Zaledwie 13 dni temu w Madrycie Aryna Sabalenka i Marta Kostiuk spotkały się Manolo Santana Stadium w Madrycie - wtedy stawką ich spotkania był półfinał turnieju WTA 1000. Spędziły na tym najważniejszym obiekcie na Caja Magica 150 minut, stworzyły magiczne widowisko, w którym Kostiuk miała piłki setowe w obu partiach. I obie przegrała po tie-breakach.
Teraz w Rzymie ich spotkanie kończyło zmagania na Campo Centrale, najważniejszym obiekcie Foro Italico. I choć nie było tak piękne, jak to poprzednie, również dostarczyło sporych emocji. Choć z przerwą na drugą część pierwszego seta, bo w niej wyraźnie górowała Sabalenka.
Niepotrzebna Świątek czy Sabalenka. Fenomenalny bój w Rzymie. Aż zwymiotowała
WTA Rzym. Aryna Sabalenka kontra Marta Kostiuk na Campo Centrale. Rewanż za ćwierćfinał w Madrycie
W Madrycie Sabalenka pokazała niezwykłą odporność psychiczną, bo przecież tak w starciu z Peyton Stearns, jak i w meczu z Martą Kostiuk obroniła po kilkanaście break pointów. W poniedziałek na Campo Centrale pierwsze dwie okazje miała już w gemie otwarcia. Zareagowała skrótem, później asem, dołożyła kolejne dwa świetne serwisy. A gdy skończył się pierwszy gem, miała już pięć wygrywających ataków, do których Ukrainka nie była w stanie dobiec.
Ten początek spotkania mógł albo podciąć skrzydła podopiecznej Sandry Zaniewskiej, albo też dodać wiatru. W drugim gemie Kostiuk przegrywała już 0-40, popełniła dwa podwójne błędy serwisowe z rzędu. Kamery momentalnie pokazały jej trenerkę, która wciąż dyskutowała ze swoją zawodniczką. Ukrainka odrobiła te straty, później obroniła czwartą szansę Sabalenki na przełamanie, ale piątej - już nie. Minęły cztery minuty, a już na tablicy wyników były trzy gemy po stronie liderki rankingu. I zero na koncie jej rywalki.

Kostiuk przegrała tego seta po 31 minutach 1:6, nie była w stanie nawiązać walki. Ryzykowała, grała mocno, ale nie trafiała. 18 niewymuszonych błędów przy ośmiu Sabalenki - to właśnie była ta kluczowa różnica. Atakowały bowiem równie często. No i zawodziło drugie podanie Kostiuk - Sabalenka momentalnie przechodziła wówczas do ofensywy.
Zmiana sytuacji w drugim secie meczu Kostiuk i Sabalenki. Ukrainka w końcu wywalczyła przełamanie. I serwowała po 6:3
Po przegraniu seta Kostiuk udała się do szatni, zapewne potrzebowała chwili wyciszenia. Te kilka minut wystarczyło, by rzeczywiście zaczęła gra lepiej. I spokojniej, choć błędy wciąż się trafiały. Myliła się też jednak Sabalenka, mecz się wyrównał. Ukrainka tym razem wygrała gema otwarcia, w drugim miała szansę na przełamanie. Pojawiła się więc szansa, że to spotkanie nie zakończy się jednak tak szybko, jak wskazywał na to jego początek.

Dwa, trzy lata temu Sabalenka w takich sytuacjach często była chwiejna, dziś w kryzysowych sytuacjach radzi sobie być może najlepiej na świecie. Czwarty gem to cztery kolejne break pointy Kostiuk, a ostatni punkt znów zdobyła zawodniczka z Mińska. Gdy było trzeba, rozrzucała rywalkę. W porównaniu do pierwszego seta poprawił się jednak serwis Marty, pozwalał jej dość pewnie wygrywać własne gemy.
Tylko że w tych Sabalenki przeżywała mentalne koszmary. Prowadziła 3:2, miała dwa kolejne break pointy. I co zrobiła Sabalenka? Pierwszego obroniła skrótem, drugiego - asem. A później jeszcze trzeciego - potężnym forhendowym atakiem. Wydawało się, że 27-latki z Mińska nic już nie zatrzyma. Nawet to, że przegrała kilkunastominutowego gema przy podaniu Kostiuk.
A jednak do pewnej zmiany w tym spotkaniu doszło. Sabalenka obroniła jedenastego break pointa, za chwilę dwunastego. Ale trzynastego już nie. Kostiuk odskoczyła na 5:3, serwowała po 1:1 w setach. I nie dała rady tego zrobić, Aryna odpaliła rakiety.
A później Sabalenka po raz drugi przełamała Kostiuk, zdenerwowanej, zrozpaczonej wręcz Ukraince nie wystarczyło nawet 40-0 we własnym gemie serwisowym. Znalazła się pod ścianą, przegrywała 5:6. A jednak doszło do trzeciego ich tie-breaka w ostatnich dniach, przy stanie 30-30 Sabalenka popełniła podwójny błąd, a za moment nadziała się na piękny return.
W tie-breaku zaś obie szły "na ząbki". Przy 4-4 Sabalenka minimalnie wyrzuciła forhend, choć miała inicjatywę. Dwa razy jednak serwowała i ten element ją nie zawiódł. Uzyskała piłkę meczową. Kostiuk ją obroniła, w mistrzowski sposób. A później w jeszcze piękniejszej wymianie, skrótem, wywalczyła setbola. Emocje wskoczyły na najwyższy poziom. Aż wreszcie Kostiuk przegrała podanie przy 8-8, Sabalenka dostała kolejnego meczbola, ale już mając serwis. Awans wywalczyła jednak... skrótem. Po kapitalnym spotkaniu.
W ćwierćfinale triumfatorka tego spotkania zmierzy się z mistrzynią olimpijską - Qinwen Zheng.














