Koszmar Jasmine Paolini. Po niemal ośmiu latach. W dzień 30. urodzin
Reprezentacja USA jest głównym faworytem United Cup, to nie ulega wątpliwości. Tuż za jej plecami eksperci stawiają na reprezentacje Włoch, Polski, Kanady i Niemiec. Tymczasem Włosi już mają spory problem: za sprawą Szwajcarii, która wygrała pierwszy mecz z Francją 3:0, a teraz kapitalnie zaczęła kolejne spotkanie. Choć przecież to świętująca dzisiaj 30. urodziny Jasmine Paolini była faworytką w potyczce z Belindą Bencic. Jakie będą konsekwencje takiego wyniku?

Rywalizacja w United Cup zaczęła się w piątek - zmagania grupowe odbywają się po raz trzeci z rzędu w Perth i Sydney. Biało-Czerwoni będą występować w tym drugim mieście, zaczną w poniedziałek rano polskiego czasu od potyczki z Niemcami. Już dziś można powiedzieć, że spotkanie to zdecyduje o pierwszym miejscu w grupie. To również za sprawą pewnego zwycięstwa naszych zachodnich sąsiadów nad Holandią.
Ciekawie jest też w Perth - już w sobotę kłopoty mieli Amerykanie, po niespodziewanej przegranej Taylora Fritza z Sebastienem Baezem. Skórę obrońcom tytułu uratowała Coco Gauff - najpierw wygrywając mecz singlowy, a później jeszcze pomagając w mikście.
Dziś w podobnej sytuacji - i to jest niespodzianka - znalazła się ekipa Włoch. A co by nie mówić: nawet bez Jannika Sinnera czy Lorenzo Musettiego to kandydaci do gry w finale. Z Jasmine Paolini w składzie, ale też i Flavio Cobollim, 22. obecnie w rankingu ATP.
United Cup. Zaskakujący przebieg meczu Jasmine Paolini - Belinda Bencic. Pod dyktando niżej notowanej tenisistki
Włosi zaczynali dziś zmagania od potyczki ze Szwajcarią, która wygrała pierwsze spotkanie z Francją 3:0.Te trzy zespoły tworzyły jedną grupę także rok temu, ale w Sydney. I wtedy wątpliwości nie było żadnych, drużyna z Jasmine Paolini i Flavio Cobollim wygrała oba spotkania po 3:0, straciła tylko jednego seta. A liderka drużyny rozbiła Belindę Bencic 6:1, 6:1, Szwajcarka wracała wtedy do touru po przerwie macierzyńskiej.

Ich ostatnia spotkanie w Ningbo wyglądało już jednak inaczej - w października też triumfowała Jasmine, ale po spotkaniu wyniszczającym. Trwającym niemal 3,5 godziny. Paolini wygrała 4:6, 7:5, 7:5 - tamtym meczem zapewniła sobie awans do WTA Finals.
Dziś jednak scenariusz był zupełnie inny.
Dla Włoszki był to szczególny dzień - w niedzielę obchodziła 30. urodziny. Prezentu sama sobie jednak nie sprawiła, była momentami zupełnie bezradna przy świetnie dysponowanej Szwajcarce. Gdy jeszcze w początkowej fazie Bencic miała kłopoty z serwisem, Jasmine mogła liczyć na jakiś zwrot akcji. Rywalka kapitalnie returnowała, uzyskiwała przewagę.
To Szwajcarka, po pięciu wzajemnych przełamaniach na początku spotkania, jako pierwsza utrzymała podanie. Też miała moment niepewności, prowadziła 4:2 i 40-0, Włoszka zdołała wyrównać na 4:4. Później jednak Belinda pokazała swoją wyższość: znakomicie rozrzucała Paolini po korcie, kończyła te akcje.
Pierwszego seta Szwajcarka zapisała na swoim koncie po niemal godzinie gry (6:4), w drugim też uzyskała przełamanie na 2:1, a za moment potwierdziła je swoim podaniem. I to był już wyrok dla Jasmine, której momentami jakby brakowało siły na przeniesienie piłki nad siatką, po mocnych zagraniach Bencic. Szwajcarska mama zakończyła mecz efektownym krosowym bekhendem, Paolini nie dobiegła do piłki. Skończyło się na 6:4, 6:3 - wygranej w dwóch setach, co też może mieć znaczenie.
Do wygrania grupy Szwajcaria potrzebuje jeszcze jednego zwycięstwa: albo weterana Stana Wawrinki nad Cobollim, albo później w mikście.
Paolini przegrała zaś piąte spotkanie z rzędu - wliczając półfinał w Ningbo z Jeleną Rybakiną oraz trzy przegrane w WTA Finals. Po raz ostatni tak fatalną serię miała wiosną 2018 roku...












