Madison Keys nie obroni tytułu w Australii. Ten scenariusz już się ziścił
Rok temu Madison Keys zrealizowała scenariusz, o którym chyba nawet gdzieś w głębi siebie nie marzyła - na początku stycznia wygrała najpierw turniej WTA 500 w Adelajdzie, rozgrzana ruszyła do Melbourne - i tam dołożyła pięć kolejnych wiktorii. Co oznaczało triumf w Australian Open, po ograniu Igi Świątek w półfinale oraz Aryny Sabalenki w finale. Po czwartkowym poranku już wiemy, że do takiej powtórki nie dojdzie.

Gwiazda stycznia - tak rok temu mówiono o Madison Keys, która wkrótce świętowała 30. urodziny. Sprawiła sobie najpiękniejszy prezent w karierze - pierwszy raz wygrała wielkoszlemowy turniej w singlu, choć przecież taką szansę miała już 10 lat wcześniej. Też w Melbourne, wtedy utalentowaną Amerykankę w półfinale zatrzymała najlepsza w tourze - Serena Williams.
A do tego tytułu w Melbourne Madison dorzuciła jeszcze tytuł w poprzedzającym Szlema turnieju WTA 500 - Adelaide International. I to było coś szczególnego, bo rzadko się zdarza, by tenisistki były w stanie zrealizować coś takiego: wygrać pięć spotkań w jednym miejscu, od razu przenieść się w drugie. I tam dołożyć siedem. Praktycznie bez przerwy, bo finał w Adelajdzie Madison grała w sobotę, a już we wtorek musiała mierzyć się z Ann Li. I dała radę, w drodze po triumf ograła m.in. Jelenę Rybakinę, Eliną Switolinę, Igę Świątek i Arynę Sabalenkę.
Teraz wybrała podobną drogę, choć przecież wiele gwiazd Adelajdy nie miało w swoich planach bądź się z niej wycofało.
WTA 500 w Adelajdzie. Madison Keys kontra Victoria Mboko. Stawką półfinał turnieju
Po tamtym Australian Open Keys długo nie grała, leczyła kontuzję, a gdy wróciła na korty, nie było już tak radosnych historii. Nieźle wyszedł jeszcze Indian Wells (półfinał), przeciętnie było już na mączce, fatalnie, jak na jej możliwości serwisowe - na trawie.I do końca sezonu poprawa nie nadeszła, po US Open odpuściła grę na dwa miesiące, wróciła dopiero w Rijadzie. By po dwóch porażkach wycofać się z rywalizacji.

W tym czasie rosła już gwiazda Victorii Mboko - jeszcze przed 19. urodzinami sensacyjnie wygrała WTA 1000 w Montrealu, choć przecież sezon zaczynała od kwalifikacji turniejów ITF i miejsca w czwartej setce rankingu. Teraz jest już 17., w Adelajdzie miała szansę wskoczyć do TOP 15. Rok temu to też był niewyobrażalny scenariusz.
I niewyobrażalne było wówczas chyba to, że młoda Kanadyjka może mieć przewagę w potyczce z wielkoszlemową mistrzynią, jak dzisiaj. To Mboko imponowała szybkością gry, ale i lekkością uderzeń, zwłaszcza forhendowych. Szybko uzyskała też przewagę w wyniku.
Gdy u Keys funkcjonował serwis, była w stanie dominować. Jak w dziewiątym gemie, gdy Kanadyjka nie była nawet w stanie posłać returnem piłki na drugą stronę. Tyle że był to właściwie jedyny element, który poprawił się w meczu na tyle, że obrończyni tytułu nie mogła mieć zastrzeżeń.
Pierwszą partię na swoim koncie zapisała jednak Mboko, po 34 minutach gry. Wygrała 6:4, miała dodatni bilans wygrywających uderzeń do błędów (9:8), znacznie lepszy od Keys. I to było dość wyraźnie widać w trakcie gry.

Keys momentami chwytała się za głowę, jak przy piłce na pierwszego gema w drugim secie. Bo przegrywała już 0:2, została przełamana na starcie, gdy Mboko cudownie ją minęła, przechodząc z głębokiej defensywny do ofensywy. Madison miała szansę na pierwszy punkt, na 1:2, i zagrała dropszota w... połowę siatki. Sama nie mogła w to uwierzyć.
Za moment tego gema jednak zdobyła, ale wciąż to 19-latka posiadała przewagę przełamania. Choć wkrótce je straciła, by za moment znów zdobyć. I znów stracić.
Amerykanka prezentowała się coraz lepiej, więcej punktów dawał jej return, a i w ważnych chwilach pojawiły się asy serwisowe. Jak wtedy, gdy trzeba było bronić break pointa - na precyzyjny serwis mający prędkość 190 km/godz. Mboko nie znalazła odpowiedzi. W 10. gemie Kanadyjka znalazła się w bardzo trudnej sytuacji, przegrywała 4:5 i 15-40. Już pierwsza piłka setowa dla Keys dała jej wyrównanie w meczu, nastolatka zagrała w aut.
W takiej sytuacji, powrotu, wydawało się, że górę weźmie już doświadczenie Amerykanki. Nic bardziej mylnego - Keys została przełamana raz, a później drugi. I to po podwójnym błędzie serwisowym, Mboko miała już 4:1 i serwowała.
Nie wypuściła szansy, wygrała 6:4, 4:6, 6:2.
I to ona zagra w Adelajdzie o finał z Australijką Kimberly Birrell. Madison zaś może już myśleć o obronie tytułu w Australian Open - tam w pierwszej rundzie czeka na nią Ukrainka Ołeksandra Olijnykowa.















