Reklama

Reklama

Kyrgios walczył nie tylko z rywalem, ale i z urazem. Wyszarpał ćwierćfinał

W IV rundzie zmagań na Wimbledonie Australijczyk Nick Kyrgios, mimo wyraźnych problemów ze zdrowiem, pokonał Brandona Nakashimę. Potrzebował jednak do tego aż pięciosetowego maratonu. W ćwierćfinale zmierzy się z z Christianem Garinem.

Po tym, jak Nick Kyrgios wygrał emocjonujący bój ze Stefanosem Tsitsipasem, wielu upatruje w nim kandydata do gry przynajmniej w półfinale Wimbledonu. W poniedziałkowym meczu 1/8 finału Australijczyk mierzył się z Brandonem Nakashimą. 

 21-letni Nakashima, reprezentujący Stany Zjednoczone, to 56. zawodnik rankingu, który dość niespodziewanie dotarł aż do tego etapu zmagań na londyńskich kortach. 

Na starcie poniedziałkowego spotkania też zaskoczył, bo to on wygrał pierwszą partię z faworyzowanym i chwalonym w ostatnich tygodniach za wysoką formę Australijczykiem. Pod koniec pierwszego seta udało mu się przełamać rywala. 

Reklama

Nakashima - Kyrgios. Problemy ze zdrowiem Australijczyka

Szybko okazało się, że Kyrgiosowi dokuczał w tym spotkaniu uraz barku. Ostatecznie w drugim secie konieczne było udzielenie mu pomocy medycznej.

Dzięki tabletkom, które otrzymał, Kyrgios mógł wrócić na kort i po chwili prowadził już 3:1. Niedługo potem już czarował publiczność efektownym zagraniem, tzw. tenisowym "hot-dogiem". 

Nie znaczy to jednak, że bark przestał Australijczykowi dokuczać. Kilka gemów później, po zaserwowaniu asa, znów gestem pokazał, że czuje ból w tej strefie. Po grymasach na jego twarzy widać było, że męczy się grając z urazem. 

Kyrgios prowadził już 5:4 i w dziesiątym gemie Australijczyk serwował, by wygrać drugiego seta. Starał się różnicować zagrania, sięgać po dropszoty, ale bywały też takie akcje, w których źle na tym ostatecznie wychodził. W końcu sięgnął po najpewniejszą broń - najpierw zaserwował asa, a potem posłał kolejny świetny serwis, z którego zareturnowaniem nie poradził sobie już Amerykanin. 

W trzecim secie, przy stanie 3:2 dla Nakashimy, Kyrgiosowi znów była udzielana pomoc medyczna, tym razem ze strony fizjoterapeuty. 

W ósmym gemie tej partii Kyrgios zdobywał punkty praktycznie tylko znakomitymi serwisami. Widać było, że chce doprowadzać do skracania gry i ewentualnych wymian, by nie przeciążać za bardzo tego ramienia. Z kolei Nakashima na tym etapie spotkania sprawiał już wrażenie mocno zmęczonego trudami meczu. Można więc uznać, że i jemu na rękę było skracanie wymian. 

Ostatecznie trzeci set zakończył się tie-breakiem. A w nim Kyrgios popisywał się nie tylko znakomitym serwisem, ale też świetnymi returnami, w praktyce deklasując rywala w tym fragmencie spotkania.  W tie-breaku wygrał 7:2.

Wimbledon. Nakashima - Kyrgios. Zwrot akcji w 4. secie

Gdy wydawało się, że Kyrgios już na tyle nabrał wiatru w żagle w tym meczu, że nic mu nie powinno już grozić, niespodziewanie w siódmym gemie 4. seta Amerykanin zdołał przełamać Australijczyka. 

To zupełnie rozregulowało Kyrgiosa. Do końca seta zdążył popełnić kilka rażących niewymuszonych błędów. Czwarta partia padła łupem Nakashimy. 

W 3. gemie piątego seta Australijczyk znów próbował zagrać piłkę między własnymi nogami, ale wypadło to już komicznie, a nie efektownie. W tej sytuacji chciał to zrobić za bardzo na siłę, a było to z góry skazane na porażkę. Próba wykonania takiego ekwilibrystycznego zagrania w takim momencie wskazywała raczej, że Kyrgios jest już nieco wytrącony z równowagi przebiegiem tego spotkania.

Ostatecznie jednak Australijczyk zdołał przełamać rywala, mimo że sam wiele robił, żeby sobie to uniemożliwić - np. wdał się w zupełnie niepotrzebną wymianę zdań z arbitrem spotkania. Prowadził 2:1, a wkrótce już 3:1. Na nic zdały się próby wybicia Australijczyka z rytmu, stosowane przez Amerykanina - za pomocą zmiany rytmu uderzeń, dorzucania zagrań slajsem itd. Kyrgios doskonale sobie z tym wszystkim radził. 

Ostatecznie chwilę później 27-latek przełamał Nakashimę ponownie, wychodząc już na prowadzenie 4:1. 

Tym samym Kyrgios zameldował się w ćwierćfinale Wimbledonu. 

1/8 finału:

Nakashima - Kyrgios 2:3 (6:4, 4:6, 6:7, 6:3, 2:6)

Czytaj także: WTA ukarało organizatorów turniejów tenisowych

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL