Reklama

Reklama

Maja Chwalińska awansowała do turnieju głównego Wimbledonu!

Wielki wyczyn Mai Chwalińskiej w Wimbledonie. 21-letnia Polka po raz pierwszy w karierze awansowała do turnieju głównego turnieju wielkoszlemowego. W finale kwalifikacji pokonała renomowaną Amerykankę Coco Vandeweghe 3:6, 6:3, 6:4. W singlu kobiet w Wimbledonie zagra pięć Polek: Iga Świątek, Magda Linette, Magda Fręch, Katarzyna Kawa i Chwalińska.


W poprzednich rundach kwalifikacji Chwalińska pokonała Hiszpankę Alionę Bolsovą Zadoinov (6:2, 4:6, 6:4) i - po niemal trzech godzinach gry - Rumunkę Alexandrę Ignatik (6:2, 5:7, 6:2). Vandeweghe była zdecydowanie najtrudniejszą z rywalek z kwalifikacji. Dwukrotnie grała w ćwierćfinale Wimbledonu, zajmowała 9. miejsce w rankingu WTA, dziś jest 160.

30-letnia Amerykanka, rozstawiona w eliminacjach z numerem 2, górowała nad 21-letnią Polką nie tylko rutyną i doświadczeniem, ale też i warunkami fizycznymi. Jest o 21 cm wyższa. Chwalińska nie raz jednak pokazywała, że sprytem i inteligencją można w tenisie wiele zdziałać.

Reklama

Skuteczny serwis Vandewehge gnębi Chwalińską w I secie

W pierwszym secie wyraźna przewagę miała jednak Vandeweghe, przede wszystkim serwisową. O wyniku pierwszego seta zdecydowało jedno przełamanie podania Polki - na 4:2. Amerykanka bardzo dobrze podawała. Straciła w swoich pięciu gemach serwisowych trzy punkty (tylko jeden po drugim serwisie).

Chwalińska nie znalazła sposobu, by poradzić sobie z tą bronią rywalki. Bardzo mało zdobywała punktów po returnach, ale co chwila potrafiła zaprezentować ujmujące zagrania. Była bardzo spokojna mimo niekorzystnego wąyniku. Nie zamierzała się poddać.

W drugim secie Chwalińska dała pokaz pięknego tenisa

W drugim secie bardzo groźnie dla Polki zrobiło się w piątym gemie. Musiała bronić trzech break pointów. Ale utrzymała swój serwis, a przy wyniku 3:2 to ona wypracowała sobie dogodną pozycję do przełamania. Prowadziła 40:0. Straciła tylko jeden punkt i prowadziła już 4:2.

To był bardzo ważny moment meczu. Vandeweghe do tej pory w tegorocznych kwalifikacjach tylko trzy razy straciła podanie. Serwis to jej bardzo silna broń. Mocno się zdenerwowała. W siódmym gemie waliła rakiet o buty, grała niecierpliwie. Łatwo go przegrała.

Przy wyniku 5:3 Amerykanka była o krok od odrobienia straty. Wypracowała dwa break pointy. Ale to wtedy tenisowa inteligencja Chwalińska wzięła górę. Zdobyła ważne i przy tym piękne punkty po skrócie i lobie. Zamęczała też rywalkę slajsami. To był pokaz pięknej gry ze strony Polki. Wygrała seta 6:3.

Do pięciu razy sztuka. Chwalińska w końcu w turnieju głównym Wielkiego Szlema

To była już trzecia trzysetówka Polki. Wiadomo było, że potrafi grać na tym najdłuższym tenisowym dystansie w kobiecym tenisie. I tak też było. Walczyła do ostatniej piłki.

Mocno nacisnęła na rywalkę w siódmym gemie, najdłuższym w meczu. Zawodniczki rozegrały w nim 16 punktów. Vandeweghe jednak wygrała. Prowadziła 4:3. Przy następnej okazji Chwalińska przełamała serwis Amerykanki. Miała korzystny rezultat 5:4 i podawała.

Nie zaprzepaściła tej życiowej szansy. Wygrała gema, seta i jeden z najważniejszych meczów w krótkiej zawodowej karierze. Po ostatniej piłce, którą Vandeweghe wyrzuciła w aut, w geście zwycięstwa uniosła ręce wysoko do góry. 

Chwalińska nigdy nie grała jeszcze w turnieju głównym Wielkiego Szlema. Cztery razy kończyła eliminacje w I rundzie w: Australian Open (2020, 2021), Roland Garros (2021) i w ubiegłorocznym Wimbledonie.

Olgierd Kwiatkowski    

III runda kwalifikacji turnieju singla pań Wimbledonu

Coco Vandeweghe (USA, 2) - Maja Chwalińska (Polska) 6:3, 3:6, 4:6

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL