Reklama

Reklama

Marcin Matkowski: Zimonjić nie traktuje mnie jak chłopca na posyłki

Marcin Matkowski swojego partnera deblowego - Nenada Zimonjicia - nazywa "żywą legendą", ale zapewnia, że z utytułowanym Serbem ma partnerskie relacje. "Nie traktuje mnie jak chłopca na posyłki" - podkreślił polski tenisista.

W dorobku Zimonjicia są m.in. trzy tytułu wielkoszlemowe w deblu oraz pięć w grze mieszanej. 39-letni Serb triumfował w grze podwójnej w Rolandzie Garrosie (2010) oraz w Wimbledonie (2008, 2009), a w mikście świętował zwycięstwo w Australian Open (2004, 2008), Roland Garros (2006, 2010) i Wimbledonie (2014). W deblu zwyciężył łącznie w 53 turniejach ATP.

"To nie jest tak, że Nenad o wszystkim decyduje. Ja mogę się w każdej kwestii zgodzić lub nie. Na pewno nie traktuje mnie jak młodszego brata lub chłopca na posyłki, ale jak równorzędnego partnera. W Paryżu ostatnio każdy miał własny sztab, ale wszyscy dogadywali się bardzo dobrze i nie było żadnych niesnasek" - podkreślił Matkowski, który wciąż czeka na pierwszy triumf w Wielkim Szlemie.

Reklama

Podobne podejście prezentuje Zimonjić, który nie zamierza zdominować swojego młodszego o pięć lat kolegę z kortu.

"To partnerstwo. Staramy się sobie pomagać, jak tylko możemy. Może mam więcej doświadczenia i tytułów, ale w deblu trzeba dyskutować o wszystkich sprawach. Narzucanie swojego zdania przez jedną osobę nie jest dobre. Trzeba rozmawiać i próbować znaleźć razem najlepsze możliwe rozwiązanie. Tak to widzę" - zaznaczył.

Obaj zawodnicy mają jednak odmienne zdanie co do tego, jak dobrali się pod względem charakterów.

"Jesteśmy podobni. Na korcie - bardzo wojowniczy, dwa mocne charaktery. Nie ma jednak tarcia, bo jesteśmy nastawieni na walkę i grę. Na razie nie ma problemów. Gdyby się pojawiły, to może wtedy byłyby jakieś tarcia" - argumentował Polak.

Z kolei Serb ocenił, że ich charaktery są zupełnie inne.

"Ale to nie jest żaden problem. Różni nas też przebieg dotychczasowej kariery. Przez lata grałem z wieloma różnymi partnerami, a Marcin niemal cały czas występował z Mariuszem Fyrstenbergiem. Ważne, żeby się poznać i próbować pomagać sobie najlepiej, jak się tylko potrafi" - zwrócił uwagę Zimonjić.

To on w marcu zaproponował współpracę Matkowskiemu. Szukał nowego partnera, bowiem zawodnik, z którym występował, doznał urazu łokcia i musiał się poddać operacji.

"I tak nie szło nam zbyt dobrze. Wiedziałem, że Marcinowi też się nie układało ze Szwedem Robertem Lindstedtem, więc uznałem, że możemy spróbować. Uważam, że była to dobra decyzja na tamten moment. Mam nadzieję, że możemy wygrać jakiś duży turniej i zakwalifikować się do mastersa" - podkreślił.

Obaj nie ukrywają, że awans do kończącego sezon turnieju w Londynie jest ich głównym celem na nadchodzące miesiące.

"Mamy dobrą sytuację wyjściową. Co prawda nie graliśmy od początku sezonu razem, ale nadgoniliśmy trochę. Jesteśmy w czołówce i walka będzie do samego końca. Na razie wyniki są i na pewno się nie poddamy" - zadeklarował Polak.

Pochodzący z Barlinka zawodnik przyznał, że czuje się wyróżniony, iż tak utytułowany tenisista jak Serb zwrócił się do niego z propozycją współpracy.

"Wiadomo, że Nenad to jeden z najlepszych deblistów na świecie, żywa legenda. Trafiłem na bardzo dobrego partnera po moim niezbyt udanym partnerstwie z Robertem Lindstedtem. Było to odbicie psychiczne i tenisowe, bo wyniki są dużo lepsze. Widać to tym bardziej po rankingu. Cały czas punktujemy i wszystko idzie w dobrym kierunku. Jesteśmy w stanie wygrywać największe turnieje, w tym wielkoszlemowe. W Paryżu się nie udało, ale Bryanowie byli lepsi. Czekamy na następne starty" - zapewnił.

Wyraźnie rozczarowany odpadnięciem w ćwierćfinale Rolanda Garrosa był Zimonjić.

"Mam trochę sukcesów na koncie w dużych turniejach, więc odpadnięcie w ćwierćfinale zdecydowanie mnie nie satysfakcjonuje. Nie ma znaczenia, z kim przegrałem. Teraz czekają nas starty na trawie. Zobaczymy, jak będzie. Gdy patrzy się na nasze wyniki, to są trochę nierówne. W przeszłości odnosiłem sukcesy w parze z kilkoma różnymi tenisistami i prezentowaliśmy większą regularność. Mam nadzieję, że z Marcinem też uda mi się ją wypracować" - podkreślił.

Jego zdaniem zawodnicy nie muszą spędzać dużo czasu razem poza kortem, by tworzyć zgrany duet i osiągać dobre wyniki. Zgadza się z nim Matkowski.

"Obaj mamy rodziny i swoje życie poza kortem, a na nim spędzamy i tak dużo czasu razem. Nie ma już potrzeby np. razem wychodzić na miasto, choć oczywiście nie jest to tak, że nie mamy ochoty na swoje towarzystwo. Staramy się jednak w miarę możliwości spędzać wolny czas w gronie bliskich" - zaznaczył Polak.

Pod koniec ubiegłego roku podjął wraz z Fyrstenbergiem decyzję o rozstaniu po wielu latach wspólnych występów. Ten drugi w lutym wygrał z Meksykaninem Santiago Gonzalezem imprezę w Memphis. Później jednak notował już znacznie słabsze wyniki, a ostatnio zmaga się z kłopotami zdrowotnymi.

"Miałem to szczęście, że trafiłem na Nenada. Mariusz na pewno jest dużo niżej w rankingu niż powinien być. Gra lepiej i tak naprawdę, jak będzie zdrowy, to wtedy będzie znów osiągać dobre wyniki. Z tego względu, że rozstaliśmy się, nie patrzymy na siebie jak na wielkich rywali, raczej zachowujemy neutralność. Zresztą Mariusz to mój dobry przyjaciel, ale też jeden z lepszych zawodników. To, czy radzi sobie lepiej, czy gorzej ode mnie, nie jest najważniejsze. Dla mnie istotne jest, że 16-17 osób jest przede mną w rankingu i mam jeszcze kogo pokonywać" - zastrzegł 34-letni tenisista.


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje