Reklama

Reklama

Magdalena Fręch bez złudzeń po porażce. „Już nie chcę jej losować!”

Nie udało się Magdalenie Fręch sprawić kolejnej niespodzianki w tegorocznym Wimbledonie, bo w 3. rundzie trafiła na świetnie dysponowaną Simonę Halep. - Jej styl gry kompletnie mi nie leży. Na pewno wyciągnę z tego meczu wnioski, aczkolwiek chciałabym ją losować w dalszych rundach – nie ukrywała 24-letnia tenisistka z Łodzi.

Kort numer 2 londyńskiego The All England Lawn Tennis and Croquet Club okazał się małym cmentarzem polskich tenisistek w tegorocznym Wimbledonie. W poniedziałek w drugiej rundzie poległa na nim Magda Linette z Niemką Angelique Kerber, a w sobotę Simonie Halep nie sprostała Magdalena Fręch, przegrywając z triumfatorką The Championships sprzed trzech lat 4:6, 1:6.

- Spotykamy się już po raz trzeci, a jest wiele zawodniczek, z którymi byłoby mi łatwiej nawiązać walkę. Jej styl gry kompletnie mi nie leży, cały czas skraca czas gry, atakuje. Na pewno wyciągnę z tego meczu wnioski, będę walczyć dalej, aczkolwiek chciałabym ją losować nie tak wcześnie, lecz w późniejszych rundach - nie ukrywała Magda.

Reklama

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Iga Świątek i Magdalena Fręch odpadły, ale i tak zarobiły na korcie krocie

Trener naszej tenisistki Andrzej Kobierski - który w swoim "boksie" często mobilizował podopieczną i na bieżąco komentował akcje z Agnieszką Radwańską oraz jej małżonkiem Dawidem Celtem - prosił, by podopieczna wyżej podrzucała piłkę przy serwisie. Ten bowiem rzadko robił krzywdę Simonie Halep. W drugą stronę to była jedna z głównych broni Rumunki, więc siedzący jakieś 50 metrów od nas jej coach - słynny Patrick Mouratoglou, były szkoleniowiec m.in. Sereny Williams i właściciel popularnej akademii tenisowej pod Niceą - praktycznie zachowywał pełnię spokoju.

- Zabrakło nieco dobrego serwisu, ale to wynikało z gry pod presją. Zaskoczyła mnie jej gra od początku, praktycznie nie popełniała błędów i to ja muszę wygrać każdą piłkę i nie dostanę nic za darmo. To jest bardzo ciężkie, bo byłam cały czas pod presją. Gdyby zrobiła dwa trzy błędy przy równej grze, mecz mógł być bardziej zacięty, a tak gemy szybko leciały. Będziemy nad moim serwisem pracować, ale w poprzednich meczach on był moją bronią, a więc wiele zależy od tego, jakie warunki postawi przeciwnik - przekonywała Magda.

Polka miała znakomity okres od stanu 1:5 w pierwszym secie, gdy opadły chyba z niej emocje - wygrała dwa swoje podania i raz przełamała liderkę światowego rankingu w latach 2018-19, która miała moment, gdy zmęczona konsekwencją Polki łapała się już pod boki.

Niestety, przy stanie 4:5 Halep nie zmarnowała gema serwisowego - szkoda jednak, że przy stanie 15:0 Magda nie poprosiła o challenge, do czego wręcz głośno przekonywał szkoleniowiec, bo piłka po zagraniu rywalki mogła być autowa...

- To może tak z wysokości trybun wyglądało. Ja tę piłkę widziałam w korcie, stąd nie poprosiłam o challenge, nawet o tym nie myślałam, ale to już gdybanie - tłumaczyła Fręch.

Od stanu 1:1 w drugim secie dominacja Rumunki była już wyraźna, a rozluźnionej rywalce wychodziło niemal wszystko... Zakończyło się trzecią wygraną we wzajemnych potyczkach na przestrzeni ostatnich dwóch lat.

- Nie można powiedzieć, że zagrałam dziś źle. Tak naprawdę nie miałam czasu, żeby reagować, bo Simona tyle piłek trafiała niemal w sama linię, że nie mogłam nic zrobić. Szczególnie dobrze zaczęła, od pierwszej piłki zostałam zepchnięta. W tegorocznym Australian Open miałam więcej czasu na reakcję, było więcej wymian, a ona była bardziej odsunięta. Tutaj, gdy jej piłki wchodziły w kort, od razu parła do przodu.

Halep po meczu powiedziała, że miała wrażenie, że Polka podniosła poziom w porównaniu względem ich poprzednich spotkań.

- Faktycznie, podejmuję zupełnie inne decyzje niż jeszcze na początku tego roku. Zagrałam kilka meczów z zawodniczkami z topu i każdy taki mecz jest kolejnym doświadczeniem. Mam nadzieję, że będę dalej dojrzewać - obiecywała sobie 24-letnia Polka.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Duet z łapanki, czyli gorzkie tło polsko-brazylijskiego duetu

Fręch - 92. W rankingu WTA - może jednak uznać singlowy turniej na Wimbledonie za bardzo udany; pokonała dwie utytułowane rywalki (Camilę Giorgi i Annę Karolinę Schmiedlovą), znalazła się w gronie 32 najlepszych tenisistek wielkoszlemowej imprezy, zarobiła 120 tysięcy funtów brutto i powinna nabrać większej pewności siebie.

Tenisistka z Łodzi nie żegna się jednak jeszcze z Londynem, bo wciąż rywalizuje w turnieju deblowym w duecie z Brazylijką Beatriz Haddad Maią - w niedzielę zagrają w 3. rundzie z Amerykanką Nicole Melichar-Martinez i Australijką Ellen Perez.

Z Londynu - Tomasz Mucha, Interia

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL