Reklama

Reklama

Maja Chwalińska przed rokiem poinformowała o depresji, dziś wygrywa. Kim jest 20-letnia tenisistka?

Maja Chwalińska największe swoje sukcesy odnosiła u boku Igi Świątek. Kontuzje i choroba omal nie przerwały jej kariery. Niemal rok temu zawiesiła starty i treningi z powodu depresji. 20-letnia tenisistka z Dąbrowy Górniczej po raz pierwszy awansowała do turnieju głównego Wimbledonu.

"Ostatnie dwa lata były dla mnie bardzo trudne. Miałam wiele problemów zdrowotnych, przez co wycofałam się z turniejów lub kreczowałam. Te kilkanaście ostatnich miesięcy jest dla mnie ciężkie również pod kątem psychicznym. Od 2019 roku choruję na depresję - napisała na swoim profilu społecznościowym.

Maja Chwalińska: "Nie jestem w stanie zmusić się do trenowania"

To było dokładnie rok temu. 19-letnia wówczas zawodniczka wyjaśniała, że depresję wywołały u niej notoryczne kontuzje. "Próbowałam trenować i rywalizować, ale czułam jak to wszystko coraz bardziej mnie przytłacza i wykańcza. Doszłam do takiego punktu, w którym nie jestem w stanie zmusić się do trenowania" - pisała.

Reklama

W udzielonym kilka miesięcy później wywiadzie dla sport.tvp.pl mówiła, że czasami na korcie płakała. Gdy coś nie tak poszło jej na treningu, nie odzywała się do nikogo. Choroba pogłębiała się. - Nie miałam na nic chęci. Ba, nie miałam nawet chęci ruszyć się z domu - mówiła w rozmowie.

W grudniu ubiegłego roku zawodniczka poinformowała, że wyszła z depresji. Wkrótce rozpoczęła intensywne treningi i starty.

Maja Chwalińska. Dziś jeśli płacz, to ze szczęścia

Dziś nie płacze na korcie, chyba ze szczęścia. Nie zamyka się w domu Nie stroni od ludzi. W czwartek po ostatniej piłce meczu trzeciej rundy kwalifikacji Wimbledonu z Coco Vandeweghe wyrzuciła ramiona do góry, a na twarzy pojawił się głęboki uśmiech. Publiczność w Roethampton (tam odbywają się eliminacje) zgotowała młodej Polce owację.

Chwalińska uporała się z własnymi problemami. Osiągnęła życiowy sukces. Po raz pierwszy w karierze zagra w turnieju głównym Wielkiego Szlema. Do tej pory próbowała cztery razy w: Australian Open (2020, 2021), Roland Garrosie (2021), Wimbledonie (2021). Nigdy się nie udało.

Życie stwarza zaskakujące scenariusze. To przecież po nieudanych eliminacjach ubiegłorocznego Wimbledonu (porażka w pierwszej rundzie z Francuzką Clarą Burel) poinformowała o depresji.

Maja Chwalińska pokonała Igę Świątek, potem razem święciły sukcesy w deblu

Maja Chwalińska pokonała jedną z byłych czołowych tenisistek na świecie. Vandewege grała w przeszłości w ćwierćfinale Wimbledonu, była na 9. miejscu na świecie.

Od dawna jednak pochodząca z Dąbrowy Górniczej tenisistka pokazywała ponadprzeciętne umiejętności. I odnosiła też znaczące sukcesy. W Polsce w kategoriach młodzieżowych bywało, że pokonywała swoją rówieśniczkę, kilka miesięcy starszą od siebie, Igę Świątek. Wygrała z nią m.in. w finale polskiego Mastersa 12-latek w Sopocie w 2013 roku.

Rywalizacja na szczeblu młodzieżowym Chwalińskiej ze Świątek z czasem przerodziła się w przyjaźń w życiu na korcie. Obie zawodniczki tworzyły jedną z najlepszych par deblowych w kategorii juniorek.

W 2015 roku zdobyły mistrzostwo Europy młodziczek, a rok później kadetek. W 2016 roku również triumfowały w Budapeszcie w nieoficjalnych mistrzostwach świata juniorek - Junior Fed Cup. W reprezentacji Polski grała jeszcze Stefania Rogozińska-Dzik.

