Reklama

Reklama

Łukasz Kubot: Kluczem do zwycięstwa były skróty

Łukasz Kubot wygrał z Francuzem Florentem Serrą 7:6 (7-0), 6:2, 7:6 (7-4) w 2. rundzie wielkoszlemowego turnieju na kortach ziemnych im. Rolanda Garrosa w Paryżu (pula nagród 18,718 mln euro). Polski tenisista uważa, że kluczem do sukcesu były jego skróty.

"Agresywny styl gry został przeze mnie porzucony, zresztą tak jak zapowiadałem wcześniej. Mówiłem, że ten mecz będzie inny i ja będę musiał się starać grać szybciej piłkę, niż on. Udało mi się to, dopiero w trzecim secie on się trochę rozluźnił i zaczął strzelać nowymi piłkami, a do tego trafiał. Jemu wtedy nerwy chyba puściły, bo nie miał nic do stracenia, a pod presją znalazłem się ja" - powiedział Kubot.

"Rzadko się chwalę, ale muszę przyznać nieskromnie, że kluczem do zwycięstwa były skróty, które były po prostu fantastyczne w moim wykonaniu. Obecnie niewielu zawodników gra skrót, czy serwis-wolej albo return-wolej. Już jako junior skrót był moją wizytówką. Koledzy nawet mówili "lubiński" albo "miedziany skrót". To jest u mnie wrodzona chyba smykałka, szczególnie przydatna w takich warunkach jak dziś, kiedy walczyliśmy z czasem, żeby skończyć przed deszczem" - dodał.

Reklama

Środową wygraną Kubot przypieczętował olimpijską kwalifikację na igrzyska, choć już przejście do drugiej rundy dawało mu prawie pewność - choć nie stuprocentową - występu w Londynie.

"Po wygranej z Karolem Beckiem w pierwszej rundzie faktycznie złapałem trochę głębszy oddech. Możliwe, że  to miało gdzieś tam wewnętrzny wpływ na mnie i trochę się uspokoiłem; poczułem się pewnie. Ale to nie jest tak, że zrealizowałem cel. Bardzo solidnie do tego turnieju  przygotowałem się fizycznie i psychicznie. Teraz spadła ze mnie presja związana z olimpiadą, więc mogę się rozluźnić i iść dalej za ciosem" - powiedział Kubot.

Tenisista z Lubina na otarcie meczu przełamał serwis Francuza, ale później rywal odrobił straty. Podobnie było w trzecim secie, gdzie Polak prowadził już 3-0. Później sam przegrał nieoczekiwanie podanie na 4:5, ale wyrównał i znów doszło do tie-breaka.

"Nie jest sztuką grać, gdy się nie ma nic do stracenia i się po prostu strzela. Sztuką jest to, żeby dograć to do końca. On w końcówce nie potwierdził "breaka". Mnie się to też wcześniej zdarzyło w pierwszym i trzecim secie. Przy 5:4 Serra nie trafił ani jednego pierwszego serwisu, co pozwoliło mi wywierać presję przy drugim. Tym samym pozwolił mi grać, a ja to wykorzystałem do odrobienia straty. Potem był tie-break, w którym wybroniłem się z 3-4, a od 4-4 zagrałem trzy fantastyczne piłki, odważnie, do przodu. Właśnie tak powinienem grać decydujące punkty. Cieszę się, że udało się dokończyć mecz przed deszczem" - zaznaczył Kubot.

Kolejnym rywalem Polaka będzie w czwartek zwycięzca przerwanego przez deszcz pojedynku Belga Davida Goffina z Francuzem Arnaudem Clementem, dla którego jest to ostatni Roland Garros, bowiem kończy karierę. Spotkanie przerwały opady deszczu przy stanie 5:1 w piątym secie dla Goffina (i 30-0 dla Clementa przy jego serwisie).

"Nie znam zupełnie Goffina, choć słyszałem, że to młody i utalentowany zawodnik, jak wszyscy Belgowie, którzy mają bardzo szybkie nadgarstki. W czwartek zagram debla, a wieczorem siądziemy z trenerem Janem Stocesem i opracujemy taktykę. Goffin pokonał w pierwszej rundzie Radka Stepanka, więc na pewno jest mocny. Inna rzecz, to przewidziałem, że Radkowi może zabraknąć sił, bo w ubiegłym tygodniu grał dużo meczów. Cóż, trochę siedzę już w tym biznesie i nauczyłem się sporo na błędach, więc wiem jak to jest w tenisie" - dodał Kubot.


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje