Krótkie życie tenisowej legendy. Przez niego Wojciech Fibak trafił na okładkę "New York Times"
Vitas Gerulaitis nie odniósł tak wielkich sukcesów, jak jego przyjaciele Bjoern Borg, John McEnroe, czy Jimmy Connors, ale bez dwóch zdań był jedną z najbardziej pamiętnych postaci w historii tenisa. Wygrał Australian Open, ale bardziej znany był z tego, że był imprezowiczem i kobieciarzem. To przez niego Wojciech Fibak trafił na okładkę "New York Times". Niestety jego życia przerwała tragiczna śmierć. Trumnę Amerykanina, nazywanego "Litewskim Lwem" niosły wielkie gwiazdy tego sportu.

W skrócie
- Vitas Gerulaitis był barwną postacią tenisa, słynącą nie tylko z sukcesów sportowych, ale także z imprezowego stylu życia i kontaktów z gwiazdami.
- Jego największym osiągnięciem było zwycięstwo w Australian Open 1977, a także finały US Open (1979) i French Open (1980).
- Tragiczna śmierć Gerulaitisa w wieku 40 lat poruszyła świat sportu, a jego pogrzeb zgromadził największe gwiazdy tenisa.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Największym triumfem Vitasa Gerulaitisa w karierze było zwycięstwo w Australian Open w Melbourne w 1977 roku, gdzie pokonał Brytyjczyka Johna Lloyda w finale. Gerulaitis dotarł również do finału US Open w 1979 roku i French Open w 1980 roku, gdzie przegrał odpowiednio z Johnem McEnroe i Bjoernem Borgiem.
Gerulaitis urodził się w Brooklynie, ale miał litewskie pochodzenie. Jego rodzice uciekli z kraju do Ameryki podczas drugiej wojny światowej. Został on obywatelem USA i - podobnie jak jego siostra Ruta - okazał się wielkim talentem tenisowym. Oboje zostali zawodowcami.
Spotkania z podtekstami z Wojciechem Fibakiem
Zwycięzca Australian Open z 1977 roku znany był jako imprezowicz, kobieciarz i stały bywalec legendarnego nowojorskiego klubu nocnego "Studio 54", gdzie spotykał się z takimi supergwiazdami, jak Mick Jagger i Andy Warhol. Był sportowym playboyem, takim jak George Best i legenda Formuły 1 James Hunt.
Jego kariera splotła się też z sukcesami Wojciecha Fibaka. Ich spotkania miały wiele podtekstów.
W lipcu 1979 roku obaj zagrali ze sobą na turnieju Forest Hills WCT w Nowym Jorku. I tam doszło bowiem do niebywałego skandalu i afrontu. Gerulaitis po porażce z Fibakiem, kompletnie zignorował Polaka i sędziego, opuszczając kort.
- Dwa razy w życiu znalazłem się na okładce "New York Timesa". I raz było to właśnie po spotkaniu z Gerulaitisem. To, co zrobił, było tak szokujące, że natychmiast znalazł się na czołówkach amerykańskich gazet. Mówiły o nim wszystkie media. Pewnie chcielibyście wiedzieć, jak to wtedy odebrałem. No cóż, nawet jeśli poczułem się dotknięty, to chyba na szczęście raczej nie bezpośrednio. Nie było tak, że znaleźliśmy się przy siatce, a on nie chciał mi podać ręki. Nie, on po prostu w ogóle do niej nie podszedł - wspominał kiedyś nasz wielki tenisowy mistrz w rozmowie z "Przeglądem Sportowym".
Chyba w ogóle w historii nie było takiego tenisisty. To jedna z najbardziej charakterystycznych postaci, jakie kiedykolwiek pojawiły się na zawodowych kortach. Był momentami jak Tarzan. Porywczy, niesamowicie silny, piekielnie szybki. Był jak wicher, jak książę Witold. Był po prostu legendą
W 1980 roku obaj spotkali się w ćwierćfinale Rolanda Garrosa w Paryżu. To był jeden najbardziej pamiętnych pojedynków w najnowszej historii polskiego tenisa. Kibice zgotowali obu tenisistom owację na stojąco, bo stoczyli wówczas prawdziwą bitwę.
Tragiczna śmierć Vitasa Gerulaitisa. Miał 40 lat
Gerulaitis zakończył karierę w 1986 roku i trafił później na pierwsze strony gazet, m.in. po tym, jak został oskarżony o posiadanie narkotyków. Z czasem jednak się uspokoił.
Pozostał jednak obecny na scenie tenisowej jako komentator w amerykańskiej telewizji. Miał też krótki epizod u boku Pete'a Samprasa. Amerykanin, z Gerulaitisem jako trenerem, wygrał w 1994 roku finał z Borisem Beckerem.
Kilka miesięcy później informacja o śmierci Gerulaitisa zszokowała środowisko tenisowe. Przecież dopiero co skończył 40 lat. Okoliczności jego zgonu są tragiczne. 17 września 1994 roku Amerykanin spędził noc w pensjonacie przyjaciela w małym miasteczku Southampton niedaleko Nowego Jorku. Nieprawidłowo zainstalowany podgrzewacz basenu sprawił, że zatruł się tlenkiem węgla. Martwego Gerualitisa, który nie pojawił się na kolacji, znalazła jedna z osób z obsługi.
- Był dla mnie jak brat. Znałem go dłużej i lepiej niż kogokolwiek innego i czuję się, jakbym stracił członka rodziny - mówił Borg dziennikowi "New York Times".
On, a także McEnroe i Connors nieśli trumnę swojego przyjaciela, który spoczął na cmentarzu Saint Charles w Farmingdale.
Zobacz również:















