Reklama

Reklama

Michał Przysiężny: Nie był to mój dobry mecz

Michał Przysiężny przegrał z Francuzem Richardem Gasquetem (nr 7.) 3:6, 3:6, 0:6 w drugiej rundzie wielkoszlemowego Roland Garros. Polski tenisista przyznał w Paryżu, że nie czuje się pewnie na kortach ziemnych i że nie był to jego najlepszy mecz.

- Na pewno nie był to mój dobry mecz. Właściwie od początku nie układało się tak, jak powinno. Przegrałem na dzień dobry swój serwis, no i później trzeba było odrabiać starty. Kort był dość wolny, piłki też, więc mój serwis nie robił praktycznie większej przewagi. Jak szedłem po nim do siatki, to rywal zazwyczaj mnie mijał - powiedział Przysiężny, obecnie 133. w rankingu ATP World Tour.

Jego rywal to dziewiąta rakieta świata, a wyższe rozstawienie zawdzięcza nieobecności w Paryżu dwóch kontuzjowanych zawodników z czołówki - Szkota Andy'ego Murraya i Argentyńczyka Juana Martina del Potro.

Reklama

- Trudno określić, czego mi dziś brakło. Ostatni raz grałem na ziemi roku temu, ale chyba tylko dwa czy trzy turnieje. Nie jestem więc specjalistą od tej nawierzchni. Takie długie wymiany jak z Gasquetem jednak nie leżą w mojej naturze. Nawet gdybym wygrał dwie czy trzy takie wymiany, to gdzieś w głowie mam zakodowane, żeby piłki kończyć wcześniej - zaznaczył Przysiężny.

- Styl gry Gasqueta nie bardzo mi też odpowiada. Ma dobry bekhend i wszystko, co grałem mu na tę stronę, wracało wysokim kozłem na mój bekhend. Jak już dostawałem piłki na forhend to czasami się nadmiernie spieszyłem i nie trafiałem w kort. Do tego na początku byłem trochę zdenerwowany, mam naciągnięty mięsień dwugłowy, co też nie pomagało. Po dwóch setach i przegranym serwisie na początku trzeciego, uszło ze mnie powietrze - dodał.

29-letni Polak miał się spotkać z dziewiątym tenisistą świata w czwartek, w ostatnim pojedynku na korcie centralnym im. Philippe'a Chatriera. Jednak plany te pokrzyżował deszcz.

- Nie miało dla mnie większego znaczenia, czy zagrałbym wczoraj czy dzisiaj. Ziemia to nie jest moja ulubiona nawierzchnia, więc bez jakiś szczególnych oczekiwań tu przyjechałem. Mimo to wygrałem tu cztery mecze, w tym z całkiem dobrymi zawodnikami - wspomniał.

- Od poniedziałku miałem grać w challengerze w Prostejovie, ale chyba się wycofam. Zagram pewnie w kolejnym tygodniu eliminacje challengera na trawie w Nottingham, a potem już kwalifikacje do Wimbledonu. Przydałoby się zdobyć trochę punktów i poprawić ranking. Jest się o co bić, bo może udałoby mi się zakwalifikować do US Open bez gry w eliminacjach - zaznaczył.

Lista uczestników ostatniej nowojorskiej lewy Wielkiego Szlema wyłoniona zostanie na podstawie pozycji w rankingu na dzień 15 lipca. Zazwyczaj bezpośrednie prawo gry dają okolice 105. pozycji na świecie.

Przysiężny znajduje się w orbicie zainteresowań kapitana Radosława Szymanika pod kątem skompletowania składu na spotkanie Polska - Australia. W dniach 13-15 września na korcie ziemnym usypanym na warszawskim Torwarze rywalizacja toczyć się będzie o awans do Grupy Światowej rozgrywek o Puchar Davisa.

- Myślę, że jednak Łukasz Kubot ma większe sukcesy ode mnie na kortach ziemnych. To na pewno będzie brał pod uwagę kapitan, ale zobaczymy kto w jakiej będzie dyspozycji. Do spotkania jest jeszcze parę tygodni - powiedział Przysiężny.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy