Karol Stopa: Bez rewolucji

Trwa odliczanie dni, jakie zostały do startu kolejnego sezonu w profesjonalnym tenisie. Zewsząd słychać o zmianach, bądź regulaminowych modyfikacjach, szykowanych na światowych kortach. Panie i panowie maszerują jednak do tego celu różnymi drogami, a odmienności w turniejowych przepisach obu cykli, w miarę upływu lat, wyraźnie przybywa.

Pod koniec listopada na Flushing Meadows gremium dyrektorskie WTA dyskutowało i zatwierdzało liczne poprawki na rok 2018. W większości były to posunięcia wyważone i rozsądne, w odróżnieniu od chyba jednak drastycznych kroków, na jakie coraz większą ochotę mają szefowie ATP.

Reklama

Jedna z ważnych decyzji dotyczyła tzw. dzikich kart za zasługi. W imprezach WTA International do tej pory taka ekstra przepustka przysługiwała zawodniczkom z TOP 20. Teraz mogą z niej korzystać także byłe mistrzynie wielkiego szlema, zwyciężczynie WTA Finals oraz Premier Mandatory, jak również panie liderujące kiedyś w rankingu. Przepis ten, co jest nowością, obowiązywać ma także w turniejach Premier i Premier 5.

Nie dotyczy za to Indian Wells, Miami, Madrytu i Pekinu.

Przestrzeganie czasu pomiędzy punktami nie było dotąd u kobiet kwestią aż tak drażliwą, jak to ma miejsce u mężczyzn. Mimo to wprowadzono do przyszłorocznych turniejów pań niemal identyczną metodę postępowania z łamiącymi przepis, jak u panów. Serwująca, po wstępnym ostrzeżeniu, gdy następuje kolejne przekroczenie limitu, traci pierwsze podanie.

Odbierająca w identycznej sytuacji przegrywa punkt. Dozwolony czas na wznowienie gry to w dalszym ciągu 20 sekund. W cyklu ATP limit jest obecnie o 5 sekund dłuższy.

Lekko zaostrzone zostały przepisy dotyczące przerwy macierzyńskiej.

Tenisistka wracająca na kort po urodzeniu dziecka dalej może korzystać z udogodnień, lecz ta ekstra opieka funkcjonuje tylko przez okres 12 miesięcy od porodu. Późniejszy powrót do gry w turniejach oznacza, że ułatwień już nie ma. Dla porównania zawodniczka kontuzjowana lub chora ma więcej czasu na skorzystanie np. z rankingu ochronnego.

WTA bardzo rygorystycznie przestrzega reguł, dotyczących wieku tenisistek. Teraz zdolna 14-latka, która zagrała w finale wielkoszlemowej imprezy juniorek, będzie mogła skorzystać z ekstra dzikiej karty do imprezy głównej cyklu. Mowa o uprawnieniu, jakie pojawiało się dotąd dopiero dla tych w przedziale od 15 do 17 roku życia. Zdecydowano się na wyłom, bo młoda fala napiera jednak coraz ostrzej. Tylko w tym roku Marta Kostiuk z Ukrainy wygrała Australian Open pięć miesięcy przed piętnastymi urodzinami, a 13-letnia Amerykanka, Cori Gauff walczyła o tytuł w Nowym Jorku. Przed rokiem Amanda Anisimova z USA grała finał Roland Garros mając lat 14, a dziś, kiedy ma już za sobą szesnaste urodziny, dodatkowo może się pochwalić tegorocznym tytułem juniorskiej mistrzyni US Open.

Mimo kilku spektakularnych, medialnych protestów, WTA wciąż dba o nagłaśnianie wizyt trenerów  na korcie. W roku 2018 każdy coach, który podczas rozmowy z zawodniczką zapomni o włączeniu  mikrofonu, albo też, co nie daj Boże, w ogóle nie zabierze go ze sobą, musi się spodziewać surowej kary. Sankcja za przestępstwo to odsunięcie z ławki aż do końca turnieju, a może nawet na kolejną jeszcze imprezę. Swoją drogą, gdy się patrzy na miny niektórych pań podczas narad z opiekunami to nie wiadomo, czy płakać teraz z powodu tego postanowienia, czy raczej się cieszyć...

Skasowano praktykę łączenia startów w cyklu WTA z wielkoszlemowymi eliminacjami. Życie nam pokazało, że prowadzi to do gorszących praktyk wycofywania się z imprez w ostatniej chwili. Rok temu w Sydney i Hobart mieliśmy nawet konkurs, która z dwóch pań, planujących szybki skok do Melbourne, pierwsza wywiesi na korcie białą flagę. Teraz każda zawodniczka zgłoszona do walki o drabinkę główną w Wielkim Szlemie automatycznie wypada z list startowych WTA. Zostawiono na wszelki wypadek małą furtkę dla kogoś, kto w dobrej wierze zagrał imprezę WTA, później jednak w ostatniej chwili obdarzony został eliminacyjną "dziką kartą" do turnieju najważniejszego.

Ważna poprawka dotyczy I rundy eliminacji WTA. Likwiduje ona praktykę dłuższego oczekiwania na kogoś, kto gra jeszcze w turnieju poprzednim.

Uznano, że taki dodatkowy dzień postoju jest nie fair wobec eliminacyjnej rywalki, ponieważ może w ten sposób powstać konieczność grania przez nią następnego dnia dwóch pojedynków zamiast jednego. Do eliminacji w kolejnej imprezie cyklu można się będzie obecnie zapisać, o ile istnieje realna szansa szybkiego i terminowego dojazdu z turnieju wcześniejszego. Tylko przy spełnieniu tego warunku wycofanie spowodowane skuteczną grą gdzie indziej nie będzie skutkowało karą.

Na koniec poprawka do sytuacji, gdy zawodniczka rozstawiona wycofuje się po przeprowadzeniu losowania. Jest to zdarzenie, wywołujące zwykle wiele kontrowersji, zwłaszcza w turnieju dużym i przy rezygnacji kogoś ze znanym nazwiskiem. Przyjęto, że decydujący będzie teraz plan gier. Jeśli ruch tenisistki nastąpił przed jego ogłoszeniem, albo tuż po, lecz jeszcze przed startem pierwszych spotkań, obowiązuje znana dotąd zasada przesuwania rozstawionych. Trzecia zastępuje drugą, piąta trzecią, dziewiąta piątą, trzynasta dziewiątą, siedemnasta trzynastą itd. Kiedy jednak mecze już się zaczęły, wtedy szczęśliwa przegrana (lucky loser), albo rezerwowa wchodzi do drabinki w miejsce rozstawionej i to niezależnie od tego, jaka była sytuacja tej wycofanej (np. wolna I runda).

Nie przeszedł punkt o zwiększaniu diet i dodawaniu tenisistkom różnych nowych uprawnień. Nie wyrażono też zgody na to, aby w pojedynkach deblowych wrócić w I i II secie do systemu gry bez przewag (no-ad). W cyklu WTA 2018 pojawi się zatem kilka regulaminowych nowinek, jednak rewolucji z pewnością nie będzie.

Karol Stopa

Dowiedz się więcej na temat: Karol Stopa

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje