Koniec serii w starciu Polki z finałową pogromczynią Sakkari. Turniejowa "5" na aucie
Dla Katarzyny Kawy ten rok zaczął się pięknie, bo przecież razem z polską drużyną triumfowała w United Cup, kapitalnie grała w mikście, godnie przy tym zarobiła. Indywidualną szansę dostała później: w eliminacjach Australian Open, w kolejnych turniejach ITF i WTA. Skończyło się na... pięciu porażkach. I trudno było liczyć na to, że do jakiegoś cudu i przełamania dojdzie w tym tygodniu, w WTA 125 w Antalyi. Polka znów nie miała farta w losowaniu - trafiła na rozstawioną z "5" Mayar Sherif - Egipcjanka jest zaś specjalistką od gry na mączce. Tymczasem na Riwierze Tureckiej doszło jednak do sensacji.

Nieco ponad rok temu Katarzyna Kawa postawiła wszystko na jedną kartę. Sporo zmieniła w swoich planach treningowych, przede wszystkim jednak ograniczyła występy deblowe, skupiła się na singlu. Cel był jeden - awans do najlepszej setki rankingu WTA. Blisko niej była już kilka lat temu, w pandemii. Jesienią zeszłego roku wskoczyła już na 120. miejsce, tak zaczynała turniej w Ningbo. A to już blisko historycznego osiągnięcia.
Tyle że końcówka roku nie była udana, może nawet sama zawodniczka przesadziła, decydując się jeszcze na występy w Dubaju i Limoges, w pierwszej połowie grudnia. W obu przegrała pierwsze pojedynki, urlop też był krótki.
Sygnałem, że może w jej karierze stać się coś przełomowego, mógł być United Cup. Wspólnie z Janem Zielińskim stworzyli wybitną parę, wygrali wszystkie swoje spotkania. To ich postawa dała nam zwycięstwa z Australią, USA i Szwajcarią. A w konsekwencji - tytuł.
Tyle że 33-latce z Krynicy-Zdrój nie udało się tego wielkiego momentu przenieść na indywidualne zmagania. Była więc porażka w Melbourne z Darią Snigur w pierwszej rundzie kwalifikacji Australian Open, za chwilę zaś podobna w turnieju ITF w Lesznie, chwilę po powrocie do Polski. Szczęścia zabrakło w Ostrawie, Kawa była najwyżej notowaną zawodniczką w eliminacjach, też przegrała. Seria przedłużyła się na kwalifikacje w Dosze oraz pierwszy z turniejów rangi WTA 125 w Antalyi. Tydzień temu uległa bowiem rozstawionej z "3" Moyuce Uchijimie.

I dosłownie nic nie wskazywało na to, że w tym tygodniu coś się w Turcji zmieni. Katarzyna wpadła na świetnie czującą się na ziemi Mayar Sherif.
WTA 125 Antalya. Katarzyna Kawa kontra Mayar Sherif w meczu. Fantastyczny finał starcia dla Polki
Do zeszłego roku bilans starć Polki z Egipcjanką wynosił 0:3. Szczególnie bolesna była przegrana z finału WTA 125 w Buenos Aires, w grudniu 2024 roku. Kawa walczyła wtedy o miejsce w kwalifikacjach Australian Open, leciała do Ameryki Południowej w ciemno, nie mając pewności, że dostanie miejsce w turnieju. Prosto z finałów BJK Cup w Maladze. Tyle że ostatecznie w Argentynie zagrała, dotarła do finału, tam stoczyła porywający bój z Mayar Sherif. Odwróciła jego losy ze stanu 3:6, 0:4, prowadziła w trzecim secie, przegrała go jednak 4:6. I tych punktów później zabrakło do startu w Melbourne.

Przełomem było dopiero zeszłoroczne starcie w Bastad - też na mączce, też w turnieju rangi 125. Było już 6:2, 5:3 dla Egipcjanki, gdy Polka zaczęła odrabiać straty. I odrobiła je, tym razem to ona wyszła z tego zwycięska.
Dziś jednak sytuacja jest trochę inna - Sherif w poprzednim tygodniu dotarła do półfinału w Antalyi, w nim po ponad trzygodzinnym boju uległa Uchijimie - tej samej, która na starcie imprezy ograła Polkę. A później Japonka dorzuciła triumf w finale.
Dziś to Polka lepiej wytrzymywała kluczowe momenty w secie otwarcia. Sporo tu było przełamań, sztuką zaś utrzymanie własnego podania. I Kawie to się udało w kluczowym momencie, w ósmym gemie. Egipcjanka miała dwa break pointy, przy stanie 15-40, mogła wyrównać na 4:4. Cztery kolejne akcje na swoim koncie zapisała jednak reprezentantka Polski, do ona wkrótce cieszyła się z wyniku 6:3.
Tyle że w drugiej partii wszystko się odwróciło, teraz to Kawa nie wykorzystała swojej wielkiej szansy. Mogła wyrównać na 2:2, miała trzy okazje przy 0-40 w czwartym gemie, a go przegrała. I za moment poległa do zera w swoim gemie, co już ostatecznie chyba zabrało nadzieje. 6:1 dla Mayar Sherif znaczyło, że turniejowa "5" zdołała wyrównać stan meczu.
Po raz trzeci z rzędu w ich potyczkach decydował więc trzeci set. I był właściwie kalką tego drugiego, ale... odwrotnie. To Egipcjanka prowadziła 2:1, serwowała Kawa, było 15-40. Kto wie, jak potoczyłyby się losy tego spotkania, gdyby faworytka jednak gema wygrała. I podwyższyła na 3:1. Polka wyrównała, a w czterech kolejnych gemach pozwoliła rywalce zdobyć zaledwie pięć punktów. Skończyło się więc na 6:3, 1:6, 6:2 dla Katarzyny.
To duży sukces 33-latki, przerwała serię siedmiu kolejnych porażek w singlu. Zwłaszcza że Sherif specjalizuje się w grze na tej nawierzchni. Trzy razy grała na niej w finałach imprez z głównego cyklu WTA - w 2022 roku pokonała nawet w finale w Parmie Marię Sakkari, wtedy światową "7". I to właśnie występy na mączce doprowadziły ją do 31. pozycji w rankingu WTA 2,5 roku temu.
Rywalką Kawy w czwartkowym meczu 1/8 finału będzie Ukrainka Katarina Zawacka lub Turczynka Ipek Oz.
















