Reklama

Reklama

Kubot: Tak grającego Paire'a ciężko zatrzymać

- Łukasz Kubot przegrał z Francuzem Benoit Paire'em 6:7 (2-7), 2:6, 4:6 w 2. rundzie wielkoszlemowego Roland Garros na kortach ziemnych w Paryżu (z pulą nagród 21,017 mln euro). Polski tenisista przyznał, że świetnie dysponowanego przeciwnika trudno powstrzymać.

"Pierwszy set był na bardzo wysokim poziomie, a obaj graliśmy bardzo agresywnie i równo. Doszło do tie-breaka, w którym decydowały praktycznie dwie piłki. Znam przeciwnika bardzo dobrze, choć bilans miałem ujemny przed tym meczem. Dzisiaj muszę oddać przeciwnikowi honor, bo rozegrał fantastyczny mecz i zasłużenie wygrał. Nie mam gdzie tutaj szukać wymówek, no może jedynie mogę sobie zarzucić, że nie wykorzystałem prowadzenia w trzecim secie 3:0, z dwoma +breakami+. Powinienem przytrzymać to, ale serwowałem wtedy bardzo słabo, a on zrobił skuteczny użytek ze swojego solidnego serwisu. Widać, że Benoit gra swój najlepszy tenis i ciężko jest go zatrzymać" - powiedział po porażce Kubot.

Reklama

W lutym Kubot zwichnął pechowo kostkę podczas spotkania o Puchar Davisa we Wrocławiu i miał na wiosnę kilkutygodniową przerwę w startach. Po niej przesunął się z początku siódmej dziesiątki rankingu ATP World Tour na dalsze pozycje pod koniec pierwszej setki.

"Pech, można gdybać co by było, gdyby, ale przed tym sezonem podjąłem decyzję, że chcę pomóc drużynie narodowej w walce o Grupę Światową i dotrzymuję słowa. Wiadomo, że startując w Pucharze Davisa trzeba zrezygnować z czterech czy pięciu turniejów ATP, co kosztuje szansę na walkę o punkty i grę z najlepszymi, czy nawet myśleć o zwycięstwie w nich. Kontuzje się zdarzają, owszem wypadłem z pierwszej setki, ale nie panikowałbym z tym, bo to się zdarzyć może każdemu" - uważa Kubot.

W dniach 13-15 września Polska podejmie na ziemnej nawierzchni w warszawskiej hali Torwar reprezentację Australii. Stawką barażu jest awans do Grupy Światowej Pucharu Davisa.

W tegorocznym Roland Garros organizatorzy nie tylko powiększyli pulę nagród, ale i zmienili proporcje rozdziału ich, podwyższając premie dla tych, którzy odpadają w pierwszych trzech rundach.

"Uważam, że to dobry krok, zresztą podobnie myśli ogromna większość zawodników. Obecnie tenis tak idzie do przodu, że właściwie jak nie jesteś w pierwszej pięćdziesiątce rankingu, to nie masz pewnego miejsca w turnieju głównym. Wtedy samemu trzeba opłacać większość wydatków, szczególnie gdy zatrudnia się cały sztab trenerski. Do czołówki można się dostać grając w challengerach, a tam premie, nawet za zwycięstwo w imprezie, nie zwracają niestety wszystkich kosztów" - powiedział Kubot.

"Negocjacje w tej sprawie trwały praktycznie cały ubiegły rok, no i udało się przekonać organizatorów turniejów Wielkiego Szlema do podwyższenia premii. To szczególnie ważne jest w przypadku Australian Open, bo dla graczy z Europy kupienie biletów dla siebie i swojego teamu, to naprawdę robi się ogromny wydatek. Porażka w pierwszej rundzie z trudem pokrywa te koszty. Myślę, że to szczególnie ważne dla młodych zawodników wąchających dopiero wielki tenis i spełniających swoje marzenia o grze w Wielkim Szlemie" - dodał.

31-letni Polak jest obecnie 107. w rankingu, a ponieważ w Paryżu odpadł rundę wcześniej, niż rok temu, straci punkty i kilka pozycji. Mimo to wystąpi w Wimbledonie w turnieju głównym, bowiem uczestników wielkoszlemowych imprez wyłania notowanie z dnia przypadającego na sześć tygodni przed turniejem. 13 maja Kubot był w setce.

"Wimbledon będzie praktycznie ostatnim turniejem, w którym wejdę do drabinki bez eliminacji. Przed nim będę jeszcze próbował wystąpić w Queen's Clubie albo w Halle, ale ciężko będzie z moim obecnym rankingiem. Ale po ostatnich słabszych występach jestem zadowolony z występu w Paryżu. Wygrałem tu w pierwszej rundzie z ciężkim rywalem, choć sam nie grałem najlepiej, a dzisiaj udawało mi się wytrzymać tempo fantastycznie dysponowanego rywala. Myślę, że jestem na dobrej drodze. Po prostu muszę grać jak najwięcej meczów, a wtedy wróci pewność gry i ranking też się zacznie poprawiać" - powiedział tenisista z Lubina.

Z Paryża Tomasz Dobiecki

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje