsca na świecie. Będzie o tyle trudno, że po drugiej stronie drabinki są m.in. Hanyu Guo czy wracająca do tenisa po półrocznej przerwie Xiyu Wang. Ta ostatnia wygrała w Ma'ashan zeszłotygodniowy turniej, bez straty seta. I teraz też go nie straciła.
W przyszłym tygodniu Kubka powinna wystąpić w w zawodach ITF W100 w Luan, choć na razie nie ma miejsce w głównej drabince.
Martyna Kubka (Polska) - Mananchaya Sawangkaew (Tajlandia, 6) 6:1, 6:2