Rok później duet Chwalińska - Świątek zagrał w finale Australian Open. To był pierwszy wielkoszlemowy finał Świątek. Przegrały z parą Carnston Branstine i Bianca Andreescu (zwyciężczyni singlowego US Open seniorek z 2019 roku).

Maja Chwalińska. Dobry początek w zawodowym cyklu, ale te kontuzje...

Sukcesy w kategorii juniorek szybko przełożyły się na pierwsze znaczące wyniki w zawodowym cyklu. W 2019 roku Chwalińska wygrała trzy turnieje rangi ITF z rzędu. Powoli pięła się w rankingu WTA, w sierpniu po raz pierwszy awansując do pierwszej dwusetki.

Ale pojawiały się też problemy. Kontuzje, które nie pozwalały kontynuować zwycięskiego marszu. To one wywołały w końcu depresje.

Maja Chwalińska. Tenis to nie jest podnoszenie ciężarów

Do Wimbledonu doszła zawodniczka, która, patrząc na nią, nie miała prawa tam się znaleźć. Tenisistka z Dąbrowy Górniczej nie imponuje warunkami fizycznymi. Jest drobna, ma 164 cm wzrostu. Jej starcie z potężnie serwującą Coco Vandeweghe wyglądało jak starcie Dawida z Goliatem. A jednak wygrała.

Chwalińska nie pierwszy raz pokazała, że zwycięstwa w tenisie odnosi się przede wszystkim inteligencją i rozumną grą. Przypomina pod tym względem Agnieszką Radwańską. Swój tenis młoda Polka opiera na czuciu piłki, nienagannej technice, przewidywaniu zagrań rywalek. Vandeweghe zamęczyła skrótami, slajsami, kiedy trzeba było - lobami.

Swoją technikę zawdzięcza talentowi, ale też skromnemu trenerowi z Dąbrowy Górniczej Pawłowi Kałuży. Spotkali się, gdy Maja miała sześć lat i rozpoczęli treningi w Centrum Rekreacji i Sportu. Prowadził ją 11 lat (dziś szkoleniowcem Polki jest Czech Jaroslav Machovsky).

- Ja Mai nie trenuję, ale tenisowo wychowuję. A nie można wychowywać zawodniczki pomijając naukę skrótu, loba, rotacji awansującej, rotacji wstecznej. Ona to wszystko trenowała od najmłodszych lat. Na początku były gry, zabawy, mini-tenis. Dbałem o to, żeby to była zawodniczka wszechstronna i potrafiła grać każdym stylem defensywnym i ofensywnym, by prowadziła neutralną grę. Bardzo dobrze gra w debla, bo dużo ćwiczyliśmy przy siatce. Wszystko poukładaliśmy - przygotowanie fizyczne, mentalne i techniczne - mówił w rozmowie z Interią po wygranym turnieju ITF w Warszawie, Paweł Kałuża.

- Tenis to nie jest podnoszenie ciężarów, to nie tylko siła, ale umiejętność gry, poruszania się, zwinność, antycypacja. Maja to wszystko ma, nad tym wszystkim stale pracujemy. Nie zgadzam się z teorią, że tylko wysocy mogą grać. Nawet jak ktoś ma 160 cm dojdzie do swojego szczytu - dodał.

Postawa Chwalińskiej i jej awans do turnieju głównego Wimbledonu jest najlepszym na to dowodem.

Olgierd Kwiatkowski

Mecze 135. edycji Wimbledonu, między innymi z udziałem Igi Świątek i Huberta Hurkacza, oglądać można w kanałach telewizyjnych Polsat Sport, Polsat Sport Extra, Polsat Sport News oraz bez reklam w Polsat Sport Premium 1 i 2, a także w czterech specjalnych serwisach telewizyjnych Polsat Sport Premium 3, 4, 5, 6. Przez cały czas trwania turnieju kibice zobaczą na żywo kilkaset godzin transmisji meczowych, a także codzienny program studyjny oraz kronikę meczową. Dzięki serwisowi Polsat Box Go wszystkie mecze ze sportowych anten Polsatu można także oglądać na wielu urządzeniach, również tych mobilnych. 



Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL