Kosmiczny finał w Atenach, 181 minut walki. Djoković wskazał ostatniego uczestnika ATP Finals
Novak Djoković w trwającym sezonie wygrał tylko jeden turniej. Stało się to tuż przed Roland Garros. W finale imprezy w Genewie Serb pokonał Huberta Hurkacza. W sobotnie popołudnie "Nole" stanął przed szansą na zdobycie drugiego tytułu w sezonie. W finale imprezy ATP 250 w Atenach mierzył się z Lorenzo Mustettim. Mecz stał na kosmicznym poziomie. Ostatecznie po ponad trzech godzinach wygrał Djoković 4:6, 6:3, 7:5. To oznacza, że w ATP Finals zagra Felix Auger-Aliassime, a rezerwowym będzie Musetti.

Novak Djoković mimo swojego wieku wciąż jest jednym z czołowych tenisistów świata. Nie będzie kłamstwem stwierdzenie, że 38-letni Serb walczy o miano trzeciego najlepszego zawodnika globu z Alexandrem Zverevem. Poza zasięgiem "Nole" pozostaje tylko wielka dwójka współczesnego tenisa - Jannik Sinner i Carlos Alcaraz.
W tym sezonie Djoković zbyt wiele do swojej gabloty nie dołożył. Udało mu się bowiem wygrać ledwie jeden turniej. W Genewie w finale pokonał Huberta Hurkacza, tym samym zdobywając swój setny tytuł w karierze, co jest osiągnięciem niewiarygodnym. Oprócz tego czterokrotnie był w półfinałach Wielkich Szlemów, ale nie zdołał ich wygrać.
Niewiarygodny finał w Atenach. Kolejny tytuł Djokovicia
Mimo braku wielu triumfów Djoković i tak bez kłopotu zakwalifikował się do turnieju ATP Finals w Turynie, który rusza już jutro. Dzień przed startem imprezy we Włoszech przyszło mu rywalizować właśnie z Włochem o tytuł w turnieju ATP 250 w Atenach. Po drugiej stronie siatki stał Lorenzo Musetti.
Można było spodziewać się, że panowie stworzą wielkie widowisko, bo zwykle tak się dzieje, gdy ta dwójka jest po przeciwnych stronach kortu. Tak się faktycznie stało. Pierwsza partia była popisem niżej notowanego zawodnika. Musetti robił na korcie praktycznie wszystko dobrze, grał momentami spektakularnie.
To doprowadziło do jego pewnego zwycięstwa 6:4 w 49 minut. Pod koniec partii można było jednak odczuć, że Djoković się budzi i potwierdzenie tych przewidywań znaleźliśmy w drugim secie. Ten przez długi czas wynikowo był wyrównany, ale bez wątpienia kontrolę na korcie miał Novak.
Serb wygrał tę partię 6:3, przełamując Musettiego na 5:3. Już w tamtym momencie spokojnie można było stworzyć z tego spotkania kilkuminutowy skrót ze spektakularnymi akcjami. Creme de la creme dostaliśmy jednak w trzecim - decydującym secie, którego serwisem zaczynał Włoch.
Dwa pierwsze gemy były dość wyrównane, ale oba wygrane przez serwujących. W trzecim Djoković wypracował sobie dwie szanse na przełamanie i drugą z nich wykorzystał, wychodząc na prowadzenie. Wydawało się, że w swoim stylu dowiezie zwycięstwo do końca. Nic bardziej mylnego.
Już w szóstym gemie tej partii Musetti wypracował sobie dwie okazje do przełamania i również drugą wykorzystał. Chwilę później znów byliśmy świadkami kolejnego zwrotu akcji, bo Djoković od razu odebrał podanie rywalowi. Dobrnęliśmy do stanu 5:4 i serwisu po tytuł Serba.
W tym momencie Musetti znów podniósł poziom i przy drugiej okazji odebrał serwis przeciwnikowi, wracając do meczu. Jak się okazało, nie na długo. W 11. gemie znów pojawiły się problemy serwisowe Musettiego, a te skrupulatnie wykorzystał Djoković, który znów przełamał Włocha.
Tym razem nie pozwolił sobie jednak na choćby sekundę dekoncentracji i gema na 7:5 wygrał do zera. To oznacza, że do gabloty wstawi sobie już sto pierwsze trofeum w karierze. Cały mecz trwał dokładnie trzy godziny i minutę, a sam trzeci set to aż 89 minut rywalizacji. Nie ma wątpliwości, że było to jedno z najlepszych spotkań w tym sezonie.











