Mistrzyni WTA Finals przełamana na starcie. Polka w centrum wydarzeń
Z ośmiu poprzednich spotkań Jeleny Rybakiny i Pauli Badosy każde miało jakąś dramaturgię, teraz w Brisbane zmierzyły się już po raz dziewiąty. Stawką był ćwierćfinał, ale w niedalekiej perspektywie też i bój z Aryną Sabalenką. Wielką rywalką Kazaszki, ale i przyjaciółką Hiszpanki. Obie wyszyły na kort właśnie po liderce rankingu, ich mecz przebiegiem przypominał ten wcześniejszy Białorusinki. A wszystko na oczach arbiter Marty Mrozińskiej, która po 85 minutach orzekła awans do ćwierćfinału wyżej rozstawionej z zawodniczek.

Turniej WTA 500 Brisbane International ma dwie faworytki - oczy zwrócone są na Arynę Sabalenkę i Jeleną Rybakinę. Białorusinka wygrała tu rok temu, bo też i zabrakło Kazaszki, ona wybrała się wtedy na United Cup. Dwa lata temu rozbiła jednak Sabalenkę w finale, byłą to jedna z dotkliwszych przegranych obecnej liderki w karierze.
Teraz o tytuł wspólnie nie zagrają, w losowaniu znalazły się w tej samej połówce drabinki. Powszechne oczekiwanie jest więc takie, że powinny wyjść na Pat Rafter Arenę w sobotę. I stanąć do rywalizacji o finał.
To jest już bardzo bliskie realizacji. W czwartek najpierw swój mecz wygrała Sabalenka - 6:3, 6:3 z Soraną Cirsteą. A później ruszyła Rybakina, choć rywalkę miała bardziej utytułowaną i groźniejszą - Paulę Badosę.
Ich mecz sędziowała Polka Marta Mrozińska.
WTA 500 w Brisbane. Jelena Rybakina grała z Paulą Badosą o ćwierćfinał. Przełamanie już na początku
Rybakina źle weszła w to spotkanie, szybko została zmuszona do odrabiania strat. Przegrała siedem pierwszych akcji, od razu stanęły przed zadaniem obrony aż trzech break pointów. Zaczęła asem, ale już za chwilę pojawił się kolejny niewymuszony błąd. I Badosa odskoczyła na 2:0.
Ten początek nie miał jednak większego znaczenia dla dalszego przebiegu spotkania. Kazaszka szybko wróciła do właściwego rytmu, znacznie częściej już mieściła się ze swoim potężnymi forhendami w korcie. Odrobiła straty, zaczęła się walka na całego.

Takie też były wszystkie ich poprzednie starcia w karierze, łącznie osiem. Zacięte, ze zmianami sytuacji, albo trzy setowe, albo też z setami kończonymi wynikiem 7:5 bądź 7:6. Cztery wygrała Hiszpanka, cztery zaś Kazaszka. Niespełna rok temu w Dubaju stoczyły rywalizację na wyniszczenie, bo tak trzeba nazwać niemal trzygodzinne starcie, gdy obie grają bardzo agresywnie. Badosa miała wtedy sześć piłek meczowych, ale do ćwierćfinału i tak awansowała Rybakina.
Teraz taki scenariusz, z dramatyczną końcówką, byłby jednak zaskoczeniem, zważywszy na ostatnią dyspozycję obu gwiazd.
Kluczowe okazały się końcowe chwile siódmego gema, gdy Hiszpanka miała dwie szanse na jego skończenie. A tymczasem przegrała akcję przy swojej przewadze, a za chwilę popełniłą dwa podwójne błędy serwisowe z rzędu. U stanęła, oddała siedem kolejnych punktów - ze stanu 3:3 zrobiło się 3:6. Polska arbiter Marta Mrozińska po 47 minutach orzekła więc triumf turniejowej trójki w tej partii.
Badosa miała spore problemy z własną grą - i okazywała to, gestykulując i wykrzykując coś do trenerów. Jej niemal dalej trwała, szybko została przełamana na starcie drugiej partii. Rybakina odskoczyła na 3:0, była już na autostradzie do ćwierćfinału i potyczki z Karoliną Muchovą lub Jekateriną Aleksandrową, rywalizujących już na sąsiednim stadionie.
Hiszpanka wywalczyła sobie okazję do powrotu w wyniku - w piątym gemie. Miała break pointa, ale za agresywnie zareagowała returnem, wyrzuciła piłkę. I kolejnej szansy nie dostała. Mistrzyni WTA Finals przypilnowała swoich serwisów, wygrała to spotkanie 6:3, 6:2.
Niemal tak jak Sabalenka, choć zajęło jej to o sześć minut więcej. A Badosa na sam koniec popełniła dziewiątą podwójną pomyłkę przy serwisie.
W piątek Kazaszka zagra więc w ćwierćfinale z Aleksandrową lub Muchovą, a jeśli przedłuży serię wygranych meczów do 14, wielce prawdopodobne jest jej starcie w półfinale z Białorusinką. Będące rewanżem za finał z Rijadu, tak pewnie wygrany przez Rybakinę, ale też i za finał w Queenslandzie dwa lata temu, gdy Sabalenka ugrała zaledwie trzy gemy.
Pamiętajmy jednak, że to właśnie Aryna jako ostatnia zdołała zatrzymać Kazaszkę - dokonała tego w październiku w Wuhanie.














